Category Archives: Księżna Daisy

Księżna Daisy w Kwaterze Głównej wojsk cesarskich w Pszczynie

„Wojna europejska z powodu morderstwa arcyksięcia? Nonsens!” – żachnął się ojciec księżnej Daisy of Pless, pułkownik Cornwallis-West, kiedy usłyszał, że 28 czerwca 1914 roku w Sarajewie serbski student Gawryło Princip dokonał zamachu na austriackiego następcę tronu. Jakże się mylił – wojna objęła nie tylko kontynent, ale cały świat.

Zamek w Pszczynie

Zamek w Pszczynie

W tej wojnie zamek w Pszczynie odegrał znaczącą rolę. Od jesieni 1914 roku do lutego 1917 roku (z krótkimi przerwami) w domu Daisy rezydował cesarz Wilhelm II. Książę Pless, pełniący funkcję oficera ordynacyjnego Wilhelma II, oddał zamek w Pszczynie i budynek Generalnej Dyrekcji Dóbr, zwany przez miejscowych Paleją (od Palais), na siedzibę Kwatery Głównej armii niemieckiej frontu wschodniego.

Ks. von Pless przed Kwaterą Główną w Pszczynie

Ks. von Pless przed Kwaterą Główną w Pszczynie

W Pszczynie kajzer wraz ze swoim sztabem podejmował ważne decyzje wojskowe i polityczne, tu prowadzono poufne rozmowy, mające zaważyć na porządku w Europie. Miejsce było dyskretne i jednocześnie dogodne dla sprzymierzeńców Niemiec: Austro-Węgier, Turcji i Bułgarii. Ponadto książę Pless – znakomity i hojny gospodarz – gwarantował odpowiednie przyjęcie gości, m.in. organizował dla nich polowania.

Cesarz Wilhelm II i jego oficer ordynacyjny ks. Hans Heinrich von Pless przed Bramą Wybrańców w Pszczynie

Cesarz Wilhelm II i jego oficer ordynacyjny         ks. Hans Heinrich von Pless przed Bramą Wybrańców w Pszczynie

Pewnie dlatego marszałek von Bülow tak po latach podsumował w Mémoires pobyt cesarza w Pszczynie: „W pszczyńskim zamku, urządzonym z azjatyckim przepychem, cesarz trwonił czas przez większą część wielkiej wojny, miast pokazać się walczącym na froncie”.

Zachwycony Hans Heinrich XV w listach do Daisy wymienił, jakie wspaniałe osobistości gościły w zamku, a więc cesarz austriacki Karol i arcyksiążę Fryderyk Habsburg, car bułgarski Ferdynand i następca tronu Borys, feldmarszałek Paul von Hindenburg, generalicja państw centralnych, premierzy i ministrowie.

sztab

W relacji ze spotkania w 1916 roku pisał: „Jesteśmy tutaj tak ściśnięci, że młodsi panowie muszą mieszkać w pociągu. Jest tu również cesarzowa, król bułgarski Ferdynand i następca tronu Borys, a dziś wieczorem przyjeżdża  Enver Pasza (turecki minister wojny). Nie wspominając już o tym, że ciągle tu przyjeżdżają wszyscy Austriacy z Cieszyna. Ledwie już trzymam się na nogach… Dziś wcześnie rano musiałem być z Bułgarami na ich mszy, a potem znowu o dziesiątej z naszą parą cesarską na nabożeństwie w kościele protestanckim. Następnie musiałem spacerować z królem bułgarskim po parku i rozmawiać z całą masą ludzi. Jutro rano muszę jechać z królem Ferdynandem do Żywca, gdyż chce odwiedzić arcyksięcia Karola Stefana Habsburga… Roboty mam po uszy”.

Mimo zapracowania książę Pless był zadowolony i czuł sie ważny: „…w ostatnich kilku tygodniach odwalono u nas w Pszczynie ładny kawał historii”.

Do zamku w Pszczynie zapraszani byli też bohaterowie wojenni, wśród nich Manfred baron von Richthofen, który miał na swoim koncie około 80 zestrzelonych samolotów. Z tej wizyty szczególnie zapadło mu w pamięci polowanie na żubra. (więcej o tym na blogu Barbary Borkowy www.daisypless.worpress.com. „Czerwony Baron i pszczyńskie żubry”).

A Daisy? Z chwilą wybuchu wojny stała się w Anglii podejrzaną Niemką, a w Niemczech obcą Engländerin. „Dla pruskiej opinii publicznej jesteś Angielką, – uświadamiał ją szwagier Fritz (Friedrich von Hochberg) – a obecnie Anglia jest gorsza niż wszyscy diabli razem wzięci”. „Siedź cicho! – radził – Nie ze strachu, ale z rozsądku. Prusacy poprą każdą akcję przeciwko Engländerin”- przestrzegał.

Daisy jednak zawsze była w centrum wydarzeń, a teraz o najważniejszych decyzjach miała się dowiadywać się od męża! Na domiar złego Daisy – księżna pszczyńska – nie miała wstępu do swojego domu w Pszczynie, bo tam zorganizowano tam Kwaterę Główną.

A jednak! W czerwcu 1915 roku Daisy otrzymała zaproszenie na dwugodzinną wizytę w Pszczynie. Miała zamiar odmówić, gdyż podróż z Książa i z powrotem zajmowała 14 godzin. „Przy całym szacunku, jaki żywię do cesarza, za bardzo się cenię i mam za dużo dumy, żeby uznać za honor pozwolenie na krótkie spotkanie z cesarzem” – zaprotestowała księżna. Otrzymała jednak „ładny” list od męża i pojechała, mając w głowie własny pomysł na tę wizytę. Nie zamierzała nocować w drodze powrotnej u Larischów w Solzie (Karvina w Czechach), skoro doprawdy najlepiej śpi się we własnym łóżku.

I oczywiście przeprowadziła wszystko po swojemu – zamiast dwóch, cesarz spędził na rozmowie z nią trzy godziny. Wilhelm skarżył się na artykuły, jakie zamieszczała na jego temat prasa angielska, a Daisy go uspakajała, że z listów matki wie, iż nie wszyscy w Anglii źle o nim myślą. „Gdybym mogła spędzić z nim trochę czasu sama, pocieszyłabym go. Jest taki smutny, bo czuje się zraniony przez kraj, który kocha – Anglię”. Tu Daisy mocno przesadziła!

Ku zdziwieniu męża nie był to koniec wizyty – za chwilę księżna dostała zaproszenie do apartamentów cesarza, który wręczył jej w prezencie urodzinowym małą broszkę. Daisy szybko się wycofała, jako że na stołach rozłożone były różne dokumenty, z pewnością bardzo poufne.

Po kolacji, którą zjadła w swoim pokoju, procesja gości przewinęła się przez jej bawialnię. „Wygląda na to – powiedziała – że tym razem kobieta ma jest mile widziana w Kwaterze Głównej”. Wszyscy się zgodzili z tym stwierdzeniem Daisy, a Daisy oczywiście spała tej nocy w swoim łóżku.

Następnego dnia mąż wyraził zdziwienie, jak jej się udało dostać zaproszenie do Pszczyny. „Przypomniałam cesarzowi obietnicę, którą złożył swej matce, że będzie dla mnie miły i zadba o mnie, gdy ludzie będą chcieli mnie skrzywdzić.  Po prostu napisałam do niego, że chcę przyjechać do Pszczyny”. A cesarz dotrzymał przyrzeczenia.

To nie był koniec pobytu księżnej w Pszczynie. Następnego dnia, w towarzystwie cesarskiego lekarza, pojechała do miejscowego szpitala, a później znowu rozmawiała z cesarzem i usłyszała komplement: „Sądzę, że dzisiaj skończyła pani 29 lat, a przynajmniej na tyle pani wygląda”. Miała 42 lata.

Daisy z mężem. 1915 r.

Daisy z mężem. Pszczyna 1915 r.

Daisy nie byłaby sobą, gdyby nie rozpowszechniła tej wiadomości. Niech wszyscy się dowiedzą, że nie wypadła z łask cesarza. Jej wrogowie byli wściekli, że została dopuszczona do „świętej” Kwatery Głównej, a przyjaciele się cieszyli – również dlatego, że mogli usłyszeć najnowsze wieści.

„To zabawne być zaproszonym do własnego domu – skomentował tę wizytę drugi syn cesarza Eithel Fritz. – Niemniej miło, że mogła pani wszystko zobaczyć i spotkać cesarza”.

Jeszcze dwa razy wzywano Daisy do Pszczyny. W lipcu 1915 roku jej mąż miał operację wyrostka robaczkowego. W podróży towarzyszył Daisy szwagier Fritz i ku ich zdziwieniu otwarto dla nich na stacji w Pszczynie pokój książęcy. „Opanowałam uśmiech, gdyż na tego rodzaju przesadną etykietę w czasie wojny nie byłam przygotowana… W imieniu Kwatery Głównej witał mnie generał von Plessen”. Oczywiście wiele razy rozmawiała z cesarzem, zabawiała też rozmową i panów ze sztabu. W dniu jej wyjazdu padał deszcz, co Daisy skomentowała w wysłanym telegramie. W odpowiedzi napisano: „Pszczyna płacze z powodu Pani wyjazdu. Mamy nadzieję, że Słoneczna Wysokość wkrótce powróci…”

Kolejny raz Daisy została wezwana do Pszczyny w sierpniu, by pełnić honory pani domu z okazji przyjazdu cesarzowej Wiktorii Augusty. Wówczas problemem numer jeden był brak długiej sukni. „Zostałam wezwana nagle i nie miałam czasu na pakowanie wytwornych toalet. A nawet gdybym je tu miała, to i tak bym ich nie założyła, gdyż na wsi nie noszę długich sukien” – tłumaczyła się Daisy. Obecni przy wymianie zdań panowie ze sztabu zaproponowali poratowanie sytuacji przez włożenie długich rękawiczek. „Wydało mi się to potwornie głupie, że w czasie wojny, w Kwaterze Głównej i przy takiej nic nieznaczącej okazji tyle było gadania na temat damskich toalet…”.

Cesarz i cesarzowa

Cesarz i cesarzowa

Nadal obowiązywały też wymogi etykiety, o czym księżna przekonała się w niedzielę w kościele. Marszałek dworu baron Reischach odsunął krzesło księżnej do tyłu, aby nie siedziała w jednym rzędzie z parą cesarską. „O, nie! – zbuntowała się Daisy – na moim miejscu, w moim kościele, będę siedziała obok cesarskiej pary, nie za nimi”. I… przysunęła krzesło z powrotem.

Cesarz, cesarzowa, ks. Pless w Pszczynie

W lipcu 1916 roku odbył się zjazd w Pszczynie. Cesarz Wilhelm, szef sztabu głównego marszałek Paul von Hindenburg oraz szef sztabu na front wschodni generał Erich Ludendorff i inni oficerowie ze sztabu spotkali się z bułgarskim następcą tronu, z głównodowodzącym jego wojsk oraz arcyksięciem Fryderykiem (austriacki głównodowodzący).

„W czasie kolacji, która była najbardziej historyczną kolacją, jaką kiedykolwiek spożywano w Pszczynie, usprawiedliwiano nieobecność generała Falkenhayna bólem zębów” – relacjonował żonie książę Pless.

Prawda była taka, że Falkenhayn był w niełasce po klęsce wojsk niemieckich pod Verdun. Wkrótce zastąpili go generałowie: Paul von Hindenburg i Erich Ludendorf. Obaj odgrywali wiodącą rolę w państwie, wywierali duży wpływ na polityczne i wojskowe decyzje cesarza oraz rządu. Ludendorff był orędownikiem wojny totalnej, występował na rzecz prowadzenia nieograniczonej wojny podwodnej. Za to miał być po zakończeniu wojny sądzony, ale zbiegł so Szwecji.

Przy tym stole w gabinecie cesarza w zamku pszczyńskim podejmowano ważne decyzje

Przy tym stole w gabinecie cesarza w zamku pszczyńskim podejmowano ważne decyzje

W styczniu 1917 roku wysłano z Pszczyny depeszę ówczesnego ministra spraw zagranicznych Arthura Zimmermanna. Jej ujawnienie, po przechwyceniu przez Brytyjczyków, spowodowało przyłączenie się Stanów Zjednoczonych do wojny po stronie Ententy. Więcej na ten temat można przeczytać w książce amerykańskiej pisarki Barbary Tuchman „Telegram Zimmermanna”.

Księżna Daisy pisze w pamiętnikach, że wszystko związane z Kwaterą Główną było objęte ścisłą tajemnicą. A tymczasem ona o najważniejszych decyzjach dowiadywała się od męża. Hans Heinrich szczegółowo ją o wszystkim informował, wymieniając nazwiska gości i podając rezultaty negocjacji, choć w opinii publicznej Daisy była angielskim szpiegiem!

Umiejscowienie Kwatery Głównej w Pszczynie wywierało też wpływ na życie mieszkańców miasta. Jak pisał Ludwik Musioł: „tysiące kabli z całej Europy oplatało swą siecią miasto. Szosy dojazdowe przepełnione były różnego rodzaju powozami. Było na co patrzeć i był to dla obywateli Pszczyny niezły zarobek”.

Niemieckie gazety nadały Pszczynie miano „Małego Berlina”.

Postscriptum

Nie ulega wątpliwości, że rodzina książęca z Pszczyny była zafascynowana cesarzem i dumna z wyboru swojego zamku na Kwaterę Główną wojsk niemieckich. Zrozumiałe jest również zadowolenie ówczesnych mieszkańców Pszczyny z pobytu dostojnych gości w ich mieście. Wątpliwości budzi natomiast współczesne popularyzowanie osoby cesarza i jego głównych sztabowców, a tak zrobiono w Muzeum Zamkowym w Pszczynie w maju 2012 roku podczas Nocy Muzeów. W programie wieczoru były m.in. „spotkania z dawnymi mieszkańcami zamku: księżną Daisy i jej dziećmi, „starym księciem” Hansem Heinrichem XI oraz cesarzem Wilhelmem II i towarzyszącymi mu generałami”.

Czy ktoś sobie wyobraża spotkanie z wielkim księciem Konstantym Pawłowiczem w Belwederze lub zwiedzanie Wawelu czy też Łazienek z generalnym gubernatorem Hansem Frankiem?

Czy przewodnicy powiedzieli gościom, zwiedzającym pszczyński zamek, że w wielkiej wojnie życie straciło ponad 8 mln żołnierzy, a razem z cywilami straty w ludności wyniosły około 12 mln osób i że odpowiedzialny za wybuch wojny był właśnie cesarz Wilhelm? Przecież on i jego generałowie postanowieniem traktatu wersalskiego mieli stanąć przed sądem za czyny przeciw prawu i zwyczajom wojennym. Na ekstradycję byłego cesarza, który w 1918 roku zbiegł do Holandii, nie zgodził się jednak tamtejszy rząd, a pozostali oskarżeni też uniknęli kary.

Zdjęcia pochodzą ze zbiorów autorki.

Reklamy

Pałac Hochbergów w Berlinie

„Dlaczego zatrzymujecie się w hotelu, a nie we własnym pałacu przy Wilhelmstrasse?” – zapytał kiedyś pewien starszy arystokrata Daisy bawiącą w Berlinie. Kiedy usłyszał, że książę Pless woli hotel, bo w pałacu nie ma łazienki, wykrzyknął zdziwiony: „Mein Gott! Czy on koniecznie musi się codziennie kąpać?”
Brak łazienek, który dla ludzi z kontynentu – jak mawiają Anglicy – nie stanowił problemu, dla młodych Plessów był poważnym mankamentem.

Posiadanie siedziby w stolicy stało się dla Hochbergów koniecznością, odkąd teść Daisy Hans Heinrich XI zaczął często bywać w Berlinie w związku z funkcjami pełnionymi na dworze cesarskim .
Pałac Hochbergów powstał pod koniec lat siedemdziesiątych XIX wieku,                 w reprezentacyjnym miejscu stolicy, przy Wilhelmstrasse. Zbudował go Hans  Heinrich XI według projektów Hipolita Alexandra Destailleura, tego samego francuskiego architekta, który projektował przebudowę rezydencji w Pszczynie.

Anna von Hochberg. "Wiener Salonblatt". Österr.-Ungar. Adelsorgan. Wien, (37. Jahrgang, Nr 48.) 1.XII.1906, s. 1.

Anna von Hochberg.
„Wiener Salonblatt”. Österr.-Ungar. Adelsorgan. Wien, (37. Jahrgang, Nr 48.) 1.XII.1906, s. 1.

Według Anny Hochberg, najmłodszej córki księcia von Pless: „Był to piękny i duży dom miejski, zwany kiedyś pałacem”. Na zapleczu było małe podwórze obsadzone drzewami, z niego dojście do stajni przy ul. Vossa. Po drugiej stronie znajdowała się bawarska ambasada, a obok mieścił się pałac kanclerza Rzeszy. Rezydencję zbudowano w stylu francuskiego renesansu. Była to masywna budowla, kryta dachówką, a że miała bardzo wysokie kominy, berlińczycy nazywali ją akademią kominową (Schornsteinakademia).

Pałac Hochbergów, zwany akademią kominową.

Pałac Hochbergów, zwany akademią kominową.

Wnętrza miały bogaty wielkopański wystrój: na sufitach była piękna sztukateria i malowidła, ściany pokrywała boazeria i gobeliny, a wszystko bogato ozdobiono złoceniami. W budynku zainstalowano centralne ogrzewanie, a ponadto w każdym pokoju znajdował się marmurowy kominek. Tylko łazienek nie było! Całą posesję od ulicy Wilhelma odgradzały dwa żelazne, artystycznie zdobione portale, z latarnią na każdym z nich. Portale były połączone żelaznymi kratami, które – po sprzedaży pałacu w 1907 roku – zostały ustawione w Książu przed wejściami do parku. Dziś można je zobaczyć przed wejściem na teren palmiarni.

Brama przed wejściem do palmiarni w Wałbrzychu

Brama przed wejściem do palmiarni w Wałbrzychu

Dzięki ujmującym cechom charakteru teść Daisy był popularny i mile widziany w towarzystwie, sam też prowadził własny salon w Berlinie, a w sezonie urządzał bale i rauty. Odkąd w 1896 roku został kanclerzem kapituły Orderu Czarnego Orła, co roku w marcu organizował w berlińskim pałacu bal rycerski kapituły. To  honorowe stanowisko podniosło też rangę księcia w hierarchii dworskiej. Odtąd przysługiwało mu prawo zajmowania na uroczystościach dworskich miejsca przed adiutantami, tuż obok tronu cesarza, po jego lewej stronie.
„Wielkim wydarzeniem była też odbywająca się u nas Kapituła Orderu św. Huberta – wspominała Anna, – w niej zawsze uczestniczył cesarz, a my z matką mogłyśmy go powitać w chwili jego przybycia”. Książę Pless piastował bowiem również wysoką godność Wielkiego Łowczego.

Hans Heinrich XI von Pless

Hans Heinrich XI von Pless

„Odbywaliśmy codziennie spacery albo ul. Vossa w dół do ul. Königgrätz i do zwierzyńca, albo wzdłuż ul. Wilhelma do Alei Lipowej i zwierzyńca. Przy pięknej pogodzie często wychodziliśmy na ulicę przyglądać się galowym powozom przejeżdżającym ul. Wilhelma w dół do Alei Lipowej i zamku. Każda ambasada i każdy książę mieli swoje powozy galowe”.
W Alei Lipowej swój dom miała szwagierka Daisy Ida Luisa (Lulu). Kiedy jej mąż ks. Fridrich Herman Solm-Baruth został szambelanem dworu cesarskiego, oni też organizowali bale w Berlinie.

Zamek królewski w Berlinie

Zamek królewski w Berlinie

Vater lubił się pokazywać na ulicach Berlina z urodziwą synową. Tylko że Daisy nie chciała się stosować do obowiązujących konwenansów nosić i czarnych sukienek poza domem: „..nie jestem w żałobie” – protestowała. A pobłażliwy Vater to tolerował i zabierał ją na przechadzki przyodzianą w kolorowe stroje.

Berlin, Wilhelmplatz. 1901 r.

Berlin, Wilhelmplatz. 1901 r.

W 1907 roku, po śmierci Hansa Heinricha XI, mąż Daisy sprzedał pałac tajnemu radcy budowlanemu Heimowi z Berlina za 2 350 000 marek. Pieniądze uzyskane ze sprzedaży podzielono między spadkobierców. Po 1919 roku berliński pałac Hochbergów stał się siedzibą prezydenta Rzeszy.

Małżeński romans księcia pszczyńskiego

Wystawny, pełen blichtru, czasem ekstrawagancki styl życia elit arystokratycznych był łakomym kąskiem dla prasy. W gronie celebrytów niepoślednią rolę odgrywali Daisy i Hans Heinrich von Pless.
Mówiąc kolokwialnie, dziennikarze deptali rodzinie książęcej po piętach. W gazetach niemieckich, angielskich i amerykańskich omawiane były szczegóły z życia popularnej pary. Wielkie zainteresowanie wzbudzało ich życie prywatne, szczególnie w powojennych latach, kiedy małżeństwo Plessów się rozpadało.
Niesmakiem i wręcz oburzeniem darzę osoby, które po zakończeniu miłosnej sprawy, opluwają wstecz eks-partnera i to co było. Tak zrobił mąż Daisy, a można o tym przeczytać w artykule „Małżeński romans księcia pszczyńskiego”, który ukazał się w gazecie „Friedländer Wochenblatt” z 1.12.1923 r.

Gwoli wyjaśnienia, wyrokiem sądu w Berlinie małżeństwo Hansa Heinricha XV i Marii Teresy von Pless zostało rozwiązane 25 października 1922 roku z winy księcia. Jako przyczynę rozwodu podano „rozłam małżeństwa”. Tak więc informacje w artykule były spóźnione.

Hans Heinrich XV von Pless

„Książę pszczyński Hans Heinrich XV, bogaty magnat górnośląski, którego dobra, na skutek nowego ustalenia granic, leżą częściowo w Polsce, a częściowo w Niemczech jest żonaty od ponad 30 lat z lady Mary West z domu Earl Delawarre.
Małżeństwo to jest od dłuższego czasu nieszczęśliwe, a w szczególności księżna musiała wiele wycierpieć w czasie wojny z powodu swojego angielskiego pochodzenia.
Książę von Pless, obecnie 62-letni, pomimo swego dojrzałego wieku, zakochał się i, jak donoszą z Pszczyny, gotów jest usunąć wszystkie przeszkody na drodze i ożenić się ze swoją wybranką, hrabiną Dietrichstein z Wiednia.
Zwykły rozwód, który łatwo byłoby uzyskać przed sądem we Wrocławiu, nie wystarcza.
Hrabina bowiem pochodzi z surowej katolickiej rodziny i nawet jeśli książę będzie rozwiedziony zgodnie z prawem, hrabina nie będzie mogła oddać mu ręki tak długo, jak żyje księżna jego żona. Dlatego książę wniósł do papieża skargę o unieważnienie małżeństwa.
Ponieważ kościół katolicki nie uznaje rozwodów, ani powodów do rozwodu, książę musi poszukać powodów uznających jego małżeństwo za nieważne. Takie poszukiwania książę przedsięwziął. Jego prawnicy wysunęli twierdzenie, że książę poślubił lady Mary [późniejszą księżnę Daisy] nie ze swej woli, ale pod wpływem psychicznego i fizycznego szantażu.
Książę chce udowodnić, że ojciec jego późniejszej żony zmusił go pistoletem do małżeństwa, posądzając go o uwiedzenie córki.
Na skutek tego posądzenia (o uwiedzenie), książę postanowił uratować honor dziewczyny i ożenił się z nią. Książę znalazł świadków, którzy to potwierdzili pod przysięgą przed duchownym sądem w Rzymie.
Rodzina pięknej hrabiny zdenerwowała się spowodowanym przez księcia skandalem i odmówiła zgody na związek młodej dziewczyny ze starym żonatym mężczyzną i wysłała ją do sanatorium, gdzie była surowo strzeżona przed księciem”.

Kilka lat później Hans Heinrich von Pless znalazł nową kandydatkę na żonę.
W styczniu 1925 roku 64-letni książę poślubił 27-letnią Hiszpankę.

Para młoda książę Hans Heinrich XV von Pless i markiza Clotilde de Silva y Gonzales de Candamo po ceremonii zaślubin.

Bezimienna córka Daisy i Hansa of Pless

Zadziwiająco mało wiemy o pierworodnym dziecku książęcej pary, choć zazwyczaj narodziny potomka czczono uroczystościami na książęcym dworze.
W rodach panujących – czy to królewskich, czy książęcych – rzadko żeniono się z miłości. Wyznawano zasadę, że miłość przychodzi po ślubie lub, jeśli się ma pecha, nie nadejdzie nigdy. Głównym zadaniem małżeństwa było zapewnienie ciągłości rodu. Poślubiona wybranka miała urodzić zdrowego potomka, by przejął pałeczkę w sztafecie władców o tym samym nazwisku.

Daisy i Hans Heinrich XV von Pless.
Zdjęcia opublikowane w Illustrated London News anonsujące ich zaręczyny w 1891 r. (kolekcja autorki)

Daisy wkrótce po ślubie wywiązała się z obowiązków dynastycznych, więc powinna być szczęśliwa. Jednakże w swych wspomnieniach (Daisy of Pless, Princess Daisy of Pless by Herself, London 1928, s. 72) narodziny córki skwitowała jednym zdaniem: „Przedtem urodziła się dziewczynka, mała i kochana, lecz wkrótce zmarła”. I tyle! Na dodatek o przyjściu na świat córki wspomniała dopiero siedem lat po jej śmierci, gdy urodził się syn. Czy dlatego, że była to dziewczynka, nie chłopiec? A może krótkie życie dziecka nie pozostawiło śladu w pamięci?
Nie podała daty urodzin, nie wiemy nawet, jak córka miała na imię. Czy wówczas nie nadawano imion noworodkom, które nie dożyły uroczystego chrztu?

Mogłoby się wydawać, że Daisy nie cierpiała po stracie dziecka. Zachowały się jednak dowody, że było inaczej. John Koch cytuje w biografii księżnej fragmenty z niepublikowanych stron dziennika Daisy i jest w nich przedstawiony jej ogromny ból i depresja.

Ponad dziesięć lat temu, pisząc książkę Księżna Daisy. Pani na Książu i Pszczynie starałyśmy się dowiedzieć czegoś więcej o córeczce Daisy. Niestety, nawet jej wnuk książę Bolko Hochberg von Pless nie był w stanie udzielić mi na ten temat informacji.

Pozostawało szukanie w archiwach i literaturze tamtego okresu. Skarbnicą wiedzy są książęce archiwa w Pszczynie, a szczególnie przydatne okazały się listy członków rodziny książęcej. Czytanie cudzej korespondencji nadal wzbudza moje obiekcje. Jednak chęć poznania faktów zwyciężyła. Rozgrzeszam się myślą, że skoro listy zostały zdeponowane w książęcym archiwum, to ich autorzy mogli się liczyć z tym, że po latach ktoś do nich dotrze i je przeczyta.

Daisy i Hans Heinrich XV pobrali się 8 grudnia 1891 roku. Po podróży poślubnej zamieszkali na Dolnym Śląsku, gdyż książę von Pless wyznaczył zamek w Książu na siedzibę młodej pary. Przybyli tam 5 lipca 1892 r., serdecznie witani przez licznie zgromadzonych mieszkańców, oddających hołd małżonce ich dostojnego pana. Z listów Hansa do ojca dowiadujemy się, że Daisy spodziewała się dziecka.

Z kolejnych listów wynika, że Daisy źle znosiła błogosławiony stan. Nie pojechała na urodziny teścia do Pszczyny (10 września) „…podróż jest dla niej niebezpieczna” – usprawiedliwiał żonę Hans 22 sierpnia 1892 r., a tydzień później pisał: „Daisy nie przyjedzie, bo nie może podróżować”. Natomiast o dziwo, dalsza podróż do Anglii miała służyć zdrowiu Daisy: „Doktor zaleca nam wyjazd do Anglii w połowie października. Daisy będzie ciężko stąd wyjeżdżać, bo polubiła Książ i czuje się tu jak w domu. Już teraz mówi o podróży powrotnej” (list z 27 września).
W październiku Daisy i Hans byli już w Londynie i zatrzymali się początkowo w Greenslade, w znajomym miejscu, gdzie zatrzymała się rodzina Hochbergów w czasie ich ślubu. Od razu otrzymali wiele zaproszeń. „Daisy powodzi się dobrze, – relacjonował Hans – codziennie jeździ na spotkania i usiłuje się dowiedzieć jak najwięcej o polowaniach. Każdego dnia oczekujemy na rozwiązanie”.

W styczniu następnego roku Hans pisał: „Rozwiązania spodziewamy się w przyszłym miesiącu [list z 17 stycznia 1893 roku] Mamy dobrego lekarza, położna przybędzie 1 lutego”. Mieszkali wówczas w Quorn House w Quorndon, w hrabstwie Leicestershire, miejscu dogodnym dla Hansa – było stamtąd blisko do terenów łowieckich w Loughborough.

Pierwsze dziecko książęcej pary urodziło się w sobotę 25 lutego 1893 roku. „Poród trwał długo i wreszcie w sobotę w nocy nastąpiło rozwiązanie. Daisy i córka czują się dobrze” – depeszował Hans do ojca 27 lutego. „Dopiero dziś mogłem telegrafować, ponieważ w niedzielę jest to niemożliwe”.

Dziewczynkę zarejestrowano w urzędzie w Barrow-upon-Soar w Leicestershire. (niedaleko Loughborough) 13 marca 1893 roku.

W akcie urodzenia napisano, że 25 lutego 1893 roku w Quorn House w Quorndon, w hrabstwie Leicestershire urodziła się dziewczynka, której ojcem był Hans Henry Hochberg, a matką Mary Olivia Teresa Hochberg, poprzednio Cornwallis West. Jako zawód ojca wpisano: książę pszczyński (Prince of Pless). On też podpisał świadectwo urodzenia oraz Catherine Danker, urzędniczka stanu cywilnego. W rubryce, gdzie powinno być imię dziecka, jest kreska.

”A więc dziewczynka” – ucieszył się Conny (Conrad Hochberg), bo pierwszy raz wygrał zakład ze swoim starszym bratem Hansem.

Córka niestety wkrótce zmarła. „Biedna Daisy, bardzo mi przykro z powodu śmierci dziecka” – współczuł Conny, dodając: „Szczęście, że stało się to w Anglii”.
Co Conny miał na myśli pisząc: „Jednak oni byli przedtem nierozsądni”? Nie wyjaśnia tego stwierdzenie: „To jest mianowicie ta historia z tygrysem”.

Jaka była przyczyna zgonu dziecka?
Ani w listach Hansa Heinricha, ani we wspomnieniach Daisy nie znalazłam wyjaśnienia.
Maria Małgorzata Potocka (Z moich wspomnień, Londyn 1983) zarzuciła Daisy lekkomyślność w postępowaniu z małym dzieckiem: „Mówiono o niej [Daisy}, że gdy urodziło się jej pierwsze dziecko, wkrótce zmarło, gdyż bawiła się nim jak piłką podrzucając do góry”. Wydaje się to wielce nieprawdopodobne, niemożliwe by Daisy była do tego stopnia nieodpowiedzialna.

W liście z późniejszego okresu Daisy zrzucała winę za śmierć córki na męża. Wypominała mu, że to on był nieodpowiedzialny wożąc ją po wertepach w szaleńczych przejażdżkach, co miało spowodować przedwczesny poród i śmierć niemowlęcia.
Dzięki Przyjaciółce z Anglii udało mi się dotrzeć do aktów urodzenia i zgonu córeczki Hochbergów i rozwiązać tajemnicę jej śmierci.

„Dziecko płci żeńskiej o nazwisku Hochberg zmarło po 14 dniach, 11 marca 1893 roku, w tym samym domu, w którym się urodziło, z powodu konwulsji kolkowych [colic convulsions], co zaświadczył dr Arthur Eddowes. Świadectwo zgonu wystawione zostało 13 marca 1893 r. i podpisane przez dziadka Williama Cornwallis-Westa, który był przy śmierci dziecka, i Katarzynę Darker, urzędniczkę stanu cywilnego“.

Daisy po rozwiązaniu nie czuła się dobrze, już wówczas miała kłopoty z nogami, dokuczało jej kolano i chodziła o lasce. Z 20 marca pochodzi list, w którym Hans dziękuje ojcu za telegram z wyrazami współczucia i informuje: „Daisy czuje się coraz lepiej, dziś już chodziła po ogrodzie. W przyszłym tygodniu pojedziemy na tydzień do Newlands, a potem do Szwajcarii.”

A co z córką? „Sekretarz prywatny Rittera i jeden Anglik zabrali ciało i przewieźli do Książa” – napisał Hans do ojca. – „We wtorek odbędzie się pogrzeb w krypcie”. Rodzice nie wzięli udziału w ceremonii, do Książa planowali powrócić w maju.

Miejsce wiecznego spoczynku Hochbergów splądrowano po zakończeniu II wojny światowej, włamano się do sarkofagów i rozrzucono ich zawartość. Wśród szczątków był szkielet małego dziecka.

Gdzie jest pochowana księżna Daisy of Pless

W serwisie naszesudety.pl (2005 r.) można przeczytać, że grupa miłośników księżnej Daisy przez dwa lata prowadziła śledztwo dotyczące daty jej śmierci i przyczyny zgonu. „To my dotarliśmy do dokumentów, które potwierdzają datę i przyczynę zgonu księżnej, a także okoliczności pochówku. Klucz do tajemnicy znaleźliśmy w archiwach wałbrzyskiej parafii ewangelicko-augsburskiej.”

Znaleziony dokument to zaświadczenie zgłoszenia zgonu (Bescheinigung über Eintragung lines Sterbefalles), natomiast akt zgonu księżnej Daisy (Sterbeurkunde) znajduje się w Archiwum Książąt Pszczyńskich w Pszczynie. Nie wiedziałam, że dokument jest poszukiwany, z kolei poszukiwacze nie dotarli do książki „Księżna Daisy. Pani na Książu i Pszczynie”, opublikowanej w 2001 roku, w której autorki powołują się na tenże dokument.

Akt zgonu księżnej Daisy sporządzono 30 czerwca 1943 roku. Napisano w nim, że księżna Maria Teresa Oliwia von Pless zmarła 29 czerwca 1943 roku o godzinie 19.30 w Wałbrzychu w domu przy Friedlanderstrasse 43. Jako przyczynę zgonu podano udar serca (Herzlähmung). Wpisano także, że księżna była sądownie rozwiedziona. Pod dokumentem podpisał się urzędnik magistratu, Raupach, i przystawił urzędową pieczęć ze swastyką.
Informacje o pogrzebie księżnej również znajdują się w tymże archiwum. Księżna Daisy zmarła w dzień po rocznicy swoich urodzin.

Siedemdziesiąte urodziny 28 czerwca 1943 roku Daisy spędziła w towarzystwie kuzynki, hrabiny Larisch z Karwiny, a ulubione utwory zagrał dla niej kwartet orkiestry górniczej z Wałbrzycha. Choć księżna nie czuła się najlepiej, nikt nie spodziewał się jej śmierci. Następnego dnia w południe hrabina odjechała, a wieczorem Dolly (opiekunka księżnej) posłała wiadomość do Knorna, zarządcy dóbr w Książu (przedtem sekretarza starego księcia), że księżna zmarła.
Wysłano telegramy do krewnych i przyjaciół, nekrologi do prasy, zamówiono kwiaty i wieńce, od Dolly (opiekunka Daisy) palmę w kształcie krzyża. Następnego dnia przyjechała hrabina Larisch, książę Reuss i graf Hochberg z Roztoki. Nie było dzieci Daisy, choć w ich imieniu i wnuków złożono wieńce z szarfami (od Hedwig i Bolka na szarfie  napisano: „Ostatnie pozdrowienie – wnukowie”). Nie dojechały synowe – księżna Klotylda z powodu braku pociągów, a księżna Maria Katarzyna musiała pozostać z ciężko chorą matką księżną Schönborn w Bayrischzell. Obydwie podpisały się pod nekrologami w  gazetach („Deutschen Allgemeinen Zeitung”, Berlin, „Schlesischen Zeitung”, Wrocław).

Nie zawiedli mieszkańcy Książa, górnicy z książęcych kopalń, urzędnicy z Zarządu oraz okoliczna ludność, którzy tłumnie towarzyszyli księżnej w jej ostatniej drodze.
3 lipca 1943 roku Daisy spoczęła w rodzinnym mauzoleum Hochbergów w parku otaczającym zamek Książ. Ogrodnik Scholz przystroił kaplicę margerytkami, a ceremonii żałobnej przewodniczył pastor Jackel. Grał kwartet muzyczny, odczytano fragmenty z Biblii, odmówiono modlitwy, a lekarz wygłosił przemówienie nad trumną. Dla nieobecnych zrobiono zdjęcia.
Księżnę Daisy pochowano w podwójnej trumne (cynkowej i dębowej) obok teścia, Hansa Heinricha XI, tak jej niegdyś życzliwego. Obok niej spoczywał mały Konrad, wnuk zmarły w wieku kilku lat na zapalenie opon mózgowych, syn Bolka i Klotyldy.
Nie było tak, jak Daisy kiedyś zaplanowała: „Koszty będą minimalne – pogrzebu nie będzie. Nikt nie ma być smutny, przyjdą moi przyjaciele – wszystko dobrze rozumiejący – to będą moje urodziny, nikt nie będzie w żałobie. Nie będzie żadnej etykiety, żadnych formalności – dla dzieci przygotuje się zabawę i pozwoli się im zrywać kwiaty w parku”.

Choć w ostatnich latach księżna wycofała się z życia publicznego, żegnano ją nie tylko jako panią na zamku, lecz jako damę o wielkim sercu. Księżna zaskarbiła sobie szacunek mieszkańców okolic Wałbrzycha i Pszczyny swą działalnością charytatywną i aktywnością polityczną na rzecz utrzymania pokoju między narodami. Z pewnością uczyniła więcej, niż wymagałyby tego od niej konwenanse.

Również w Anglii nie zapomniano o Daisy. Pod koniec lipca brat Daisy George zamówił nabożeństwo w Kościele Św. Marka na North Audley Street w Londynie. George określił je jako przedstawienie „Edwarian hey days”. Przybyło wiele osób, a dwie wnuczki królowej Wiktorii (Helena Victoria i Marie Louise) przysłały swoje reprezentantki. Obecna była siostra Shelagh, również syn Daisy Hansel został zwolniony z internowania na czas nabożeństwa.
W „Timesie” został opublikowany długi i wysoce pochlebny nekrolog (“The Times” z 13 VII 1943 (Daisy princss of Pless. Edwardian days); “The Times” z 21 VII 1943 (Memorial service – z listą obecnych na nabożeństwie).
Hansel otrzymał wiele listów kondolencyjnych wspominających księżną. Lasy Sereny James napisała: „jako dziecko byłam olśniona jej urodą, była dla mnie księżniczką z bajki i pewnie dla wielu innych […]. Bajkowe zamki i świetność, cała ta cudowność i teraz ten smutny koniec.” (tłumaczenie © Bronisława Jeske-Cybulska)
Nie było jednak Daisy dane spocząć spokojnie, dębową trumnę z ciałem księżnej kilkakrotnie przenoszono. Według jednych z powodu zbliżającej się Armii Czerwonej, według innych w obawie przed złodziejami, poszukującymi legendarnych pereł.
Paul Fichte, niegdyś kamerdyner męża Daisy, który uczestniczył w kolejnych pochówkach księżnej, relacjonował: „Szybko pochowaliśmy księżnę Daisy poza grobowcem, ale trumnę odkopano i ograbiono. Scholtz (ogrodnik) posadził tak piękne kwiaty na jej grobie, że zwróciło to uwagę Rosjan. Zakopaliśmy ją szybko ponownie i zrównaliśmy grób z ziemią. Wtedy nastał spokój. Ale nie dało się już zamknąć mauzoleum i ludzie zaczęli tam przychodzić, by zobaczyć jego wnętrze. Większość jednak uciekała w popłochu, gdyż wszędzie były porozrzucane zwłoki. Nie mogliśmy znaleźć szkieletu księżnej z domu Kleist – tylko jej głowę. Było oczywiste, że nie można zostawić mauzoleum w takim stanie.
Uradzono, że zwłoki należy pochować w Niedersalzbrunn (Szczawienko).” (tłumaczenie © Bronisława Jeske-Cybulska)
Przez wiele lat ostateczne miejsce spoczynku Daisy było tajemnicą poliszynela, choć niektórym wydawało się, że tylko grono zaufanych osób o nim wiedziało.
Tak jak ustalono, księżna została pochowana na cmentarzu w Niedersalzbrunn (Szczawienko) – idąc na wprost od głównego wejścia, druga ścieżka na lewo, w trzecim grobowcu.
Próżno jednak dzisiaj poszukiwać grobu księżnej Daisy. Parafialny cmentarz ewangelicki w Szczawienku w latach osiemdziesiątych XX wieku podzielił losy wielu innych niemieckich nekropolii z terenu Dolnego Śląska – zrównano go z ziemią, bez przeniesienia znajdujących się na nim szczątków. W miejscu niegdysiejszego cmentarza powstało osiedle domów jednorodzinnych.
Mam nadzieję, że ich mieszkańcy nie będą nękani przez poszukiwaczy grobu księżnej czy też tych naiwnie wierzących, że odnajdą perłowy naszyjnik.
Ale o tym, co się stało z legendarnym naszyjnikiem, opowiem innym razem…

Kto przeniósł Daisy z Książa do Wałbrzycha

Kto przeniósł Daisy z Książa do Wałbrzycha

29 czerwca 1943 roku o godzinie 19.30 w domu przy Friedlanderstrasse 43 w Wałbrzychu zmarła księżna pszczyńska Maria Teresa Olivia von Pless, żona onegdaj jednego z najbogatszych magnatów śląskich. Dlaczego w Wałbrzychu, w willi pana von Pohla w parku zamku wałbrzyskiego (ulica ta została później przemianowana na ulicę Moniuszki, ale zachowano oryginalną, przedwojenną numerację budynków), a nie w którejś rezydencji książęcej?

W 1923 roku nastąpił rozwód książęcego stadła. Księżna Daisy, jak powszechnie nazywano małżonkę księcia von Pless, zachowała tytuł, ale jej miejsce pani na Książu i Pszczynie zajęła młodsza wybranka księcia Hansa Heinricha XV, hiszpańska arystokratka Clotilda de Silva y Gonzalez de Candamo.

Po rozwodzie Daisy zamieszkała we Francji, w willi Les Marguerites w La Napoule, a potem w rezydencji przy Ismaningerstrasse 95 w Monachium.

W 1935 roku księżna Daisy pojawiła się znowu w Książu. „Pisałam, że już nic niespodziewanego mi się nie przydarzy. A jednak! – tak kończy się ostatnia książka księżnej Daisy What I left unsaid. – Wracam do Książa, do domu, który nierozsądnie i niepotrzebnie opuściłam dwanaście lat temu, do miejsca, do którego należą moje dzieci. Chociaż staliśmy się sobie obcy, w końcu się spotkamy w ciszy i zrozumieniu”.

Był kwiecień 1935 roku, kiedy Daisy zamieszkała ponownie w Książu – jednak nie w zamku, lecz w oficynie budynku bramnego.

Po lewej stronie oficyna, w której mieszkała księżna Daisy. Pocztówka sprzed przebudowy zamku.

Utrzymanie rezydencji okazało się bardzo kosztowne. Z powodu kłopotów finansowych książę von Pless zmuszony był przerwać przebudowę rezydencji i otworzyć podwoje zamku dla szerokiego ruchu turystycznego. Zamiast gościć w zamku trzech cesarzy, musiał tolerować ciekawskich, którzy przychodzili oglądać apartamenty książęce i rozsiadali się w ogrodach.

„Pomyśleć, że zamek, który był naszym domem, jest teraz po prostu muzeum – dumała Daisy. Obcy ludzie chodzą po naszych pokojach, śmieją się, dotykają naszych prywatnych rzeczy. Tu, gdzie przeżywaliśmy tyle radości i smutków. Niewielu ludzi lubi zwiedzać muzeum, a jeszcze mniej mieszkać w nim…”.

Turyści zwiedzający Książ w 1939 r.

Postępowała degradacja rezydencji w Książu. Były mąż Daisy Hans Heinrich XV kazał wyprzedawać meble i srebro, a część wyposażenia wywieziono do Pszczyny. „Biedny stary Tommy (tak Daisy w dobrych małżeńskich czasach nazywała męża) – pisała księżna – nie powodzi mu się zbyt dobrze…”. Słynną stadninę wykupił rząd niemiecki, zlicytowano uzdrowisko Bad Salzbrunn (Szczawno).

Utrzymanie rodziny księcia i jego rezydencji w Książu przejęły prawie całkowicie dobra pszczyńskie. On sam w marcu 1936 r. opuścił Niemcy i osiadł z młodszymi synami na stałe w Pszczynie. Do kroku tego skłonił go nie tylko brak środków do życia w Niemczech i kontrolujący go wierzyciele, ale także wyraźna niechęć do nazizmu, ekscesów antyżydowskich oraz zamiar osobistego rozwiązania spraw majątkowych w Polsce.

W lutym 1937 roku wprowadzono zarząd przymusowy w Książu (na czele z Henrykiem XXXIV księciem von Reuss) z powodu fatalnego zarządzania majątkiem. Książę von Pless nie mógł wrócić do Niemiec.

Życie Daisy toczyło się w Książu spokojnie w otoczeniu przyjaznego grona życzliwych ludzi. Odwiedzali ją synowie i nieliczne już grono dawnych znajomych.

O jej wygody dbała Dolly (Dorothy Crowther) – drobna, sympatyczna Walijka, wcześniej pokojówka jej matki, później jej towarzyszka. Dwór księżnej Daisy był skromny: oprócz Dolly – pokojówka, pielęgniarka i kucharka.

 Księżna Daisy i Dolly

 Niewiele rozrywek dostępnych było skazanej przez paraliż na łóżko i wózek inwalidzki księżnej. Latem Dolly sadzała ją wygodnie na tarasie, czasem wybierały się na przejażdżkę samochodem. Towarzystwa dotrzymywał Daisy zabawny piesek Stern.

       

W powszechnej opinii panuje przekonanie, że władze niemieckie wyrzuciły księżnę Daisy z Książa w 1941 roku. Kto pierwszy wypuścił tę wiadomość, trudno teraz stwierdzić. Na wszystkich portalach, w artykułach i książkach czytamy taką informację. Nikt natomiast nie podaje jej źródła.  My także jej nie sprawdziłyśmy. „Pewnego wiosennego poranka, podobno z osobistego rozkazu Hitlera, księżnę pszczyńską zmuszono do opuszczenia zamku”, napisałyśmy w książce „Księżna Daisy. Pani na Książu i Pszczynie”, wyd. Kamilia.

  Zdjęcie współczesne willi w Wałbrzychu. Autor: Damian Mącznik

Życie garstki osób opiekujących się Daisy koncentrowało się na konieczności przeżycia i na codziennej krzątaninie. W sprawach gospodarstwa domowego pomagał Dolly Richard Knorn, zarządca dóbr w Książu (przedtem sekretarz starego księcia), który zajmował się też ich finansami.
Od niego też pochodzi wiadomość o przenosinach księżnej Daisy – z pewnością ostatniej osoby z rodziny Hochbergów, która mieszkała w Książu – do Wałbrzycha. Nie wiem, czy Richard Knorn jest wiarygodnym świadkiem, ale wedle jego relacji księżna Daisy zamieszkała w Wałbrzychu przy Friedlanderstrasse 43 tuż po wybuchu wojny. Tylko kiedy to było? Na początku wojny czy w 1941 roku? Niestety, nie znamy odpowiedzi na to pytanie.

Przeprowadzka miała nastąpić z inicjatywy najstarszego syna księżnej Hansa Heinricha XVII. Hansel, który od 1932 roku coraz więcej pomieszkiwał w Anglii, a do Niemiec przyjeżdżał głównie w interesach i by spotkać się z matką, podczas ostatniej wizyty na Śląsku wyznaczył wrocławskiego prawnika swym pełnomocnikiem i zapewnił matce wypłatę renty w wysokości RM 2500 oraz darmowe zakwaterowanie.

 „Uczyniono wszystko, by ta przeprowadzka była jak najmniej uciążliwa. Księżna Daisy otrzymywała należne dochody z Pszczyny, jak również dodatkowe pożywienie. Starano się zapewnić jej również rozrywkę” – zapewniał Knorn.

Pani Dorota Stempowska, wówczas mała dziewczynka mieszkająca z rodzicami na terenie Książa, była świadkiem tej przeprowadzki.Z kopalni nadjechał ambulans, do którego wniesiono na noszach księżnę Daisy. Okoliczni mieszkańcy zebrali się, aby urządzić księżnej skromne pożegnanie. Dzieci obdarowały ją kwiatami – nagietkami, które rosły na placu zamkowym”.

Nikt nie mówi, że przeprowadzka odbyła się pod przymusem. Również Daisy. W listach do syna dziękowała mu za dom, który jej stworzył „…bardzo lubię mój nowy dom, w którym mnie umieściłeś”.  Pisała: „Hansel darling, niczym się nie martw. Jesteśmy tu już półtora roku i wszystko jest perfekt, tak jak sobie życzyłeś. Jestem z ciebie dumna”. To potwierdza relację Knorna i równocześnie zaprzecza opiniom, że przenosiny odbyły się pod presją i bez zgody księżnej. Pisała ona też, że nie czują się z Dolly samotne mając swoje towarzystwo, że oczekują końca wojny i ponownego spotkania z Hanslem.

Jak wiemy, do tego spotkania nie doszło – Daisy nie doczekała końca wojny. Dzień po swoich siedemdziesiątych urodzinach przeniosła się do lepszego świata.

Czy Daisy mogła pomóc więźniom?

Stanisław Michalik w artykule „O księżniczce, która ośmieliła się być piękną i mądrą” pisał: „Pod koniec wojny, zgodnie ze swoim antywojennym nastawieniem starała się pomagać więźniom obozu koncentracyjnego Gross-Rosen dostarczając im paczki żywnościowe.”

Wzruszająca, ale mało prawdopodobna jest ta opowieść o pomocy księżnej Daisy udzielanej więźniom obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, pracującym przy przebudowie Książa.

W 1941 roku zamek Książ, znany niegdyś jako „perła Śląska”, był  zadłużony na 7,8 miliona marek i został skonfiskowany przez władze niemieckie ze względu na zdradę ojczyzny (pan na Książu, Hans Heinrich XVII, wyjechał do Anglii, do kraju wroga). Odpowiedzialny za te działania był sekretarz stanu Meissner.

Posiadłość książąt Pless została podporządkowana Gauleiterowi (naczelnik okręgu wg NSDAP) Karlowi Hanke, ale później została przydzielona dyrekcji Kolei Państwowej z Wrocławia. Po burzliwym konflikcie z sekretarzem stanu i organizacją Todt dyrekcja kolei musiała wkrótce opuścić swe biura.

W 1943 roku pojawiła się w zamku paramilitarna organizacja Todt z tysiącem ludzi, ponieważ nieruchomość miała być przebudowana na rezydencję Adolfa Hitlera. Prawie wszyscy wcześniejsi mieszkańcy zostali wysiedleni. Ingerencje w substancję budowlaną zamku były głębokie. Nowe meble, ponad 300 sypialni i całe wyposażenie zamku Bellevue z Berlina magazynowano tu do momentu zakończenia prac budowlanych w Salzbrunn (Szczawno Zdrój). Jednocześnie pod zamkiem budowano system podziemnych korytarzy, a na placu zamkowym wydrążono szyb (6 m średnicy, 50 m głęboki). Liczba jeńców i pracowników zatrudnionych przy budowie  wzrosła do 2000, potem doszło do nich kolejnych 1000 osób.

W drążonych w skale podziemiach pracowali i umierali więźniowie z obozu koncentracyjnego (KZ) Gross-Rosen oraz należącego do niego obozu zewnętrznego (AL) Riese  (kryptonim największego projektu górniczo-budowlanego hitlerowskich Niemiec, trwającego w Górach Sowich oraz na zamku Książ i pod nim w latach 19431945). Na czas trwania prac wielu z nich zostało internowanych do obozu, którego resztki można znaleźć w okolicy dzisiejszego parkingu przed murami zamku. O nieludzkim traktowaniu więźniów napisał Günther Grundmann (Erlebter Jahre Widerschein. Bergstadtverlag Wilhelm Gottl. Korn, München 1972 [tlw. Autobiografie, sonst Bericht von Schlösserbesuchen während der Zeit als niederschles. Provinzialkonservator].

Czy Daisy była w stanie przyjść z pomocą więźniom?

Raczej nie. Sparaliżowana księżna poruszała się wyłącznie na wózku inwalidzkim, sama potrzebowała pomocy na każdym kroku. To jej opiekunka Dolly musiałaby zająć się pakowaniem paczek i ich dostarczeniem. Znając realia wojenne, było to zadanie co najmniej trudne, jeśli nie niewykonalne.  Dolly była cudzoziemką i każdego dnia musiała meldować się na policji.

Wiadomo ponadto, że sama księżna miała problemy z aprowizacją. Z folwarku nie nadsyłano należnych księżnej racji żywnościowych, nie dbała o to intendentura zarządu kopalń. Podobno Paul Fichte, dawny kamerdyner męża Daisy, który sam siebie mianował ostatnim kasztelanem zamku Książ, podkradał im racje żywnościowe. To wszystko oburzało dawnych poddanych Daisy, którzy widzieli, jak Dolly krążyła po folwarcznych gospodarstwach w poszukiwaniu jedzenia. W miarę możliwości pomagała synowa Daisy, Katarzyna, żona Hansa Heinricha XVII, posyłając z Pszczyny do Wałbrzycha upolowaną zwierzynę, a także bażanty, które hodowała w parku pszczyńskim i z upodobaniem do nich strzelała z okna… (J. Polak, Ostatnie lata rezydencji pszczyńskiej 1939–1945).

Trzeba też pamiętać, że Daisy mieszkała nie na terenie posiadłości, lecz w Wałbrzychu. Jak niby miała dostarczyć do Książa paczki dla więźniów? Nie była ulubienicą nowych władz, więc na ich przychylność nie mogła liczyć. Dyrekcja zarządu dóbr książęcych podlegała nowym właścicielom i zapewne niespiesznie podstawiała samochód do dyspozycji księżnej.

Zdaje sie więc niemal pewne, że jest to tylko jedna z wielu legend, w jakie z latami obrastały losy  Daisy.