Tag Archives: Friedrich (Fritz) von Hochberg

Friedrich von Hochberg

 

Fritz był ulubionym szwagrem Daisy i jej najlepszym przyjacielem. Nazywała go „Miracle Man”, a on ją „Princess Caprice”. Zawsze wysłuchiwał jej żalów, znajdował słowa otuchy, spełniał jej zachcianki i robił wszystko, by ją zadowolić. „Byłabyś szczęśliwa, gdyby wszyscy mężczyźni, których w życiu spotkałaś (oprócz męża) na twój kaprys zmieniali swoje plany, zaniedbywali obowiązki i innych ludzi, byleby ciebie zadowolić” – pisał do Daisy w liście. A w innym miejscu dodawał: „Powinnaś dostać klapsa w ładny tyłek. Oczywiście byłabyś wściekła i oburzona. Jesteś  pieszczochem i kocham cię. Przyjadę.” (tłum. © B.J-C)

Fritz z muzeum

Choroba

Friedrich Maximilian (3 V 1868–16 IX 1921) był najmłodszym synem księcia Hansa Heinricha XI von Pless i jego żony Marii de domo Kleist.  Jako jedyny z czwórki dzieci książęcej pary urodził się w Książu i tam został ochrzczony. Jego ojcem chrzestnym był następca tronu Fryderyk Wilhelm, a w uroczystości wziął również udział król Wilhelm I.

Fritz od dzieciństwa chorował na gruźlicę kości, dlatego większą część roku mieszkał poza domem w cieplejszym klimacie. Na początku lat 90. ojciec wybudował dla niego wspaniałą willę „Montalto” niedaleko Florencji. Do domu w Pszczynie przyjeżdżał latem, a po świętach Bożego Narodzenia znowu wracał do Włoch.

Montalto

Zdjęcie http://theesotericcuriosa.blogspot.com/2013/02/thursday-to-monday-la-dolce-vita.html

Według relacji Anny von Hochberg, jego przyrodniej siostry, „Fritz bardzo cierpiał. Często leżał przykuty do łóżka i tylko kiedy czuł się nieco lepiej, jeździł na wózku inwalidzkim…” Rodzina nie ustawała w poszukiwaniu najskuteczniejszych lekarstw i terapii, aż wreszcie „W Paryżu znaleziono lekarza o nazwisku Marmorek […] Wynalazł on surowicę przeciw gruźlicy kości i Fritz był nią regularnie leczony. Na początku czuł się jeszcze gorzej, ale potem nastąpiła zdumiewająca poprawa i rany się goiły, a po upływie 3-4 miesięcy odzyskał zdrowie. To był naprawdę cud, gdyż wszyscy inni lekarze już zrezygnowali z leczenia” – cieszyła się Anna.

Czy może się zatem dziwić, że po takich przejściach Fritz czerpał z życia pełnymi garściami?

Na tle rodziny Hochbergów wypadał jako osoba nietuzinkowa i ekscentryczna – był podróżnikiem, kolekcjonerem dzieł sztuki,  utalentowanym malarzem i, według niektórych źródeł, ambasadorem cesarskich Niemiec na dworze cesarza Japonii.  W swych Wspomnieniach Anna przytacza słowa ojca o Fritzu: „bądź dla niego dobra, ten biedak różni się od innych”.

Fritz był człowiekiem obdarzonym wieloma zdolnościami, miał duszę artysty i talent plastyczny. W 1902 r. namalował obraz ołtarzowy przedstawiający zmartwychwstanie Chrystusa oraz apostołów Piotra i Jana. Ofiarował go do poświęconego w 1902 r. kościoła św. Trójcy w Anhalt (polski Hołdunów, dziś część Lędzin), któremu księżna Matylda wraz z córką Anną  podarowały z kolei cenne naczynia liturgiczne. Kościół rozebrano w 1955 r. z powodu szkód górniczych, jednak obraz zachował się do dziś i obecnie znajduje się w bocznej kaplicy nowego kościoła wybudowanego w 1986 r.  (Dzieje parafii opisał A. Malina, Ewangelickie tradycje Hołdunowa, DWiK „Didache”, Katowice 1994)

Obraz ołtarzowy namalowany przez Fritza Hochberga

Obraz ołtarzowy namalowany przez Fritza Hochberga

Dziękuję księdzu Adamowi Malinie za zrobienie zdjęcia

Małżeństwo

W 1905 r. Fritz poślubił Elizę Karolinę Roche,  córkę zmarłego Edmunda Burke Roche, barona Fermoy, i Elizy Caroline. Świadkami tego wydarzenia byli bracia Fritza – Hans Heinrich XV von Pless i Conrad von Hochberg.

Jego przyrodnia siostra Anna tak skomentowała ten fakt: „na jego nieszczęście przyszła mu do głowy wyjątkowo głupia myśl, żeby się ożenić i do tego jeszcze z Angielką o dziesięć albo więcej lat starszą od siebie.  Mój biedny ojciec miał teraz dwie angielskie synowe, z których nie był tak na sto procent zadowolony – i nie mógł być, ponieważ niejedno się zmieniło”.  Natomiast Daisy napisała, że „to wydarzenie wszystkich  nas ucieszyło, gdyż Nancy (tak nazywano żonę Fritza) była czarującą Irlandką”. Mieli z Fritzem wspólne zainteresowania, „on uwielbiał Anglię i polowania, ona, jak przystało osobie pochodzącej z rodziny słynnych myśliwych, była zapaloną amazonką”. Daisy pisała: „Oboje nie byli już dziećmi i wszyscy mieliśmy nadzieję, że znajdą w tym związku szczęście”.

Niestety tak się nie stało. Od stycznia 1907 r. żyli w separacji – on wpierw wyjechał do Włoch, później do Azji, a ona wróciła do Anglii. „Z pewnością nikt z tych dwojga nie był bez winy. Fritz okazał się bardziej zwariowany, ale Nancy też była trudna. Jednak trzeba i można jej przyznać, że zawsze zachowywała się przyzwoicie” – zauważała Anna.

Nancy po powrocie do Anglii mieszkała  w prestiżowych dzielnicach Londynu, jak Belgrave i Mayfair. Jej nazwisko pojawiało się w prasowych rubrykach  kronik towarzyskich. Szczególnie często odnotowywano jej obecność w dobroczynnych przedsięwzięciach na irlandzkie cele.

Do wybuchu II wojny zarząd dóbr książęcych wypłacał Nancy dożywotnią rentę w wysokości 1500 funtów, a od  1933 r. – 1375 funtów. W 1925 r. Nancy wystąpiła o naturalizację – gdyż po zamążpójściu przyjęła obywatelstwo niemieckie – i ją uzyskała. Zmarła w 1940 r. w Londynie.

 Eliza Caroline von Hochberg z domu Burke Roche ur. 17. 10. 1857 r. w Trabulgan w hrabstwie Cork, zmarła 8. 11. 1940 r. w Londynie.

Eliza Caroline von Hochberg z domu Burke Roche ur. 17. 10. 1857 r. w Trabulgan w hrabstwie Cork, zmarła 8. 11. 1940 r. w Londynie.

„Nancy była bardzo wysoka, o ostrych rysach twarzy, miała cienkie wargi i wielki, trochę zgięty nos” – opisała bratową Anna.

Miłośnik życia i podróżnik

Podobno przed ślubem szwagra Daisy napisała do przyjaciółki Nancy: „Fritz może uczynić kobietę bardzo szczęśliwą lub równie nieszczęśliwą. Potrafi być aniołem lub diabłem, bo jest mężczyzną o zmiennych uczuciach.  Pełen radości życia, uwielbia malowniczość i piękno w ludziach i rzeczach. Wierzy w życie pozagrobowe, kocha zwierzęta i sądzi, że mają one duszę. Jest pochłonięty sobą i swoją miłości do  sztuki. Chciałby malować swoje życie – tak, jak kto inny  maluje obraz – i oprawić je w złotą ramkę towarzystwa kobiety, która będzie tak samo pojmowała i czuła rzeczy jak on”.

Wszyscy podkreślają, że Fritz był wielkim miłośnikiem psów różnych ras. W Montalto trzymał ich całą sforę, w tym 4-5 dużych irlandzkich wilczurów. Anna wymieniła niektóre  ich imiona:  Dandy, Diamond i Molly.

Fritz blog

Po sprzedaży willi Montalto, w 1899 r.  Fritz dostał od ojca dobra Halbau (Iłowa) koło Żagania.  Wybudował tam dla psów tor wyścigów oraz założył cmentarz z licznymi epitafiami.

Fritz przebudował zresztą cały pałac w Iłowej według własnych pomysłów i zebrał tam wspaniałą kolekcję dzieł sztuki z całego świata. Iłowa stała się miejscem odwiedzanym przez znane osobistości. Fritz gościł tu również kilkakrotnie swą bratową Daisy.

Również iłowiecki park były powodem dumy hrabiego. Zainspirowany podróżami do Azji wprowadził do wystroju pałacu i układu parku elementy sztuki orientalnej.  (O klasie parku najlepiej świadczy fakt, że stał się on inspiracją do powstania Ogrodu Japońskiego w Parku Szczytnickim we Wrocławiu   – zaprojektowanego przez hrabiego Hochberga. Więcej na ten temat można przeczytać w innym miejscu mojego blogu, w artykule Szlakiem Hochbergów)

Iłowa pałac różany

Fritz dużo podróżował, zauroczył go Daleki Wschód. W 1896 r. wybrał się do Indii w towarzystwie brata Hansa i jego żony Daisy. Dzięki ich pozycji drzwi domów hinduskich władców stały otworem, co ułatwiało też organizację polowań na grubego zwierza.

W 1907 r. Fritz rozpoczął trwającą ponad rok podróż na wschód. Trasa tego wojażu była następująca:  Australia – Nowa Zelandia – Nowa Gwinea – Filipiny – Hongkong – Macao – Canton – Singapore – Birma – Kaszmir – Ladakh – Japonia. Do  Europy Fritz wrócił w listopadzie 1908 r. Wrażenia z wojaży opisał w  książce An eastern voyage: a journal of the travels of Count Fritz Hochberg through the British empire in the East and Japan (1910). Dwutomowe dzieło, pięknie ilustrowane przez samego autora, jest nadal wznawiane i z przyjemnością może być czytane przez współczesnego czytelnika.

An eastern voyage: a journal of the travels of Count Fritz Hochberg through the British empire in the East and Japan (1910).

An eastern voyage: a journal of the travels of Count Fritz Hochberg through the British empire in the East and Japan (1910).

W Japonii Fritz spędził dwa miesiące i zakochał się w tym kraju. Po powrocie do Niemiec sprezentował Imperial Museum of Kyoto (obecnie Kyoto National Museum) przykłady renomowanej niemieckiej sztuki zdobniczej – miśnieńskiej i berlińskiej porcelany.

W Kyoto National Museum od stycznia do marca 2008 r. była otwarta wystawa „Japan Encounter with European Ceramics: dreaming of Meissen, Sevres, and Minton” (Japońskie spotkanie z europejską ceramiką: sen o Miśni, Sevres i Minton)  upamiętniająca 150 rocznicę podpisania Traktatu o Wzajemnych Stosunkach i Handlu między Japonią i Europą. Podarowane przez hrabiego Hochberga eksponaty można zobaczyć na: http://www.kyohaku.go.jp/eng/tokubetsu/080105/tokubetsu.html

W broszurce poświęconej wystawie napisano: „Nawet po stu latach ten hojny dar ponad czterdziestu dzieł pokazuje  szczodrość niemieckiego arystokraty, który odwiedził Japonię”.

Daleki wschód był dla Fritza inspirujący i tak bardzo atrakcyjny, że w swoich posiadłościach wprowadzał wystrój orientalny i zgromadził piękną kolekcję dzieł sztuki Wschodu oraz egzotycznych roślin.  Przez jakiś czas pozwalał sobie nawet na japońskich służących. „Dziwacznie wyglądali w wyidealizowanych wiejskich willach, które Fritz wynajmował w ukochanym New Forest” – pisała Daisy.  Na dodatek Fritz ubrał  ich we wspaniałe ciemnoczerwone i srebrne liberie Hochbergów. „Ich drobne nogi gubiły się w pluszowych bryczesach i białych pończochach”. Zdaniem Daisy „schludne pokojówki lepiej pasowałyby do takich domów”.

Posiadłość w Anglii

Fritz przez wiele lat mieszkał w Anglii. Po śmierci ojca w 1907 r. otrzymał w spadku 10 mln marek, w tym majątek Iłowa. Był nawet gotów sprzedać Iłową, by kupić posiadłość na wyspie. Z dokumentów archiwalnych dowiedziałam się, że szukał domu w New Forest, na najlepszych terenach łowieckich – bo Fritz dorastał przecież w świecie koni i polowań.

Rozważał kupno domku myśliwskiego Arnewood, należącego do ojca Daisy, sprawdzał też inne oferty. Ostatecznie zamieszkał w Great Bowden w hrabstwie Leicester.

Fritz letter

Nawiązałam kontakt z tamtejszym towarzystwem historycznym Great Bowden Historical Society i uzyskałam wiele ciekawych informacji. W książce Great Bowden: a village and its people, wydanej przez towarzystwo, hrabia Hochberg jest wspomniany kilkakrotnie, a jego dom pokazany na fotografii.

Welham Bush Farm

Welham Bush Farm

Posiadłość  Welham Bush Farm znajduje się przy Sutton Road i do 1914 r. była zajmowana przez Fritza Hochberga. Długi rząd stajni w podwórzu mieścił jego konie na polowania. Fritz często pojawiał się kronikach towarzyskich jako zdobywca nagród na wystawach hodowlanych bydła i koni.

Prezes towarzystwa dr Paul Harrison był  uprzejmy zrobić współczesne zdjęcie byłego domu Fritza i poinformować, że  jakiś czas temu  dom został wystawiony na sprzedaż. Po renowacji podzielono go na wiele mieszkań.

Welham Bush Farm obecnie

Welham Bush Farm obecnie

W wiosce zapamiętano niemieckiego szlachcica galopującego konno za psami na terenie posiadłości Mr. Fernie’s Country, będącej najtrudniejszym terenem polowań w hrabstwie Leicester, oraz za psami w rejonie Pytschley.

Wspominano też jego osobliwy sposób dosiadania konia bokiem. W gazecie „Sport im Bild” wyjaśniano ten nietypowy fakt: „W czasie długoletniej choroby Fritz przeszedł wiele ciężkich operacji, efektem czego było uszkodzenie mięśni prawej nogi i z tego powodu Graf miał problemy z utrzymaniem się w siodle. By nie rezygnować z ulubionej rozrywki, Fritz zamówił w Londynie specjalne siodło, na którym siadał bokiem. […] Ze względu na ciężar bocznego siodła i swoją wagę Graf Hochberg jest zmuszony dosiadać jednak koni zimnokrwistych, mogących unieść znaczny ten  ciężar”.

Sport im Bild Nr 11

Sport im Bild Nr 11

Zdjęcie Fritza w gazecie odszukał pan Wladislaw Hochberg. Bardzo się z tego cieszę, gdyż samej nie udało mi się znależć zdjęć hrabiego Hochberga.

Ta sama gazeta donosiła również: „Na zawody organizowane w marcu przez Związek Sportów Jeździeckich i Powożenia zostały ufundowane liczne nagrody, przekazane między innymi przez księcia Hansa Heinricha von Pleß, Herzoga Viktora von Ratibor, księcia Turn und Taxis, księcia Fryderyka von Schönburn-Waldenburg, przez grafową Wartensleben, a także przez innych dobrodziei związku.

Bogaty program wyścigów, mających odbyć się od 21 do 25 marca w berlińskim Sportpalast (Pałacu Sportów) przy ulicy Poczdamskiej, został dodatkowo powiększony o konkurencję zaprzęgów, która rozstrzygnie się w ostatnim dniu zawodów.”

Choć Fritza i jego brata Conny’ego  zwano English brothers, gdyż  obaj od wielu lat mieszkali w Anglii, na początku wojny musieli jednak opuścić Anglię.

O tym napiszę w kolejnym blogu.

Reklamy

Księżna Daisy w Kwaterze Głównej wojsk cesarskich w Pszczynie

„Wojna europejska z powodu morderstwa arcyksięcia? Nonsens!” – żachnął się ojciec księżnej Daisy of Pless, pułkownik Cornwallis-West, kiedy usłyszał, że 28 czerwca 1914 roku w Sarajewie serbski student Gawryło Princip dokonał zamachu na austriackiego następcę tronu. Jakże się mylił – wojna objęła nie tylko kontynent, ale cały świat.

Zamek w Pszczynie

Zamek w Pszczynie

W tej wojnie zamek w Pszczynie odegrał znaczącą rolę. Od jesieni 1914 roku do lutego 1917 roku (z krótkimi przerwami) w domu Daisy rezydował cesarz Wilhelm II. Książę Pless, pełniący funkcję oficera ordynacyjnego Wilhelma II, oddał zamek w Pszczynie i budynek Generalnej Dyrekcji Dóbr, zwany przez miejscowych Paleją (od Palais), na siedzibę Kwatery Głównej armii niemieckiej frontu wschodniego.

Ks. von Pless przed Kwaterą Główną w Pszczynie

Ks. von Pless przed Kwaterą Główną w Pszczynie

W Pszczynie kajzer wraz ze swoim sztabem podejmował ważne decyzje wojskowe i polityczne, tu prowadzono poufne rozmowy, mające zaważyć na porządku w Europie. Miejsce było dyskretne i jednocześnie dogodne dla sprzymierzeńców Niemiec: Austro-Węgier, Turcji i Bułgarii. Ponadto książę Pless – znakomity i hojny gospodarz – gwarantował odpowiednie przyjęcie gości, m.in. organizował dla nich polowania.

Cesarz Wilhelm II i jego oficer ordynacyjny ks. Hans Heinrich von Pless przed Bramą Wybrańców w Pszczynie

Cesarz Wilhelm II i jego oficer ordynacyjny         ks. Hans Heinrich von Pless przed Bramą Wybrańców w Pszczynie

Pewnie dlatego marszałek von Bülow tak po latach podsumował w Mémoires pobyt cesarza w Pszczynie: „W pszczyńskim zamku, urządzonym z azjatyckim przepychem, cesarz trwonił czas przez większą część wielkiej wojny, miast pokazać się walczącym na froncie”.

Zachwycony Hans Heinrich XV w listach do Daisy wymienił, jakie wspaniałe osobistości gościły w zamku, a więc cesarz austriacki Karol i arcyksiążę Fryderyk Habsburg, car bułgarski Ferdynand i następca tronu Borys, feldmarszałek Paul von Hindenburg, generalicja państw centralnych, premierzy i ministrowie.

sztab

W relacji ze spotkania w 1916 roku pisał: „Jesteśmy tutaj tak ściśnięci, że młodsi panowie muszą mieszkać w pociągu. Jest tu również cesarzowa, król bułgarski Ferdynand i następca tronu Borys, a dziś wieczorem przyjeżdża  Enver Pasza (turecki minister wojny). Nie wspominając już o tym, że ciągle tu przyjeżdżają wszyscy Austriacy z Cieszyna. Ledwie już trzymam się na nogach… Dziś wcześnie rano musiałem być z Bułgarami na ich mszy, a potem znowu o dziesiątej z naszą parą cesarską na nabożeństwie w kościele protestanckim. Następnie musiałem spacerować z królem bułgarskim po parku i rozmawiać z całą masą ludzi. Jutro rano muszę jechać z królem Ferdynandem do Żywca, gdyż chce odwiedzić arcyksięcia Karola Stefana Habsburga… Roboty mam po uszy”.

Mimo zapracowania książę Pless był zadowolony i czuł sie ważny: „…w ostatnich kilku tygodniach odwalono u nas w Pszczynie ładny kawał historii”.

Do zamku w Pszczynie zapraszani byli też bohaterowie wojenni, wśród nich Manfred baron von Richthofen, który miał na swoim koncie około 80 zestrzelonych samolotów. Z tej wizyty szczególnie zapadło mu w pamięci polowanie na żubra. (więcej o tym na blogu Barbary Borkowy www.daisypless.worpress.com. „Czerwony Baron i pszczyńskie żubry”).

A Daisy? Z chwilą wybuchu wojny stała się w Anglii podejrzaną Niemką, a w Niemczech obcą Engländerin. „Dla pruskiej opinii publicznej jesteś Angielką, – uświadamiał ją szwagier Fritz (Friedrich von Hochberg) – a obecnie Anglia jest gorsza niż wszyscy diabli razem wzięci”. „Siedź cicho! – radził – Nie ze strachu, ale z rozsądku. Prusacy poprą każdą akcję przeciwko Engländerin”- przestrzegał.

Daisy jednak zawsze była w centrum wydarzeń, a teraz o najważniejszych decyzjach miała się dowiadywać się od męża! Na domiar złego Daisy – księżna pszczyńska – nie miała wstępu do swojego domu w Pszczynie, bo tam zorganizowano tam Kwaterę Główną.

A jednak! W czerwcu 1915 roku Daisy otrzymała zaproszenie na dwugodzinną wizytę w Pszczynie. Miała zamiar odmówić, gdyż podróż z Książa i z powrotem zajmowała 14 godzin. „Przy całym szacunku, jaki żywię do cesarza, za bardzo się cenię i mam za dużo dumy, żeby uznać za honor pozwolenie na krótkie spotkanie z cesarzem” – zaprotestowała księżna. Otrzymała jednak „ładny” list od męża i pojechała, mając w głowie własny pomysł na tę wizytę. Nie zamierzała nocować w drodze powrotnej u Larischów w Solzie (Karvina w Czechach), skoro doprawdy najlepiej śpi się we własnym łóżku.

I oczywiście przeprowadziła wszystko po swojemu – zamiast dwóch, cesarz spędził na rozmowie z nią trzy godziny. Wilhelm skarżył się na artykuły, jakie zamieszczała na jego temat prasa angielska, a Daisy go uspakajała, że z listów matki wie, iż nie wszyscy w Anglii źle o nim myślą. „Gdybym mogła spędzić z nim trochę czasu sama, pocieszyłabym go. Jest taki smutny, bo czuje się zraniony przez kraj, który kocha – Anglię”. Tu Daisy mocno przesadziła!

Ku zdziwieniu męża nie był to koniec wizyty – za chwilę księżna dostała zaproszenie do apartamentów cesarza, który wręczył jej w prezencie urodzinowym małą broszkę. Daisy szybko się wycofała, jako że na stołach rozłożone były różne dokumenty, z pewnością bardzo poufne.

Po kolacji, którą zjadła w swoim pokoju, procesja gości przewinęła się przez jej bawialnię. „Wygląda na to – powiedziała – że tym razem kobieta ma jest mile widziana w Kwaterze Głównej”. Wszyscy się zgodzili z tym stwierdzeniem Daisy, a Daisy oczywiście spała tej nocy w swoim łóżku.

Następnego dnia mąż wyraził zdziwienie, jak jej się udało dostać zaproszenie do Pszczyny. „Przypomniałam cesarzowi obietnicę, którą złożył swej matce, że będzie dla mnie miły i zadba o mnie, gdy ludzie będą chcieli mnie skrzywdzić.  Po prostu napisałam do niego, że chcę przyjechać do Pszczyny”. A cesarz dotrzymał przyrzeczenia.

To nie był koniec pobytu księżnej w Pszczynie. Następnego dnia, w towarzystwie cesarskiego lekarza, pojechała do miejscowego szpitala, a później znowu rozmawiała z cesarzem i usłyszała komplement: „Sądzę, że dzisiaj skończyła pani 29 lat, a przynajmniej na tyle pani wygląda”. Miała 42 lata.

Daisy z mężem. 1915 r.

Daisy z mężem. Pszczyna 1915 r.

Daisy nie byłaby sobą, gdyby nie rozpowszechniła tej wiadomości. Niech wszyscy się dowiedzą, że nie wypadła z łask cesarza. Jej wrogowie byli wściekli, że została dopuszczona do „świętej” Kwatery Głównej, a przyjaciele się cieszyli – również dlatego, że mogli usłyszeć najnowsze wieści.

„To zabawne być zaproszonym do własnego domu – skomentował tę wizytę drugi syn cesarza Eithel Fritz. – Niemniej miło, że mogła pani wszystko zobaczyć i spotkać cesarza”.

Jeszcze dwa razy wzywano Daisy do Pszczyny. W lipcu 1915 roku jej mąż miał operację wyrostka robaczkowego. W podróży towarzyszył Daisy szwagier Fritz i ku ich zdziwieniu otwarto dla nich na stacji w Pszczynie pokój książęcy. „Opanowałam uśmiech, gdyż na tego rodzaju przesadną etykietę w czasie wojny nie byłam przygotowana… W imieniu Kwatery Głównej witał mnie generał von Plessen”. Oczywiście wiele razy rozmawiała z cesarzem, zabawiała też rozmową i panów ze sztabu. W dniu jej wyjazdu padał deszcz, co Daisy skomentowała w wysłanym telegramie. W odpowiedzi napisano: „Pszczyna płacze z powodu Pani wyjazdu. Mamy nadzieję, że Słoneczna Wysokość wkrótce powróci…”

Kolejny raz Daisy została wezwana do Pszczyny w sierpniu, by pełnić honory pani domu z okazji przyjazdu cesarzowej Wiktorii Augusty. Wówczas problemem numer jeden był brak długiej sukni. „Zostałam wezwana nagle i nie miałam czasu na pakowanie wytwornych toalet. A nawet gdybym je tu miała, to i tak bym ich nie założyła, gdyż na wsi nie noszę długich sukien” – tłumaczyła się Daisy. Obecni przy wymianie zdań panowie ze sztabu zaproponowali poratowanie sytuacji przez włożenie długich rękawiczek. „Wydało mi się to potwornie głupie, że w czasie wojny, w Kwaterze Głównej i przy takiej nic nieznaczącej okazji tyle było gadania na temat damskich toalet…”.

Cesarz i cesarzowa

Cesarz i cesarzowa

Nadal obowiązywały też wymogi etykiety, o czym księżna przekonała się w niedzielę w kościele. Marszałek dworu baron Reischach odsunął krzesło księżnej do tyłu, aby nie siedziała w jednym rzędzie z parą cesarską. „O, nie! – zbuntowała się Daisy – na moim miejscu, w moim kościele, będę siedziała obok cesarskiej pary, nie za nimi”. I… przysunęła krzesło z powrotem.

Cesarz, cesarzowa, ks. Pless w Pszczynie

W lipcu 1916 roku odbył się zjazd w Pszczynie. Cesarz Wilhelm, szef sztabu głównego marszałek Paul von Hindenburg oraz szef sztabu na front wschodni generał Erich Ludendorff i inni oficerowie ze sztabu spotkali się z bułgarskim następcą tronu, z głównodowodzącym jego wojsk oraz arcyksięciem Fryderykiem (austriacki głównodowodzący).

„W czasie kolacji, która była najbardziej historyczną kolacją, jaką kiedykolwiek spożywano w Pszczynie, usprawiedliwiano nieobecność generała Falkenhayna bólem zębów” – relacjonował żonie książę Pless.

Prawda była taka, że Falkenhayn był w niełasce po klęsce wojsk niemieckich pod Verdun. Wkrótce zastąpili go generałowie: Paul von Hindenburg i Erich Ludendorf. Obaj odgrywali wiodącą rolę w państwie, wywierali duży wpływ na polityczne i wojskowe decyzje cesarza oraz rządu. Ludendorff był orędownikiem wojny totalnej, występował na rzecz prowadzenia nieograniczonej wojny podwodnej. Za to miał być po zakończeniu wojny sądzony, ale zbiegł so Szwecji.

Przy tym stole w gabinecie cesarza w zamku pszczyńskim podejmowano ważne decyzje

Przy tym stole w gabinecie cesarza w zamku pszczyńskim podejmowano ważne decyzje

W styczniu 1917 roku wysłano z Pszczyny depeszę ówczesnego ministra spraw zagranicznych Arthura Zimmermanna. Jej ujawnienie, po przechwyceniu przez Brytyjczyków, spowodowało przyłączenie się Stanów Zjednoczonych do wojny po stronie Ententy. Więcej na ten temat można przeczytać w książce amerykańskiej pisarki Barbary Tuchman „Telegram Zimmermanna”.

Księżna Daisy pisze w pamiętnikach, że wszystko związane z Kwaterą Główną było objęte ścisłą tajemnicą. A tymczasem ona o najważniejszych decyzjach dowiadywała się od męża. Hans Heinrich szczegółowo ją o wszystkim informował, wymieniając nazwiska gości i podając rezultaty negocjacji, choć w opinii publicznej Daisy była angielskim szpiegiem!

Umiejscowienie Kwatery Głównej w Pszczynie wywierało też wpływ na życie mieszkańców miasta. Jak pisał Ludwik Musioł: „tysiące kabli z całej Europy oplatało swą siecią miasto. Szosy dojazdowe przepełnione były różnego rodzaju powozami. Było na co patrzeć i był to dla obywateli Pszczyny niezły zarobek”.

Niemieckie gazety nadały Pszczynie miano „Małego Berlina”.

Postscriptum

Nie ulega wątpliwości, że rodzina książęca z Pszczyny była zafascynowana cesarzem i dumna z wyboru swojego zamku na Kwaterę Główną wojsk niemieckich. Zrozumiałe jest również zadowolenie ówczesnych mieszkańców Pszczyny z pobytu dostojnych gości w ich mieście. Wątpliwości budzi natomiast współczesne popularyzowanie osoby cesarza i jego głównych sztabowców, a tak zrobiono w Muzeum Zamkowym w Pszczynie w maju 2012 roku podczas Nocy Muzeów. W programie wieczoru były m.in. „spotkania z dawnymi mieszkańcami zamku: księżną Daisy i jej dziećmi, „starym księciem” Hansem Heinrichem XI oraz cesarzem Wilhelmem II i towarzyszącymi mu generałami”.

Czy ktoś sobie wyobraża spotkanie z wielkim księciem Konstantym Pawłowiczem w Belwederze lub zwiedzanie Wawelu czy też Łazienek z generalnym gubernatorem Hansem Frankiem?

Czy przewodnicy powiedzieli gościom, zwiedzającym pszczyński zamek, że w wielkiej wojnie życie straciło ponad 8 mln żołnierzy, a razem z cywilami straty w ludności wyniosły około 12 mln osób i że odpowiedzialny za wybuch wojny był właśnie cesarz Wilhelm? Przecież on i jego generałowie postanowieniem traktatu wersalskiego mieli stanąć przed sądem za czyny przeciw prawu i zwyczajom wojennym. Na ekstradycję byłego cesarza, który w 1918 roku zbiegł do Holandii, nie zgodził się jednak tamtejszy rząd, a pozostali oskarżeni też uniknęli kary.

Zdjęcia pochodzą ze zbiorów autorki.