Tag Archives: Hochberg (von Pless)

Damy w automobilach

W drugiej połowie XIX pojawiło się wiele ważnych wynalazków, między którymi  był też silnik spalinowy,  skonstruowany w 1860 roku przez Etienne’a  Lenoira. Od tego momentu zaczął się rozwijać przemysł motoryzacyjny. Pierwsze samochody i motocykle zbudowali Gottlieb Daimler i Carl Benz. Niestety były one mało dostępne ze względu na wysoką cenę. Poza tym większość wykwintnego towarzystwa pogardzała tym najnowszym środkiem transportu, uważając, że jest stosowny jedynie dla utracjuszy. Na dodatek królowa Wiktoria określała samochody jako „straszliwe maszyny”, które „pachną nieprzyjemnie”.

Jeszcze w 1903 roku księżna Daisy of Pless nie została przyjęta przez cesarzową w Poczdamie, bo… przyjechała autem. Hrabina Brockdorff tłumaczyła wtedy, że Jej Wysokość nie chce, by cesarz widywał zbyt wiele samochodów, ponieważ sam mógłby takowego zapragnąć. Pięć lat później był posiadaczem wielu samochodów, a  jego żółte limuzyny zdobiono tarczami herbowymi  z orłami w koronach.

Aż do początku XX wieku w powozowniach książąt von Pless stały liczne powozy, wolanty i bryczki, do których zaprzęgano piękne konie.  W czasie oficjalnych wyjazdów korzystano z pozłacanego galowego powozu, w karmazynowo-niebieskim kolorze liberii Hochbergów – nim książęca para udawała się na dwór w Berlinie, a nawet przewoziła go na uroczystości do Londynu.

Kiedy Daisy wracała z dalszej podróży, zawsze czekał na nią na stacji paradny powóz z pocztylionami. Podczas przejażdżki towarzyszyła jej z kolei rota myśliwych i czwórka trębaczy.

powóz

Teść Daisy, choć nie był zwolennikiem nowoczesnych wynalazków, to jednak zrobił sobie prezent na siedemdziesiąte urodziny (1903 r.) i nabył luksusowy samochód „Benz-Manlicher”. Być może nie chciał być gorszy od ojca Daisy lub też wziął przykład z Christiana Crafta Hohenlohe ze Sławięcic, który „…pojawił się pojazdem zwanym automobilem. Podjechał nawet pod portal, ale do środka nie mógł wjechać ze względu na smród i możliwe zanieczyszczenie.” Najmłodsza córka księcia Hansa Heiricha XI, hrabianka Anna Hochberg, tak opisała pierwszy samochód, jaki pojawił się w Pszczynie: „Był to krótki i wysoki powóz otwarty, osobno kozioł, a z tyłu była umieszczona wyżej beczka z czterema bardzo małymi okrągłymi siedzeniami, na których można się było kołysać”.

Anna z matką dały się zaprosić na przejażdżkę, którą hrabianka później barwnie opisała: „Odpłynęliśmy jak gondolą w kierunku Żor, z zawrotną – w naszym mniemaniu – prędkością. Wywołaliśmy paniczny strach, wszystko uciekało przed nami, konie zupełnie ogłupiały, ludzie zresztą też. Wozy się wywracały, a ludzie klęczeli na poboczach i modlili się”.

Automobiliści nosili śmieszne kostiumy: gogle wielkie jak maski gazowe, a na nogach okrycie przypominające spódnicę, które pozwalało utrzymać nogi w cieple. Damy szyfonowymi szalami przytrzymywały płaskie kapelusze. Z tyłu samochodu przymocowane były usztywnione brezentowe żagle, które zabezpieczały przed kurzem. Dzisiaj to brzmi śmiesznie, ale na początku dwudziestego wieku takie kostiumy i wynalazki były bardzo potrzebne – szyb jeszcze nie wymyślono, nie było też bocznych drzwi zabezpieczających kierowcę przed przenikliwym zimnem. O asfaltowych nawierzchniach jeszcze nie słyszano, więc po długiej podróży włosy pań, ich brwi, a nawet rzęsy były białe od kurzu – mimo że kobiety w czasie podróży samochodem nosiły woalki na twarzy.

Zjazd automobilistów 1898 r.

Zjazd automobilistów 1898 r.

Istniała wówczas szansa jedna na dziesięć, by dojechać gdzieś na odległość 10 mil bez poważnej awarii. Wielu automobilistów zapominało też, że mogą po drodze natknąć się na wzgórza. Bak, zazwyczaj umieszczony pod siedzeniem, nie miał wtedy zastosowania, gdyż paliwo było dostarczane do gaźnika siłą ciężkości. Nierzadki był więc widok auta jadącego pod górę… tyłem.

Wkrótce samochodów było coraz więcej, w następnym roku „stary książę” kupił dwa kolejne auta dla rodziny.

Ks. Hans Heinrich XV na przejażdżce. Zdjęcie w Motoring Illustrated 07/07/1902

Ks. Hans Heinrich XV na przejażdżce. Zdjęcie w „Motoring Illustrated” 07/07/1902, wyszukane w angielskiej prasie przez Barbarę Borkowy

W większości arystokratycznych domów zwykle byłego stangreta pasowano na szofera.

Jeden z samochodów książąt Pless

Jeden z samochodów książąt Pless

Z czasem również panie zaczęły prowadzić samochody, co uwieczniano na fotografiach. Zapaloną automobilistką była matka Daisy.

Księżna Daisy za kierownicą,  Mrs Cornwallis-West, Jenny Churchill. Zdjęcie w The Car 27/08/1902, p. 19

Księżna Daisy za kierownicą, Mrs Cornwallis-West, Jenny Churchill. Zdjęcie w The Car 27/08/1902,  wyszukane w angielskiej prasie przez Barbarę Borkowy

Samochody stały się popularniejsze, odkąd Henry Ford w 1913 roku wprowadził masową produkcję swojego auta (model T). Obniżyło to cenę samochodu i więcej ludzi mogło go kupić.

Hansel i Sissy przed zamkiem w Pszczynie

Hansel i Sissy przed zamkiem w Pszczynie

Reklamy

Księżna Daisy w Kwaterze Głównej wojsk cesarskich w Pszczynie

„Wojna europejska z powodu morderstwa arcyksięcia? Nonsens!” – żachnął się ojciec księżnej Daisy of Pless, pułkownik Cornwallis-West, kiedy usłyszał, że 28 czerwca 1914 roku w Sarajewie serbski student Gawryło Princip dokonał zamachu na austriackiego następcę tronu. Jakże się mylił – wojna objęła nie tylko kontynent, ale cały świat.

Zamek w Pszczynie

Zamek w Pszczynie

W tej wojnie zamek w Pszczynie odegrał znaczącą rolę. Od jesieni 1914 roku do lutego 1917 roku (z krótkimi przerwami) w domu Daisy rezydował cesarz Wilhelm II. Książę Pless, pełniący funkcję oficera ordynacyjnego Wilhelma II, oddał zamek w Pszczynie i budynek Generalnej Dyrekcji Dóbr, zwany przez miejscowych Paleją (od Palais), na siedzibę Kwatery Głównej armii niemieckiej frontu wschodniego.

Ks. von Pless przed Kwaterą Główną w Pszczynie

Ks. von Pless przed Kwaterą Główną w Pszczynie

W Pszczynie kajzer wraz ze swoim sztabem podejmował ważne decyzje wojskowe i polityczne, tu prowadzono poufne rozmowy, mające zaważyć na porządku w Europie. Miejsce było dyskretne i jednocześnie dogodne dla sprzymierzeńców Niemiec: Austro-Węgier, Turcji i Bułgarii. Ponadto książę Pless – znakomity i hojny gospodarz – gwarantował odpowiednie przyjęcie gości, m.in. organizował dla nich polowania.

Cesarz Wilhelm II i jego oficer ordynacyjny ks. Hans Heinrich von Pless przed Bramą Wybrańców w Pszczynie

Cesarz Wilhelm II i jego oficer ordynacyjny         ks. Hans Heinrich von Pless przed Bramą Wybrańców w Pszczynie

Pewnie dlatego marszałek von Bülow tak po latach podsumował w Mémoires pobyt cesarza w Pszczynie: „W pszczyńskim zamku, urządzonym z azjatyckim przepychem, cesarz trwonił czas przez większą część wielkiej wojny, miast pokazać się walczącym na froncie”.

Zachwycony Hans Heinrich XV w listach do Daisy wymienił, jakie wspaniałe osobistości gościły w zamku, a więc cesarz austriacki Karol i arcyksiążę Fryderyk Habsburg, car bułgarski Ferdynand i następca tronu Borys, feldmarszałek Paul von Hindenburg, generalicja państw centralnych, premierzy i ministrowie.

sztab

W relacji ze spotkania w 1916 roku pisał: „Jesteśmy tutaj tak ściśnięci, że młodsi panowie muszą mieszkać w pociągu. Jest tu również cesarzowa, król bułgarski Ferdynand i następca tronu Borys, a dziś wieczorem przyjeżdża  Enver Pasza (turecki minister wojny). Nie wspominając już o tym, że ciągle tu przyjeżdżają wszyscy Austriacy z Cieszyna. Ledwie już trzymam się na nogach… Dziś wcześnie rano musiałem być z Bułgarami na ich mszy, a potem znowu o dziesiątej z naszą parą cesarską na nabożeństwie w kościele protestanckim. Następnie musiałem spacerować z królem bułgarskim po parku i rozmawiać z całą masą ludzi. Jutro rano muszę jechać z królem Ferdynandem do Żywca, gdyż chce odwiedzić arcyksięcia Karola Stefana Habsburga… Roboty mam po uszy”.

Mimo zapracowania książę Pless był zadowolony i czuł sie ważny: „…w ostatnich kilku tygodniach odwalono u nas w Pszczynie ładny kawał historii”.

Do zamku w Pszczynie zapraszani byli też bohaterowie wojenni, wśród nich Manfred baron von Richthofen, który miał na swoim koncie około 80 zestrzelonych samolotów. Z tej wizyty szczególnie zapadło mu w pamięci polowanie na żubra. (więcej o tym na blogu Barbary Borkowy www.daisypless.worpress.com. „Czerwony Baron i pszczyńskie żubry”).

A Daisy? Z chwilą wybuchu wojny stała się w Anglii podejrzaną Niemką, a w Niemczech obcą Engländerin. „Dla pruskiej opinii publicznej jesteś Angielką, – uświadamiał ją szwagier Fritz (Friedrich von Hochberg) – a obecnie Anglia jest gorsza niż wszyscy diabli razem wzięci”. „Siedź cicho! – radził – Nie ze strachu, ale z rozsądku. Prusacy poprą każdą akcję przeciwko Engländerin”- przestrzegał.

Daisy jednak zawsze była w centrum wydarzeń, a teraz o najważniejszych decyzjach miała się dowiadywać się od męża! Na domiar złego Daisy – księżna pszczyńska – nie miała wstępu do swojego domu w Pszczynie, bo tam zorganizowano tam Kwaterę Główną.

A jednak! W czerwcu 1915 roku Daisy otrzymała zaproszenie na dwugodzinną wizytę w Pszczynie. Miała zamiar odmówić, gdyż podróż z Książa i z powrotem zajmowała 14 godzin. „Przy całym szacunku, jaki żywię do cesarza, za bardzo się cenię i mam za dużo dumy, żeby uznać za honor pozwolenie na krótkie spotkanie z cesarzem” – zaprotestowała księżna. Otrzymała jednak „ładny” list od męża i pojechała, mając w głowie własny pomysł na tę wizytę. Nie zamierzała nocować w drodze powrotnej u Larischów w Solzie (Karvina w Czechach), skoro doprawdy najlepiej śpi się we własnym łóżku.

I oczywiście przeprowadziła wszystko po swojemu – zamiast dwóch, cesarz spędził na rozmowie z nią trzy godziny. Wilhelm skarżył się na artykuły, jakie zamieszczała na jego temat prasa angielska, a Daisy go uspakajała, że z listów matki wie, iż nie wszyscy w Anglii źle o nim myślą. „Gdybym mogła spędzić z nim trochę czasu sama, pocieszyłabym go. Jest taki smutny, bo czuje się zraniony przez kraj, który kocha – Anglię”. Tu Daisy mocno przesadziła!

Ku zdziwieniu męża nie był to koniec wizyty – za chwilę księżna dostała zaproszenie do apartamentów cesarza, który wręczył jej w prezencie urodzinowym małą broszkę. Daisy szybko się wycofała, jako że na stołach rozłożone były różne dokumenty, z pewnością bardzo poufne.

Po kolacji, którą zjadła w swoim pokoju, procesja gości przewinęła się przez jej bawialnię. „Wygląda na to – powiedziała – że tym razem kobieta ma jest mile widziana w Kwaterze Głównej”. Wszyscy się zgodzili z tym stwierdzeniem Daisy, a Daisy oczywiście spała tej nocy w swoim łóżku.

Następnego dnia mąż wyraził zdziwienie, jak jej się udało dostać zaproszenie do Pszczyny. „Przypomniałam cesarzowi obietnicę, którą złożył swej matce, że będzie dla mnie miły i zadba o mnie, gdy ludzie będą chcieli mnie skrzywdzić.  Po prostu napisałam do niego, że chcę przyjechać do Pszczyny”. A cesarz dotrzymał przyrzeczenia.

To nie był koniec pobytu księżnej w Pszczynie. Następnego dnia, w towarzystwie cesarskiego lekarza, pojechała do miejscowego szpitala, a później znowu rozmawiała z cesarzem i usłyszała komplement: „Sądzę, że dzisiaj skończyła pani 29 lat, a przynajmniej na tyle pani wygląda”. Miała 42 lata.

Daisy z mężem. 1915 r.

Daisy z mężem. Pszczyna 1915 r.

Daisy nie byłaby sobą, gdyby nie rozpowszechniła tej wiadomości. Niech wszyscy się dowiedzą, że nie wypadła z łask cesarza. Jej wrogowie byli wściekli, że została dopuszczona do „świętej” Kwatery Głównej, a przyjaciele się cieszyli – również dlatego, że mogli usłyszeć najnowsze wieści.

„To zabawne być zaproszonym do własnego domu – skomentował tę wizytę drugi syn cesarza Eithel Fritz. – Niemniej miło, że mogła pani wszystko zobaczyć i spotkać cesarza”.

Jeszcze dwa razy wzywano Daisy do Pszczyny. W lipcu 1915 roku jej mąż miał operację wyrostka robaczkowego. W podróży towarzyszył Daisy szwagier Fritz i ku ich zdziwieniu otwarto dla nich na stacji w Pszczynie pokój książęcy. „Opanowałam uśmiech, gdyż na tego rodzaju przesadną etykietę w czasie wojny nie byłam przygotowana… W imieniu Kwatery Głównej witał mnie generał von Plessen”. Oczywiście wiele razy rozmawiała z cesarzem, zabawiała też rozmową i panów ze sztabu. W dniu jej wyjazdu padał deszcz, co Daisy skomentowała w wysłanym telegramie. W odpowiedzi napisano: „Pszczyna płacze z powodu Pani wyjazdu. Mamy nadzieję, że Słoneczna Wysokość wkrótce powróci…”

Kolejny raz Daisy została wezwana do Pszczyny w sierpniu, by pełnić honory pani domu z okazji przyjazdu cesarzowej Wiktorii Augusty. Wówczas problemem numer jeden był brak długiej sukni. „Zostałam wezwana nagle i nie miałam czasu na pakowanie wytwornych toalet. A nawet gdybym je tu miała, to i tak bym ich nie założyła, gdyż na wsi nie noszę długich sukien” – tłumaczyła się Daisy. Obecni przy wymianie zdań panowie ze sztabu zaproponowali poratowanie sytuacji przez włożenie długich rękawiczek. „Wydało mi się to potwornie głupie, że w czasie wojny, w Kwaterze Głównej i przy takiej nic nieznaczącej okazji tyle było gadania na temat damskich toalet…”.

Cesarz i cesarzowa

Cesarz i cesarzowa

Nadal obowiązywały też wymogi etykiety, o czym księżna przekonała się w niedzielę w kościele. Marszałek dworu baron Reischach odsunął krzesło księżnej do tyłu, aby nie siedziała w jednym rzędzie z parą cesarską. „O, nie! – zbuntowała się Daisy – na moim miejscu, w moim kościele, będę siedziała obok cesarskiej pary, nie za nimi”. I… przysunęła krzesło z powrotem.

Cesarz, cesarzowa, ks. Pless w Pszczynie

W lipcu 1916 roku odbył się zjazd w Pszczynie. Cesarz Wilhelm, szef sztabu głównego marszałek Paul von Hindenburg oraz szef sztabu na front wschodni generał Erich Ludendorff i inni oficerowie ze sztabu spotkali się z bułgarskim następcą tronu, z głównodowodzącym jego wojsk oraz arcyksięciem Fryderykiem (austriacki głównodowodzący).

„W czasie kolacji, która była najbardziej historyczną kolacją, jaką kiedykolwiek spożywano w Pszczynie, usprawiedliwiano nieobecność generała Falkenhayna bólem zębów” – relacjonował żonie książę Pless.

Prawda była taka, że Falkenhayn był w niełasce po klęsce wojsk niemieckich pod Verdun. Wkrótce zastąpili go generałowie: Paul von Hindenburg i Erich Ludendorf. Obaj odgrywali wiodącą rolę w państwie, wywierali duży wpływ na polityczne i wojskowe decyzje cesarza oraz rządu. Ludendorff był orędownikiem wojny totalnej, występował na rzecz prowadzenia nieograniczonej wojny podwodnej. Za to miał być po zakończeniu wojny sądzony, ale zbiegł so Szwecji.

Przy tym stole w gabinecie cesarza w zamku pszczyńskim podejmowano ważne decyzje

Przy tym stole w gabinecie cesarza w zamku pszczyńskim podejmowano ważne decyzje

W styczniu 1917 roku wysłano z Pszczyny depeszę ówczesnego ministra spraw zagranicznych Arthura Zimmermanna. Jej ujawnienie, po przechwyceniu przez Brytyjczyków, spowodowało przyłączenie się Stanów Zjednoczonych do wojny po stronie Ententy. Więcej na ten temat można przeczytać w książce amerykańskiej pisarki Barbary Tuchman „Telegram Zimmermanna”.

Księżna Daisy pisze w pamiętnikach, że wszystko związane z Kwaterą Główną było objęte ścisłą tajemnicą. A tymczasem ona o najważniejszych decyzjach dowiadywała się od męża. Hans Heinrich szczegółowo ją o wszystkim informował, wymieniając nazwiska gości i podając rezultaty negocjacji, choć w opinii publicznej Daisy była angielskim szpiegiem!

Umiejscowienie Kwatery Głównej w Pszczynie wywierało też wpływ na życie mieszkańców miasta. Jak pisał Ludwik Musioł: „tysiące kabli z całej Europy oplatało swą siecią miasto. Szosy dojazdowe przepełnione były różnego rodzaju powozami. Było na co patrzeć i był to dla obywateli Pszczyny niezły zarobek”.

Niemieckie gazety nadały Pszczynie miano „Małego Berlina”.

Postscriptum

Nie ulega wątpliwości, że rodzina książęca z Pszczyny była zafascynowana cesarzem i dumna z wyboru swojego zamku na Kwaterę Główną wojsk niemieckich. Zrozumiałe jest również zadowolenie ówczesnych mieszkańców Pszczyny z pobytu dostojnych gości w ich mieście. Wątpliwości budzi natomiast współczesne popularyzowanie osoby cesarza i jego głównych sztabowców, a tak zrobiono w Muzeum Zamkowym w Pszczynie w maju 2012 roku podczas Nocy Muzeów. W programie wieczoru były m.in. „spotkania z dawnymi mieszkańcami zamku: księżną Daisy i jej dziećmi, „starym księciem” Hansem Heinrichem XI oraz cesarzem Wilhelmem II i towarzyszącymi mu generałami”.

Czy ktoś sobie wyobraża spotkanie z wielkim księciem Konstantym Pawłowiczem w Belwederze lub zwiedzanie Wawelu czy też Łazienek z generalnym gubernatorem Hansem Frankiem?

Czy przewodnicy powiedzieli gościom, zwiedzającym pszczyński zamek, że w wielkiej wojnie życie straciło ponad 8 mln żołnierzy, a razem z cywilami straty w ludności wyniosły około 12 mln osób i że odpowiedzialny za wybuch wojny był właśnie cesarz Wilhelm? Przecież on i jego generałowie postanowieniem traktatu wersalskiego mieli stanąć przed sądem za czyny przeciw prawu i zwyczajom wojennym. Na ekstradycję byłego cesarza, który w 1918 roku zbiegł do Holandii, nie zgodził się jednak tamtejszy rząd, a pozostali oskarżeni też uniknęli kary.

Zdjęcia pochodzą ze zbiorów autorki.

Małżeński romans księcia pszczyńskiego

Wystawny, pełen blichtru, czasem ekstrawagancki styl życia elit arystokratycznych był łakomym kąskiem dla prasy. W gronie celebrytów niepoślednią rolę odgrywali Daisy i Hans Heinrich von Pless.
Mówiąc kolokwialnie, dziennikarze deptali rodzinie książęcej po piętach. W gazetach niemieckich, angielskich i amerykańskich omawiane były szczegóły z życia popularnej pary. Wielkie zainteresowanie wzbudzało ich życie prywatne, szczególnie w powojennych latach, kiedy małżeństwo Plessów się rozpadało.
Niesmakiem i wręcz oburzeniem darzę osoby, które po zakończeniu miłosnej sprawy, opluwają wstecz eks-partnera i to co było. Tak zrobił mąż Daisy, a można o tym przeczytać w artykule „Małżeński romans księcia pszczyńskiego”, który ukazał się w gazecie „Friedländer Wochenblatt” z 1.12.1923 r.

Gwoli wyjaśnienia, wyrokiem sądu w Berlinie małżeństwo Hansa Heinricha XV i Marii Teresy von Pless zostało rozwiązane 25 października 1922 roku z winy księcia. Jako przyczynę rozwodu podano „rozłam małżeństwa”. Tak więc informacje w artykule były spóźnione.

Hans Heinrich XV von Pless

„Książę pszczyński Hans Heinrich XV, bogaty magnat górnośląski, którego dobra, na skutek nowego ustalenia granic, leżą częściowo w Polsce, a częściowo w Niemczech jest żonaty od ponad 30 lat z lady Mary West z domu Earl Delawarre.
Małżeństwo to jest od dłuższego czasu nieszczęśliwe, a w szczególności księżna musiała wiele wycierpieć w czasie wojny z powodu swojego angielskiego pochodzenia.
Książę von Pless, obecnie 62-letni, pomimo swego dojrzałego wieku, zakochał się i, jak donoszą z Pszczyny, gotów jest usunąć wszystkie przeszkody na drodze i ożenić się ze swoją wybranką, hrabiną Dietrichstein z Wiednia.
Zwykły rozwód, który łatwo byłoby uzyskać przed sądem we Wrocławiu, nie wystarcza.
Hrabina bowiem pochodzi z surowej katolickiej rodziny i nawet jeśli książę będzie rozwiedziony zgodnie z prawem, hrabina nie będzie mogła oddać mu ręki tak długo, jak żyje księżna jego żona. Dlatego książę wniósł do papieża skargę o unieważnienie małżeństwa.
Ponieważ kościół katolicki nie uznaje rozwodów, ani powodów do rozwodu, książę musi poszukać powodów uznających jego małżeństwo za nieważne. Takie poszukiwania książę przedsięwziął. Jego prawnicy wysunęli twierdzenie, że książę poślubił lady Mary [późniejszą księżnę Daisy] nie ze swej woli, ale pod wpływem psychicznego i fizycznego szantażu.
Książę chce udowodnić, że ojciec jego późniejszej żony zmusił go pistoletem do małżeństwa, posądzając go o uwiedzenie córki.
Na skutek tego posądzenia (o uwiedzenie), książę postanowił uratować honor dziewczyny i ożenił się z nią. Książę znalazł świadków, którzy to potwierdzili pod przysięgą przed duchownym sądem w Rzymie.
Rodzina pięknej hrabiny zdenerwowała się spowodowanym przez księcia skandalem i odmówiła zgody na związek młodej dziewczyny ze starym żonatym mężczyzną i wysłała ją do sanatorium, gdzie była surowo strzeżona przed księciem”.

Kilka lat później Hans Heinrich von Pless znalazł nową kandydatkę na żonę.
W styczniu 1925 roku 64-letni książę poślubił 27-letnią Hiszpankę.

Para młoda książę Hans Heinrich XV von Pless i markiza Clotilde de Silva y Gonzales de Candamo po ceremonii zaślubin.

Szlakiem Hochbergów

Hochbergowie przez siedemset lat mieszkali na Śląsku. Już  w XIII wieku należeli do czołowych możnych rodów księstwa świdnicko-jaworskim. W XV wieku ród podzielił się na linie: szlachecką z Dobrocina  (niem. Güttmannsdorf  koło Dzierżoniowa), hrabiowską z Książa (Fürstenstein) koło Wałbrzycha i Roztoki (Rohnstock).

Przez lata przedstawiciele rodziny obrośli w majątki – czy to drogą kupna, nadania, czy ożenku.  Pobudowali w nich rezydencje, a architekci zieleni  projektowali dla nich ogrody i parki krajobrazowe. Co z tego pozostało do naszych czasów i w jakim jest stanie?

Proponuję wędrówkę szlakiem Hochbergów.

Książ

Najlepiej znanym miejscem związanym z Hochbergami jest zamek Książ. Patrząc na niego z lotu ptaka, zrozumiemy, dlaczego nazywany był Książęcą Górą (Fürstenberg), a później Książęcym Kamieniem (Fürstenstein). Usytuowany na wysokim skalistym urwisku zamek, z trzech stron otoczony jarem, góruje majestatycznie nad całą okolicą. Leży w północnej części Wałbrzycha nad doliną Pełcznicy, na terenie Książańskiego Parku Krajobrazowego.

Zamek Książ przed przebudową

W 1509 roku rycerz Conrad von Hochberg kupił majątek Książ i od tego czasu zamek stał się na ponad 400 lat rodową siedzibą Hochbergów.

Uwaga zwiedzających skupia się głównie na zamku – największym na Śląsku, a trzecim pod względem kubatury, po Malborku i Wawelu, w Polsce. Książ nazywany był zamkiem z bajki, perłą Śląska. Do dziś przykuwa uwagę gości swym ogromem i bogactwem pomysłów architektonicznych.

Zamek, zbudowany  w XIII wieku przez księcia świdnickiego Bolka I, był wielokrotnie przebudowywany. Obecny wygląd zawdzięcza Hansowi Heinrichowi XV Hochbergowi von Pless, który w latach 1907–1923  przeprowadził wielką rozbudowę rezydencji.

Zamek Książ. Widok od strony Pełcznicy.

W czasie II wojny światowej zaczęła się dewastacja posiadłości. Paramilitarna organizacja Todt prowadziła prace adaptacyjne na zamku, co doprowadziło do zniszczenia wielu komnat i wywiezienia większości zamkowego wyposażenia. Pod zamkiem drążono tunele, podobno na siedzibę tajnej fabryki broni. Istnieją też przypuszczenia, że na zamku miała być kwatera Hitlera.

Po drugiej wojnie światowej dzieło zniszczenia kontynuowały stacjonujące w zamku wojska radzieckie i nie tylko. Dzisiaj niewielka część zespołu pałacowego jest udostępniona zwiedzającym.

Najbardziej znaną mieszkanką Książa była żona Hansa Heinricha XV von Pless, księżna Maria Teresa Oliwia, zwana Daisy. Została pochowana w Mauzoleum rodzinnym Hochbergów, usytuowanym niedaleko parkingu. W XVIII w. był to pawilon letni, rodzaj arkadii zbudowany dla uciech dworskich. W 1883 r. przeznaczono go na Mauzoleum rodzinne dziedziców Książa.

Krypta jest pusta. Po zdewastowaniu jej w 1945 roku przez żołnierzy sowieckich, szczątki zmarłych pochowano na cmentarzu. Mimo to wielu nadal poszukuje trumny księżnej Daisy w danym Mauzoleum. (szerzej na ten temat  w artykule „Gdzie jest pochowana Księżna Daisy”).

Wyjeżdżając z książańskiego parku warto wstąpić do palmiarni. Jadąc z zamku do centrum Wałbrzycha  napotkamy ją po lewej stronie drogi na terenie wioski Lubiechów. Zbudował ją książę Hans Heinrich XV na początku ubiegłego wieku.

Palmiarnia. Pocztówki z początku XX w. (kolekcja autorki)

Wałbrzych

W Wałbrzychu przy ulicy Zamkowej znajduje się pałac, zwany czasem zamkiem.

W 1738 roku kupił go od CzettricówConrad Ernst Maksymilian Hochberg. Pod koniec XIX wieku mieścił się w nim zarząd dóbr Hochbergów.

Zamek Czettritzów

Obecnie w dawnym pałacu Hochbergów ma swoją siedzibę Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Angelusa Silesiusa.

W zamku ma siedzibę Państwowa Wyższa Szkoła zawodowa

W parku otaczającym pałac znajdują się dwie wille. W starszej z nich (z 1905 r.) przy ul. Moniuszki 43 (dawniej Friedlanderstrasse) zamieszkała w czasie wojny księżna Daisy i w tym domu zmarła 29 czerwca 1943 roku. (szerzej na ten temat  w artykule  „Kto przeniósł Daisy do Wałbrzycha”). Obydwie wille wymagają szybkiego remontu.

Willa, w której mieszkała księżna Daisy w czasie II wojny

Sąsiednia willa

W 2007 roku na dziedzińcu pałacowym wzniesiono postument upamiętniający księżną.


Przed laty wielką atrakcją Wałbrzycha była Lisia Sztolnia, uruchomiona w 1794 roku u zbiegu dzisiejszych ulic M. Reja i Kolejowej.  Miejsce wylotu dawnej sztolni upamiętnia kamień z wykutym rysunkiem młotka i perlika.

Wejście do Lisiej Sztolni – z lewej strony widoczna tablica upamiętniająca oficjalne otwarcie sztolni (1794r.)

Już w XIX wieku była popularnym celem wycieczek wczasowiczów i kuracjuszy z pobliskich uzdrowisk w Szczawnie Zdroju (Salzbrunn) i Starym Zdroju (Altwasser).

Sztolnię zwiedzili w 1800 r. goście hrabiego Hansa Heinricha VI von Hochberga z Książa. Byli wśród nich król Prus Fryderyk Wilhelm III z żoną Luizą, ambasador Stanów Zjednoczonych w Berlinie John Quincy Adams – późniejszy prezydent , małżonka cara Mikołaja I  (1838 r.), a także księżna Izabela Czartoryska, która opisała wygląd sztolni oraz sposób jej zwiedzania w pamiętnikach Dyliżansem po Dolnym Śląsku.

W drugiej połowie XIX wieku, w związku z eksploatacją kolejnych, głębszych pokładów węgla, sztolnię zlikwidowano.

W niedalekim sąsiedztwie Lisiej Sztolni, po drugiej stronie ulicy, nad wejściem do budynku przy ulicy Chrobrego 45, można zobaczyć starą płaskorzeźbę przedstawiającą łódź załadowaną węglem, pchaną przez górnika.

Portal – wejście do zabytkowego budynku przy ul. Chrobrego 45.

Obecnie „Lisia sztolnia” jest zamknięta dla turystów z powodu wody gromadzącej się w niższych odcinkach sztolni. Zbudowane kilka lat temu prowizoryczne wejście i placyk zarosły gęstymi krzakami.

Roztoka

Drugim dużym majątkiem Hochbergów była Roztoka, oddalona jedynie 15 kilometrów od Jawora, 10 km od powiatowej Świdnicy  i 50 km od Wrocławia, stolicy województwa. Była w rękach rodziny od 1497 r. do końca drugiej wojny światowej.

Siedziba rodu mieściła się w renesansowo-barokowym, trzykondygnacyjny pałacu z XVI w., rozbudowanym i powiększonym w XVII i XIX w., będącym jednym z najpiękniejszych pałaców na Śląsku.

Pocztówki z początku XX w.

Główne wejście ujmuje barokowy portal, a nad nim jest podwójny herb – jeden Hansa Heinricha III von Hochberg, drugi jego żony Anny Elisabeth z domu Zedlitz.

Niestety po wojnie pałac został kompletnie splądrowany, co wartościowsze rzeczy rozgrabione lub wywiezione przez radzieckich żołnierzy i innych amatorów cudzej własności.

Przez kilkanaście powojennych lat pałac użytkowała kopalnia węgla z Rudy Śląskiej. Przez cztery lata mieściła się w pałacu siedziba Ochotniczego Hufca Pracy, potem był tu hotel robotniczy Zakładów Kuzienniczych z Jawora, aż wreszcie pałac został sprzedany w prywatne ręce. Dziś, choć zabezpieczony i pilnowany, chyli się ku ruinie, park zarasta chwastami, zniknęła Favorita, a barokowe ogrody zdziczały.

W sąsiedztwie pałacu, na terenie PGR, znajdują się liczne opuszczone zabudowania w stylu barokowym, pochodzące z XVIII w. Są to dwie oficyny, dwie oranżerie, stajnia i dwie wozownie.

Krasków

Krasków – niewielka wieś sołecka, położona na Równinie Świdnickiej nad rzeką Bystrzycą, w gmienie Marcinowice  – był na przełomie wieków XVII i XVIII własnością Hochbergów.

Posiadłość w Kraskowie wniosła w 1699 r. w wianie Hansowi Heinrichowi III von Hochberg, z linii rodziny na Roztoce, Anna Elisabeth córka Juliusza Zedlitza.  Po jej śmierci syn Hans Heinrich IV, sprzedał Krasków kuzynowi matki, Hansowi Albrechtowi baronowi von Zedlitz und Leipe.

Na terenie posiadłości nie ma śladów bytności Hochbergów w Kraskowie.

Portal wejściowy z kariatydami podtrzymującymi balkon i kartusz z napisem „Deo Familiae Posterisque Sacratum Hoc extruxit Aedificium David Sigmundus Comes a Zedlitz ad 1746 d 18 Octobris”. (Tę budowlę uświęconą wzniósł David Zygmunt hrabia Zeidlitz dnia 18 października 1746 ku czci Boga i potomności)

Iłowa

Kolejny ślad Hochbergów znajdujemy w Iłowej w województwie lubuskim, mieście położonym na Nizinie Śląskiej wśród Borów Dolnośląskich, nad dopływami Bobru: Czerną Małą , Czerną Wielką i Czernicą.

Pocztówka z początku XX w.

Właścicielem Iłowyzostał w 1902 roku Friedrich Maximilian von Hochberg, czwarte dziecko księcia Hansa Heinricha XI von Pless i jego żony Marii de domo Kleist.

Zainspirowany podróżami do Azji Fritz wprowadził do wystroju pałacu w Iłowej elementy sztuki orientalnej. Zebrał wspaniałą kolekcję dzieł sztuki z całego świata. Niestety nic z jego zbiorów nie przetrwało.

Po wojnie zaczęła się stopniowa degradacja tego obiektu.  Obecnie w pałacu mieści się zespół szkół ponadgimnazjalnych.

Zegar słoneczny z południowej strony pałacu. Nad nim napis: „Czas przemija a przyjaźń pozostaje”.

Park w stylu francuskim i angielskim, rozciągający się wokół rezydencji, założyli Promnitzowie, poprzedni właściciele Iłowej, a Fritz – ogród w stylu japońskim, w którym zasadzone zostały egzotyczne drzewa i krzewy z Dalekiego Wschodu, oraz połączono małymi mostkami rozgałęzienia rzeki Czernej.

Iłowa ogród różany

Jak ceniona była znajomość japońskiej sztuki ogrodowej Fritza Hochberga świadczy fakt, że zlecono mu zaprojektowanie Ogrodu Japońskiego, który powstał w Parku Szczytnickim we Wrocławiu  w 1913 roku na wystawę światową.

Obecnie park w Iłowej należy do gminy. Jeśli ktoś chciałby mieć wyobrażenie o dawnym parku, za przewodnik może posłużyć książka  Mieczysława Czekalskiego Park Dworski w Iłowej. Do dzisiaj rosną tu liczne okazy wielowiekowych drzew, krzewów ozdobnych i rododendronów.

Kliczków

Jadąc z Bolesławca w kierunku Gozdnicy, po 12 kilometrach dojeżdża się do rzeki Kwisy, nad którą położona jest wieś i zamek Kliczków (niem. Klitschdorf ).

Panią została Ida Louise(Ludwika) von Hochberg, która 10.09.1881 poślubiła w Książu Friedricha Hermana Johann Georga hr. zu Solms-Baruth z Kliczkowa, królewsko-pruskiego rotmistrza, rycerza zakonu Joannitów. Po śmierci ojca w 1906 r. hrabia odziedziczył tytuł księcia. Rządził ponad 40 lat.

Ida Luise Solms-Baruth de domo Hochberg i Friedrich Herman zu Solms-Baruth

W latach 1881-1883 pałac w Kliczkowie został gruntownie przebudowany przez architektów Henryka Kaysera i Karola von Grossheima – budowli nadano eklektyczny charakter. Książe zlecił wtedy słynnemu planiście zieleni, Edwardowi Petzoldowi, zaprojektowanie parku przy pałacu.

Zamek Kliczków na pocz. XX wieku

Ida Luise, zwana w rodzinie Lulu, była córką księcia Hansa Heinricha XI  von Pless i Marie baronówny von Kleist. Była ulubioną szwagierką księżnej Daisy.

Lulu weszła do rodziny,  z którą Hochbergów łączyło zamiłowanie do polowań, stąd częste  wzajemnie zaproszenia na łowy.  Pod koniec lipca na jej urodziny (29. 07.)  zjeżdżała do Kliczkowa cała rodzina Hochbergów.Od 1903 roku podróżowano autem. Pierwszy samochód, luksusowy „Benz-Manlicher”, książę von Pless kupił sobie w prezencie na siedemdziesiąte urodziny.

Kliczków był popularnym miejsce spotkań i rozrywek elity arystokracji niemieckiej.  Książę Friedrich był znanym myśliwym i wielkim opiekunem zwierząt. Na organizowane przez niego polowania wielokrotnie przyjeżdżali do Kliczkowa członkowie dworu, wśród nich sam cesarz Wilhelm II (w 1890 r., 1897 r., 1906 r. i 1911 r.) i pruski następca tronu. Cesarskie polowania upamiętniają pomniki w lasach, m.in. zachowany obok leśniczówki Marianówka, gdzie odbyło się ostatnie polowanie cesarza w 1911 r.

Osobliwością Kliczkowa, wymienianą przez niemal wszystkie przewodniki, jest dawny cmentarz koni wierzchowych, prawdopodobnie jedyny taki w Polsce. Na terenie zaniedbanego parku do naszych czasów zachowały się jedynie dwa nagrobki, dziś już bardzo zniszczone. Podobno pozostałych użyto do budowy okolicznych domostw.  Przed laty w tym miejscu grzebano również ulubione psy księcia.

Na jednej z ocalałych płyt wciąż widoczna jest inskrypcja z imieniem konia i datą jego śmierci: Juno, 1938. Poniżej wyżłobiono: Johann, Friedrich, Georg i Hermann – prawdopodobnie imiona czterech synów książęcej pary.

Po śmierci Hansa Heinricha XI von Pless jego córka ufundowała w Kliczkowie tablicę pamiątkową z popiersiem ojca. Uszkodzona tablica zachowała się do dziś, stoi oparta o mur przy kościele pw. Trzech Króli, niedaleko pałacu.

Na tablicy napis:Hans Heinrich Herzog von Pless XI (1833-1907.
Bakuje owalnego medalionu z herbem.

Kres panowania rodu zu Solms-Baruth w Kliczkowie położyła II wojna światowa. W 1944 r., po zamachu na Hitlera, ówcześni właściciele, posądzeni o kontakty ze spiskowcami, zostali aresztowani, a cały ich majątek skonfiskowano.

Po zakończeniu działań wojennych kliczkowski pałac, podobnie jak inne obiekty tego typu na Dolnym Śląsku, został doszczętnie rozgrabiony przez żołnierzy sowieckich i szabrowników podążających za frontem.

Następnie swoją siedzibę miało tu Nadleśnictwo w Bolesławcu i Ludowe Wojsko Polskie. Pałac niszczał w zastraszającym tempie – zapadły się dachy, wilgoć nadwerężyła mury, uszkodziła posadzki i malowidła, zawaliła się Galeria Oficjalistów oraz częściowo Ujeżdżalnia. Nie powiodła się próba restauracji zabytku podjęta w latach siedemdziesiątych przez Politechnikę Wrocławską.

Po tych właścicielach zostały pamiątki w postaci napisów na murach.

cześć przodownikom pracy!

Dopiero w latach dziewięćdziesiątych  dzięki nowemu właścicielowi, wrocławskiej firmie Integer S.A., obiekt  został poddany kompleksowym pracom budowlano-konserwatorskim, które przywróciły dawną świetność zamku. Powstało tu centrum szkoleniowo-wypoczynkowe.

Współczesne zdjęcia pałacu w Kliczkowie

Gogołów

W Gogołowie na Równinie Świdnickiej po rodzinie Hochbergów zachował się zespół dworski z XVI/XIX w., składający się z dworu, folwarku oraz niewielkiego parku krajobrazowego. Ocalały z drugiej wojny światowej, dziś chyli się ku ruinie.

Pierwszym właścicielem dóbr z tej rodziny miał być Joachim von Hochberg, syn Georga z Roztoki, wnuk Konrada I z Książa. Według Romana Sękowskiego (R. Sękowski, Herbarz szlachty śląskiej, Informator genealogiczno-heraldyczny, tom III H-K, Katowice 2003, s. 144) Hochbergowie dzierżyli Gogołów od 23 września 1679 r. Kolejnymi właścicielami byli: Ernst Friedrich von Hoberg (1733), a następnie Hochbergowie z linii Buczek (Buchwald): szambelan Hans Christoph von Hoberg auf Buchwald (1785), szambelan Gottlob Hans Christoph von Hoberg (1827), Erdmann baron von Hohberg-Buchwald (1872), kpt. Hans Erdmann von Hohberg, rycerz zakonu joannitów, członek związku szlachty niemieckiej (1894). W 1909 r. właścicielem dworu i majątku został jego syn, także Hans Erdmann, podporucznik pułku huzarów Zietena w Rathenow. Ostatnim właścicielem, do 1909 roku, był Oswald von Hochberg und Buchwald, do którego należał także majątek Boleścin i Marcinowiczki .

Pierwotnym założeniem był zameczek myśliwski książąt świdnickich. Renesansowy dwór powstał w 1538 r. Dzisiejszy kształt uzyskał najprawdopodobniej w okresie rozbudowy w 1572 roku i w I połowie XVIII w. Gruntowną modernizację dworu przeprowadził Hans Erdmann w 1894 roku, przebudowując głównie wnętrza.

Dwór w Gogołowie (zbiory autorki)

Dwór powstał na planie prostokąta, jest trzytraktowy, posiada dwie kondygnacje i kryty jest dachem łamanym, na elewacji widoczne są jeszcze fragmenty dekoracji.

 

Na jednej ze ścian znajduje się kamienna tablica z herbami rodzin von Hochberg i von Luttwitz oraz inskrypcja: G. v. H. u. B. 1827 [Gottlob von Hohberg und Buchwald 1827]. Ówczesny właściciel majątku Gottlob Hans Christoph żonaty był z Henriette Charlotte Euphrosine z domu von Luttwitz.

Od frontu znajduje się dobudowany ganek wejściowy z trzema oknami. Pod środkowym oknem frontowego ganku znajduje się niewielka tablica kamienna z baronowską koroną, pod nią inicjały H.E.H. (Hans Erdmann Hohberg), a jeszcze niżej data 1872.

Ganek

Nad gankiem, w naczółku, umieszczony jest kartusz z herbem rodziny von Hohberg.

Na pierwszym piętrze elewacji frontowej dworu znajduje się neorenesansowy balkon z kamienną balustradą tralkową i wazonami w narożach – jest w fatalnym stanie.

Po wojnie do dworu i zabudowań gospodarczych wprowadziło się Państwowe Gospodarstwo Rolne. Zaniedbane obiekty powoli niszczały.  W 1982 roku spłonęła więźba dachowa.

Obecnie opuszczony, zabezpieczony prowizorycznie zabytek czeka na ratunek.  Stan obecny rodzi bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i życia osób w jego pobliżu.

Ciechanowice

W XVI wieku Hochbergowie byli właścicielami Ciechanowic (niem. Rudelsdorf, późniejRudelstadt), wsi położonej w dolinie Bobru, na pograniczu Gór Kaczawskich i Rudaw Janowickich, w gminie Marciszów.

Rozwój wsi w XVI i XVII wieku wiązał się z wydobyciem miedzi, srebra i ołowiu, do dziś są tu ślady wyrobisk.

W kościele parafialnym św. Augustyna znajduje się piękny renesansowy nagrobek Christopha von Hubergk (Hochberg), zmarłego 1553 roku,

Christoph von Hubergk,zmarł w 1553 roku

oraz dwa inne nagrobki Susanny i Heinricha (zm. 1557) von Reichenbach.

We wnętrzu  kościoła wart zobaczenia jest też gotycki wspornik z XIV wieku, polichromia ołtarza głównego z 1600 roku, dzieło P. Meynera, ambona polichromowana z 1603 roku oraz barokowa rzeźba św. Jana Nepomucena z 1720 roku.

Renesansowy pałac we wsi powstał w XVI wieku, nie wiadomo jednak, czy należał do Hochberga.

Sokołowsko

Sokołowsko (niem. Görbersdorf) koło Mieroszowa było wsią służebną, należącą do  pobliskiego warownego zamku Radosno. Nazwę wziął on od Doliny Radości, nad którą góruje.
Rozwój okolicy był związany z Hochbergami, którzy kupili te tereny. W Sokołowsku ukrył się przed Szwedami właściciel Książa Hans Heinrich Hochberg wraz z rodziną w niespokojnych czasach wojny trzydziestoletniej.

W połowie XIX wieku Sokołowsko odkryła Maria von Colomb, siostrzenica feldmarszałka Blüchera, i postanowiła stworzyć tu uzdrowisko. W wykupionych od Hochbergów młynach otworzyła zakład leczenia zimną wodą. W latach 1861-62 otworzono nowe, ogromne sanatorium, utrzymane w stylu mauretańskim, nazwane później „Grunwald”.

W Sokołowsku, podobnie jak w Szczawnie, bywali słynni ludzie, m. in. Tytus Chałubiński z ciężko chorym na gruźlicę synem Franciszkiem i jeden z najwybitniejszych malarzy śląskich, prof. Johann Maksymilian Avenarius, który pozostawił po sobie malowidła w kościele i sanatorium.  Przez kilka powojennych lat  mieszkał w uzdrowisku reżyser Krzysztof Kieślowski w związku z chorobą ojca.

W pierwszych latach powojennych Polski Ludowej uzdrowisko podupadło. Próbował go ratować od 1956 roku zasłużony dla Sokołowska dr Stanisław Domin. Udało mu się odremontować sanatorium „Orzeł Biały” i „Chrobry” oraz  inne budynki uzdrowiska. Nie zdołano uratować potężnego „Grunwaldu”, który z roku na rok coraz bardziej niszczał.

Współczesne zdjęcia sanatorium.

Po Hochbergach nie zachowały się żadne pamiątki.

Myślibórz

Na terenie Parku Krajobrazowego Chełmy, kilka kilometrów na południowy zachód od Jawora,  położona jest wieś Myślibórz (niem. Moisdorf). W latach 1746-1774 Myślibórz Górny należał do Karoline von Hohberg.

W Myśliborzu znajduje się pałac neogotycki, dwukondygnacyjny z dwoma wieżami i tarasami, wybudowany w latach 1859-61 dla rodziny Prittwitzów według projektu K. Wolfa. Na jednej ze ścian od strony drogi umieszczony jest herb rodziny Prittwitzów i data budowy pałacu. Herbu Hochbergów nie ma.

Właścicielem pałacu był Wilhelm von Prittwitz und Gaffron, a po nim wdowa Leocadie, de domo baronówna von Hohberg und Buchwald z Prusic koło Jawora.

Ich potomkowie dzierżyli majątek do końca lat dwudziestych XX wieku. W 1927 r. pałac kupił prezydent Katowic, Antoni Zimmermann. Jego żona Doris de domo Roche zapisała się w pamięci jako pierwsza kobieta-kierowca, która przejechała nowo wybudowaną autostradą berlińską w 1933 r.

Po wojnie pałac popadł w ruinę. Od 1997 roku, dzięki prywatnemu właścicielowi, powoli odzyskuje dawną świetność.

Współczesne zdjęcie pałacu w Myśliborzu

Gniewków

W Gniewkowie (niem. Girlachsdorf), wsi w gminie Dobromierz,  na przykościelnym cmentarzu znajduje się nagrobek  zarządcy (?)hrabiego Hochberga w dobrach w Gniewkowie (Girlachsdorf), Nieder und Ober Polkau (Bolkowice) i Ossenbarh (?), który urodził się 19 stycznia 1797 r., zmarł 22 lutego 1841 r. Żył 44 lata 1 miesiąc i 3 dni.

Ernst Gottfried
Pathe (?)
Reichsgräfl.  Hochberg
Würtschafts  Andmann
der Güter Girlachsdorf
Ober  u. Nieder Polkau
und Ossenbahr.
Er wurde geboren
am 19 Januar 1797
und starb
22 Februar 1841
alt  44 Jahre 1 M. 3 Tg.

W ścianach kościoła i w murze otaczającym dziedziniec,  zachowało  się  dziewięć renesansowych i barokowych płyt nagrobnych z lat 1560 – 1625, należących do członków rodzin von Reibnitz i von.

Z roku na rok coraz trudniej odczytać napisy na płytach.

Tak też zaciera się pamięć o rodzinach onegdaj żyjących i gospodarujących na Śląsku. Wielka kariera śląskich rodów szlacheckich skończyła się po II wojnie światowej, kiedy Polska Ludowa wykreśliła arystokratów z podręczników historii. Jednak tak jak z historii Polski a nawet Europy nie da się wykreślić takich nazwisk jak Czartoryscy, Ossolińscy, Potoccy czy Radziwiłłowie Tarnowscy, tak w przypadku Śląska do takich nazwisk należą: Czetric, Donnersmarck, Hochberg, Hohenlohe, Reibnitz , Schaffgotsch, Tiele-Winckler i Zedlitz.

Ciąg dalszy naszej wycieczki śladami Hochbergów nastąpi…

Autorem współczesnych zdjęć jest Damian Mącznik.

Gdzie jest pochowana księżna Daisy of Pless

W serwisie naszesudety.pl (2005 r.) można przeczytać, że grupa miłośników księżnej Daisy przez dwa lata prowadziła śledztwo dotyczące daty jej śmierci i przyczyny zgonu. „To my dotarliśmy do dokumentów, które potwierdzają datę i przyczynę zgonu księżnej, a także okoliczności pochówku. Klucz do tajemnicy znaleźliśmy w archiwach wałbrzyskiej parafii ewangelicko-augsburskiej.”

Znaleziony dokument to zaświadczenie zgłoszenia zgonu (Bescheinigung über Eintragung lines Sterbefalles), natomiast akt zgonu księżnej Daisy (Sterbeurkunde) znajduje się w Archiwum Książąt Pszczyńskich w Pszczynie. Nie wiedziałam, że dokument jest poszukiwany, z kolei poszukiwacze nie dotarli do książki „Księżna Daisy. Pani na Książu i Pszczynie”, opublikowanej w 2001 roku, w której autorki powołują się na tenże dokument.

Akt zgonu księżnej Daisy sporządzono 30 czerwca 1943 roku. Napisano w nim, że księżna Maria Teresa Oliwia von Pless zmarła 29 czerwca 1943 roku o godzinie 19.30 w Wałbrzychu w domu przy Friedlanderstrasse 43. Jako przyczynę zgonu podano udar serca (Herzlähmung). Wpisano także, że księżna była sądownie rozwiedziona. Pod dokumentem podpisał się urzędnik magistratu, Raupach, i przystawił urzędową pieczęć ze swastyką.
Informacje o pogrzebie księżnej również znajdują się w tymże archiwum. Księżna Daisy zmarła w dzień po rocznicy swoich urodzin.

Siedemdziesiąte urodziny 28 czerwca 1943 roku Daisy spędziła w towarzystwie kuzynki, hrabiny Larisch z Karwiny, a ulubione utwory zagrał dla niej kwartet orkiestry górniczej z Wałbrzycha. Choć księżna nie czuła się najlepiej, nikt nie spodziewał się jej śmierci. Następnego dnia w południe hrabina odjechała, a wieczorem Dolly (opiekunka księżnej) posłała wiadomość do Knorna, zarządcy dóbr w Książu (przedtem sekretarza starego księcia), że księżna zmarła.
Wysłano telegramy do krewnych i przyjaciół, nekrologi do prasy, zamówiono kwiaty i wieńce, od Dolly (opiekunka Daisy) palmę w kształcie krzyża. Następnego dnia przyjechała hrabina Larisch, książę Reuss i graf Hochberg z Roztoki. Nie było dzieci Daisy, choć w ich imieniu i wnuków złożono wieńce z szarfami (od Hedwig i Bolka na szarfie  napisano: „Ostatnie pozdrowienie – wnukowie”). Nie dojechały synowe – księżna Klotylda z powodu braku pociągów, a księżna Maria Katarzyna musiała pozostać z ciężko chorą matką księżną Schönborn w Bayrischzell. Obydwie podpisały się pod nekrologami w  gazetach („Deutschen Allgemeinen Zeitung”, Berlin, „Schlesischen Zeitung”, Wrocław).

Nie zawiedli mieszkańcy Książa, górnicy z książęcych kopalń, urzędnicy z Zarządu oraz okoliczna ludność, którzy tłumnie towarzyszyli księżnej w jej ostatniej drodze.
3 lipca 1943 roku Daisy spoczęła w rodzinnym mauzoleum Hochbergów w parku otaczającym zamek Książ. Ogrodnik Scholz przystroił kaplicę margerytkami, a ceremonii żałobnej przewodniczył pastor Jackel. Grał kwartet muzyczny, odczytano fragmenty z Biblii, odmówiono modlitwy, a lekarz wygłosił przemówienie nad trumną. Dla nieobecnych zrobiono zdjęcia.
Księżnę Daisy pochowano w podwójnej trumne (cynkowej i dębowej) obok teścia, Hansa Heinricha XI, tak jej niegdyś życzliwego. Obok niej spoczywał mały Konrad, wnuk zmarły w wieku kilku lat na zapalenie opon mózgowych, syn Bolka i Klotyldy.
Nie było tak, jak Daisy kiedyś zaplanowała: „Koszty będą minimalne – pogrzebu nie będzie. Nikt nie ma być smutny, przyjdą moi przyjaciele – wszystko dobrze rozumiejący – to będą moje urodziny, nikt nie będzie w żałobie. Nie będzie żadnej etykiety, żadnych formalności – dla dzieci przygotuje się zabawę i pozwoli się im zrywać kwiaty w parku”.

Choć w ostatnich latach księżna wycofała się z życia publicznego, żegnano ją nie tylko jako panią na zamku, lecz jako damę o wielkim sercu. Księżna zaskarbiła sobie szacunek mieszkańców okolic Wałbrzycha i Pszczyny swą działalnością charytatywną i aktywnością polityczną na rzecz utrzymania pokoju między narodami. Z pewnością uczyniła więcej, niż wymagałyby tego od niej konwenanse.

Również w Anglii nie zapomniano o Daisy. Pod koniec lipca brat Daisy George zamówił nabożeństwo w Kościele Św. Marka na North Audley Street w Londynie. George określił je jako przedstawienie „Edwarian hey days”. Przybyło wiele osób, a dwie wnuczki królowej Wiktorii (Helena Victoria i Marie Louise) przysłały swoje reprezentantki. Obecna była siostra Shelagh, również syn Daisy Hansel został zwolniony z internowania na czas nabożeństwa.
W „Timesie” został opublikowany długi i wysoce pochlebny nekrolog (“The Times” z 13 VII 1943 (Daisy princss of Pless. Edwardian days); “The Times” z 21 VII 1943 (Memorial service – z listą obecnych na nabożeństwie).
Hansel otrzymał wiele listów kondolencyjnych wspominających księżną. Lasy Sereny James napisała: „jako dziecko byłam olśniona jej urodą, była dla mnie księżniczką z bajki i pewnie dla wielu innych […]. Bajkowe zamki i świetność, cała ta cudowność i teraz ten smutny koniec.” (tłumaczenie © Bronisława Jeske-Cybulska)
Nie było jednak Daisy dane spocząć spokojnie, dębową trumnę z ciałem księżnej kilkakrotnie przenoszono. Według jednych z powodu zbliżającej się Armii Czerwonej, według innych w obawie przed złodziejami, poszukującymi legendarnych pereł.
Paul Fichte, niegdyś kamerdyner męża Daisy, który uczestniczył w kolejnych pochówkach księżnej, relacjonował: „Szybko pochowaliśmy księżnę Daisy poza grobowcem, ale trumnę odkopano i ograbiono. Scholtz (ogrodnik) posadził tak piękne kwiaty na jej grobie, że zwróciło to uwagę Rosjan. Zakopaliśmy ją szybko ponownie i zrównaliśmy grób z ziemią. Wtedy nastał spokój. Ale nie dało się już zamknąć mauzoleum i ludzie zaczęli tam przychodzić, by zobaczyć jego wnętrze. Większość jednak uciekała w popłochu, gdyż wszędzie były porozrzucane zwłoki. Nie mogliśmy znaleźć szkieletu księżnej z domu Kleist – tylko jej głowę. Było oczywiste, że nie można zostawić mauzoleum w takim stanie.
Uradzono, że zwłoki należy pochować w Niedersalzbrunn (Szczawienko).” (tłumaczenie © Bronisława Jeske-Cybulska)
Przez wiele lat ostateczne miejsce spoczynku Daisy było tajemnicą poliszynela, choć niektórym wydawało się, że tylko grono zaufanych osób o nim wiedziało.
Tak jak ustalono, księżna została pochowana na cmentarzu w Niedersalzbrunn (Szczawienko) – idąc na wprost od głównego wejścia, druga ścieżka na lewo, w trzecim grobowcu.
Próżno jednak dzisiaj poszukiwać grobu księżnej Daisy. Parafialny cmentarz ewangelicki w Szczawienku w latach osiemdziesiątych XX wieku podzielił losy wielu innych niemieckich nekropolii z terenu Dolnego Śląska – zrównano go z ziemią, bez przeniesienia znajdujących się na nim szczątków. W miejscu niegdysiejszego cmentarza powstało osiedle domów jednorodzinnych.
Mam nadzieję, że ich mieszkańcy nie będą nękani przez poszukiwaczy grobu księżnej czy też tych naiwnie wierzących, że odnajdą perłowy naszyjnik.
Ale o tym, co się stało z legendarnym naszyjnikiem, opowiem innym razem…

Duchy w Książu

Duchy w Książu

Wszystkie stare zamczyska nawiedzają duchy.

Nie inaczej było w Książu – dwie zjawy pojawiały się w zamku i dwie na tarasach. Księżnej Daisy szczególnie dał się we znaki garbaty Janek, który straszył w jej sypialni, próbując nad ranem rozpalać ogień w kominku. Pierwszy raz, kiedy męża nie było w domu, obudził Daisy hałas czyniony przez jakąś postać, starającą się rozniecić ogień. Upuszczała ona pogrzebacz, szczypce, ale kominek pozostał nierozpalony.

Działo się to krótko po ślubie Daisy i Hansa. Księżna nie umiała jeszcze wtedy mówić po niemiecku, więc się nie odzywała.Po powrocie do zamku książę Hans Heinrich XV próbował ustalić, kto zakłócił poranek jego małżonce, ale nikt ze służby się nie przyznał. Kiedy to samo powtórzyło się jeszcze dwukrotnie, przerażona księżna przeniosła się do nowej sypialni, a w dawnej urządziła pokój gościnny.

W trakcie późniejszej przebudowy odkryto, kto straszył Daisy w Książu. „Wyobraź sobie, że kiedy kopali pod starą sypialnią mamy, znaleźli wielki szkielet mężczyzny. Musiał być zamordowany, bo pochowano go w kawałkach w różnych miejscach. Nie dziwota, że przychodził cię straszyć, kiedy używałaś matki pokoje”- pisał do Daisy jej szwagier Fritz (Friedrich Hochberg).

Synowi Daisy wujek Fritz, który widział tego ducha wiele razy, opowiadał: „Janka interesowały śluby, pogrzeby, wszystko związane z rodziną”.

Nieszczęśnikowi urządzono pogrzeb. Ta część zamku, gdzie szkielet znaleziono, nie była dotykana od czasów reformacji. Przyjęto więc, że Janek był katolikiem i w tym obrządku go pochowano. Po pogrzebie zjawa przestała straszyć.

Szczególnie nawiedzany przez duchy był pokój łączący się z wieżą warowną, zbudowaną w XIII wieku. Goście mogli w nim przeżyć prawdziwe załamanie nerwowe. Niektórzy przyznawali, że budzili się zlani potem ze strachu, ale nic nie mogli zobaczyć. Inni twierdzili, że widzieli zjawę zbliżającą się do nich.

W pokoju tym zamieszkał kiedyś brat Daisy, George, w czasie swojej wizyty w Książu. „Jak tylko wszedłem do pokoju, w którym umieściła mnie siostra, wyczułem złowieszczą atmosferę – coś niewytłumaczalnego. W nocy obudziło mnie rytmiczne stukanie w okno: rat-a-tat-tat-tat-tat. Uznałem, że otwarła się okiennica, zapaliłem więc świecę (było to zanim wprowadzono elektryczność), otwarłem okno i stwierdziłem, że z okiennicą wszystko było w porządku. Wróciłem do łóżka i już prawie zasypiałem, kiedy stukanie się powtórzyło. Gdy zapaliłem świecę, wszystko się uspokoiło. Bertie Paget miał pokój niedaleko mnie. Przypomniałem sobie, że tam jest sofa i postanowiłem przespać się u niego. Wszystko było lepsze niż pozostanie w tym pokoju. Ponownie zapaliłem świecę, pozbierałem pościel i skiero­wałem się do wyjścia. Wtedy odezwało się stukanie do drzwi. Uciekłem.

Następnego ranka, kiedy nalegałem na zmianę pokoju, Daisy koniecznie chciała wiedzieć, dlaczego. Widząc błysk w jej oczach, zmusiłem ją do przyznania, że celowo umieściła mnie w rzadko używanym pokoju, w którym straszy – chciała sprawdzić, czy i ja coś odczuję. Powiedziałem jej, że to był kiepski żart”.

Sprawa wyjaśniła się podczas przebudowy zamku. Wówczas robotnicy przypadkowo odsłonili małą alkowę, a w niej zobaczyli zgarbiony szkielet. Nieszczęśnika pewnie zamurowano żywcem, bo w średniowieczu wierzono, że to sprawi, iż wieża będzie nie do zdobycia.

Trzeciego ducha często widywano na tarasach. Wiadomo o nim tylko tyle, że czasem doprowadzał psy do szaleństwa. Jego szkielet też znaleziono i pochowano.

     A czwarty prawdopodobnie ciągle się wędruje brzegami Pełcznicy, otaczającej zamkowe wzgórza. Według     legendy jest to duch myśliwego z psami, Strażnik Przyrody, który strzeże tego miejsca.

  Jak powiadali dawni mieszkańcy zamku i pobliskich okolic, w najstarszej, wzniesionej jeszcze przez księcia  Bolka części warowni, a niekiedy i w parku nad brzegami rzeki, pojawia się, zwykle gdy księżyc zdąża do pełni, zjawa niskiego (według innych potężnie zbudowanego) brodatego mężczyzny w zielonym myśliwskim stroju, noszonym w wiekach średnich. Odgłos jego kroków słyszała niejednokrotnie zamkowa służba, a niektórzy książęcy goście, zażywający w parku wieczornej przechadzki, spotykali go w alejach schodzących ku rzece.

Czasem widmowy myśliwy prowadził na smyczy jednego lub dwa psy nieznanej już dziś rasy. Jeśli usłyszycie stłumiony dźwięk myśliwskiego rogu będzie znaczyło, że Strażnik Przyrody czuwa.

Duchy krążące po Książu opisuje dokładnie Hansel, syn Daisy. On sam wprawdzie żadnego nie widział, ale uważa je za sensowne wytłumaczenie niektórych zdarzeń, dziejących się na zamku…

Inni opowiadają o Czarnej Damie, która pojawiała się dzień przed ważnymi, tragicznymi dla właścicieli zamku wydarzeniami. Hochbergowie nie mieszkają już w zamku, więc i dama przestała się pokazywać.

Jedynie duch księżnej Daisy podobno błąka się nocą po zamkowych komnatach. Niektórzy słyszeli jak Biała Dama brzęczy kluczami, inni stłumiony jej śpiew. Według internautów czeka aż ktoś znajdzie jej grób i pozwoli  jej duszy zaznać spokoju.

Kto przeniósł Daisy z Książa do Wałbrzycha

Kto przeniósł Daisy z Książa do Wałbrzycha

29 czerwca 1943 roku o godzinie 19.30 w domu przy Friedlanderstrasse 43 w Wałbrzychu zmarła księżna pszczyńska Maria Teresa Olivia von Pless, żona onegdaj jednego z najbogatszych magnatów śląskich. Dlaczego w Wałbrzychu, w willi pana von Pohla w parku zamku wałbrzyskiego (ulica ta została później przemianowana na ulicę Moniuszki, ale zachowano oryginalną, przedwojenną numerację budynków), a nie w którejś rezydencji książęcej?

W 1923 roku nastąpił rozwód książęcego stadła. Księżna Daisy, jak powszechnie nazywano małżonkę księcia von Pless, zachowała tytuł, ale jej miejsce pani na Książu i Pszczynie zajęła młodsza wybranka księcia Hansa Heinricha XV, hiszpańska arystokratka Clotilda de Silva y Gonzalez de Candamo.

Po rozwodzie Daisy zamieszkała we Francji, w willi Les Marguerites w La Napoule, a potem w rezydencji przy Ismaningerstrasse 95 w Monachium.

W 1935 roku księżna Daisy pojawiła się znowu w Książu. „Pisałam, że już nic niespodziewanego mi się nie przydarzy. A jednak! – tak kończy się ostatnia książka księżnej Daisy What I left unsaid. – Wracam do Książa, do domu, który nierozsądnie i niepotrzebnie opuściłam dwanaście lat temu, do miejsca, do którego należą moje dzieci. Chociaż staliśmy się sobie obcy, w końcu się spotkamy w ciszy i zrozumieniu”.

Był kwiecień 1935 roku, kiedy Daisy zamieszkała ponownie w Książu – jednak nie w zamku, lecz w oficynie budynku bramnego.

Po lewej stronie oficyna, w której mieszkała księżna Daisy. Pocztówka sprzed przebudowy zamku.

Utrzymanie rezydencji okazało się bardzo kosztowne. Z powodu kłopotów finansowych książę von Pless zmuszony był przerwać przebudowę rezydencji i otworzyć podwoje zamku dla szerokiego ruchu turystycznego. Zamiast gościć w zamku trzech cesarzy, musiał tolerować ciekawskich, którzy przychodzili oglądać apartamenty książęce i rozsiadali się w ogrodach.

„Pomyśleć, że zamek, który był naszym domem, jest teraz po prostu muzeum – dumała Daisy. Obcy ludzie chodzą po naszych pokojach, śmieją się, dotykają naszych prywatnych rzeczy. Tu, gdzie przeżywaliśmy tyle radości i smutków. Niewielu ludzi lubi zwiedzać muzeum, a jeszcze mniej mieszkać w nim…”.

Turyści zwiedzający Książ w 1939 r.

Postępowała degradacja rezydencji w Książu. Były mąż Daisy Hans Heinrich XV kazał wyprzedawać meble i srebro, a część wyposażenia wywieziono do Pszczyny. „Biedny stary Tommy (tak Daisy w dobrych małżeńskich czasach nazywała męża) – pisała księżna – nie powodzi mu się zbyt dobrze…”. Słynną stadninę wykupił rząd niemiecki, zlicytowano uzdrowisko Bad Salzbrunn (Szczawno).

Utrzymanie rodziny księcia i jego rezydencji w Książu przejęły prawie całkowicie dobra pszczyńskie. On sam w marcu 1936 r. opuścił Niemcy i osiadł z młodszymi synami na stałe w Pszczynie. Do kroku tego skłonił go nie tylko brak środków do życia w Niemczech i kontrolujący go wierzyciele, ale także wyraźna niechęć do nazizmu, ekscesów antyżydowskich oraz zamiar osobistego rozwiązania spraw majątkowych w Polsce.

W lutym 1937 roku wprowadzono zarząd przymusowy w Książu (na czele z Henrykiem XXXIV księciem von Reuss) z powodu fatalnego zarządzania majątkiem. Książę von Pless nie mógł wrócić do Niemiec.

Życie Daisy toczyło się w Książu spokojnie w otoczeniu przyjaznego grona życzliwych ludzi. Odwiedzali ją synowie i nieliczne już grono dawnych znajomych.

O jej wygody dbała Dolly (Dorothy Crowther) – drobna, sympatyczna Walijka, wcześniej pokojówka jej matki, później jej towarzyszka. Dwór księżnej Daisy był skromny: oprócz Dolly – pokojówka, pielęgniarka i kucharka.

 Księżna Daisy i Dolly

 Niewiele rozrywek dostępnych było skazanej przez paraliż na łóżko i wózek inwalidzki księżnej. Latem Dolly sadzała ją wygodnie na tarasie, czasem wybierały się na przejażdżkę samochodem. Towarzystwa dotrzymywał Daisy zabawny piesek Stern.

       

W powszechnej opinii panuje przekonanie, że władze niemieckie wyrzuciły księżnę Daisy z Książa w 1941 roku. Kto pierwszy wypuścił tę wiadomość, trudno teraz stwierdzić. Na wszystkich portalach, w artykułach i książkach czytamy taką informację. Nikt natomiast nie podaje jej źródła.  My także jej nie sprawdziłyśmy. „Pewnego wiosennego poranka, podobno z osobistego rozkazu Hitlera, księżnę pszczyńską zmuszono do opuszczenia zamku”, napisałyśmy w książce „Księżna Daisy. Pani na Książu i Pszczynie”, wyd. Kamilia.

  Zdjęcie współczesne willi w Wałbrzychu. Autor: Damian Mącznik

Życie garstki osób opiekujących się Daisy koncentrowało się na konieczności przeżycia i na codziennej krzątaninie. W sprawach gospodarstwa domowego pomagał Dolly Richard Knorn, zarządca dóbr w Książu (przedtem sekretarz starego księcia), który zajmował się też ich finansami.
Od niego też pochodzi wiadomość o przenosinach księżnej Daisy – z pewnością ostatniej osoby z rodziny Hochbergów, która mieszkała w Książu – do Wałbrzycha. Nie wiem, czy Richard Knorn jest wiarygodnym świadkiem, ale wedle jego relacji księżna Daisy zamieszkała w Wałbrzychu przy Friedlanderstrasse 43 tuż po wybuchu wojny. Tylko kiedy to było? Na początku wojny czy w 1941 roku? Niestety, nie znamy odpowiedzi na to pytanie.

Przeprowadzka miała nastąpić z inicjatywy najstarszego syna księżnej Hansa Heinricha XVII. Hansel, który od 1932 roku coraz więcej pomieszkiwał w Anglii, a do Niemiec przyjeżdżał głównie w interesach i by spotkać się z matką, podczas ostatniej wizyty na Śląsku wyznaczył wrocławskiego prawnika swym pełnomocnikiem i zapewnił matce wypłatę renty w wysokości RM 2500 oraz darmowe zakwaterowanie.

 „Uczyniono wszystko, by ta przeprowadzka była jak najmniej uciążliwa. Księżna Daisy otrzymywała należne dochody z Pszczyny, jak również dodatkowe pożywienie. Starano się zapewnić jej również rozrywkę” – zapewniał Knorn.

Pani Dorota Stempowska, wówczas mała dziewczynka mieszkająca z rodzicami na terenie Książa, była świadkiem tej przeprowadzki.Z kopalni nadjechał ambulans, do którego wniesiono na noszach księżnę Daisy. Okoliczni mieszkańcy zebrali się, aby urządzić księżnej skromne pożegnanie. Dzieci obdarowały ją kwiatami – nagietkami, które rosły na placu zamkowym”.

Nikt nie mówi, że przeprowadzka odbyła się pod przymusem. Również Daisy. W listach do syna dziękowała mu za dom, który jej stworzył „…bardzo lubię mój nowy dom, w którym mnie umieściłeś”.  Pisała: „Hansel darling, niczym się nie martw. Jesteśmy tu już półtora roku i wszystko jest perfekt, tak jak sobie życzyłeś. Jestem z ciebie dumna”. To potwierdza relację Knorna i równocześnie zaprzecza opiniom, że przenosiny odbyły się pod presją i bez zgody księżnej. Pisała ona też, że nie czują się z Dolly samotne mając swoje towarzystwo, że oczekują końca wojny i ponownego spotkania z Hanslem.

Jak wiemy, do tego spotkania nie doszło – Daisy nie doczekała końca wojny. Dzień po swoich siedemdziesiątych urodzinach przeniosła się do lepszego świata.