Tag Archives: Hochberg

Księżna Daisy w Kwaterze Głównej wojsk cesarskich w Pszczynie

„Wojna europejska z powodu morderstwa arcyksięcia? Nonsens!” – żachnął się ojciec księżnej Daisy of Pless, pułkownik Cornwallis-West, kiedy usłyszał, że 28 czerwca 1914 roku w Sarajewie serbski student Gawryło Princip dokonał zamachu na austriackiego następcę tronu. Jakże się mylił – wojna objęła nie tylko kontynent, ale cały świat.

Zamek w Pszczynie

Zamek w Pszczynie

W tej wojnie zamek w Pszczynie odegrał znaczącą rolę. Od jesieni 1914 roku do lutego 1917 roku (z krótkimi przerwami) w domu Daisy rezydował cesarz Wilhelm II. Książę Pless, pełniący funkcję oficera ordynacyjnego Wilhelma II, oddał zamek w Pszczynie i budynek Generalnej Dyrekcji Dóbr, zwany przez miejscowych Paleją (od Palais), na siedzibę Kwatery Głównej armii niemieckiej frontu wschodniego.

Ks. von Pless przed Kwaterą Główną w Pszczynie

Ks. von Pless przed Kwaterą Główną w Pszczynie

W Pszczynie kajzer wraz ze swoim sztabem podejmował ważne decyzje wojskowe i polityczne, tu prowadzono poufne rozmowy, mające zaważyć na porządku w Europie. Miejsce było dyskretne i jednocześnie dogodne dla sprzymierzeńców Niemiec: Austro-Węgier, Turcji i Bułgarii. Ponadto książę Pless – znakomity i hojny gospodarz – gwarantował odpowiednie przyjęcie gości, m.in. organizował dla nich polowania.

Cesarz Wilhelm II i jego oficer ordynacyjny ks. Hans Heinrich von Pless przed Bramą Wybrańców w Pszczynie

Cesarz Wilhelm II i jego oficer ordynacyjny         ks. Hans Heinrich von Pless przed Bramą Wybrańców w Pszczynie

Pewnie dlatego marszałek von Bülow tak po latach podsumował w Mémoires pobyt cesarza w Pszczynie: „W pszczyńskim zamku, urządzonym z azjatyckim przepychem, cesarz trwonił czas przez większą część wielkiej wojny, miast pokazać się walczącym na froncie”.

Zachwycony Hans Heinrich XV w listach do Daisy wymienił, jakie wspaniałe osobistości gościły w zamku, a więc cesarz austriacki Karol i arcyksiążę Fryderyk Habsburg, car bułgarski Ferdynand i następca tronu Borys, feldmarszałek Paul von Hindenburg, generalicja państw centralnych, premierzy i ministrowie.

sztab

W relacji ze spotkania w 1916 roku pisał: „Jesteśmy tutaj tak ściśnięci, że młodsi panowie muszą mieszkać w pociągu. Jest tu również cesarzowa, król bułgarski Ferdynand i następca tronu Borys, a dziś wieczorem przyjeżdża  Enver Pasza (turecki minister wojny). Nie wspominając już o tym, że ciągle tu przyjeżdżają wszyscy Austriacy z Cieszyna. Ledwie już trzymam się na nogach… Dziś wcześnie rano musiałem być z Bułgarami na ich mszy, a potem znowu o dziesiątej z naszą parą cesarską na nabożeństwie w kościele protestanckim. Następnie musiałem spacerować z królem bułgarskim po parku i rozmawiać z całą masą ludzi. Jutro rano muszę jechać z królem Ferdynandem do Żywca, gdyż chce odwiedzić arcyksięcia Karola Stefana Habsburga… Roboty mam po uszy”.

Mimo zapracowania książę Pless był zadowolony i czuł sie ważny: „…w ostatnich kilku tygodniach odwalono u nas w Pszczynie ładny kawał historii”.

Do zamku w Pszczynie zapraszani byli też bohaterowie wojenni, wśród nich Manfred baron von Richthofen, który miał na swoim koncie około 80 zestrzelonych samolotów. Z tej wizyty szczególnie zapadło mu w pamięci polowanie na żubra. (więcej o tym na blogu Barbary Borkowy www.daisypless.worpress.com. „Czerwony Baron i pszczyńskie żubry”).

A Daisy? Z chwilą wybuchu wojny stała się w Anglii podejrzaną Niemką, a w Niemczech obcą Engländerin. „Dla pruskiej opinii publicznej jesteś Angielką, – uświadamiał ją szwagier Fritz (Friedrich von Hochberg) – a obecnie Anglia jest gorsza niż wszyscy diabli razem wzięci”. „Siedź cicho! – radził – Nie ze strachu, ale z rozsądku. Prusacy poprą każdą akcję przeciwko Engländerin”- przestrzegał.

Daisy jednak zawsze była w centrum wydarzeń, a teraz o najważniejszych decyzjach miała się dowiadywać się od męża! Na domiar złego Daisy – księżna pszczyńska – nie miała wstępu do swojego domu w Pszczynie, bo tam zorganizowano tam Kwaterę Główną.

A jednak! W czerwcu 1915 roku Daisy otrzymała zaproszenie na dwugodzinną wizytę w Pszczynie. Miała zamiar odmówić, gdyż podróż z Książa i z powrotem zajmowała 14 godzin. „Przy całym szacunku, jaki żywię do cesarza, za bardzo się cenię i mam za dużo dumy, żeby uznać za honor pozwolenie na krótkie spotkanie z cesarzem” – zaprotestowała księżna. Otrzymała jednak „ładny” list od męża i pojechała, mając w głowie własny pomysł na tę wizytę. Nie zamierzała nocować w drodze powrotnej u Larischów w Solzie (Karvina w Czechach), skoro doprawdy najlepiej śpi się we własnym łóżku.

I oczywiście przeprowadziła wszystko po swojemu – zamiast dwóch, cesarz spędził na rozmowie z nią trzy godziny. Wilhelm skarżył się na artykuły, jakie zamieszczała na jego temat prasa angielska, a Daisy go uspakajała, że z listów matki wie, iż nie wszyscy w Anglii źle o nim myślą. „Gdybym mogła spędzić z nim trochę czasu sama, pocieszyłabym go. Jest taki smutny, bo czuje się zraniony przez kraj, który kocha – Anglię”. Tu Daisy mocno przesadziła!

Ku zdziwieniu męża nie był to koniec wizyty – za chwilę księżna dostała zaproszenie do apartamentów cesarza, który wręczył jej w prezencie urodzinowym małą broszkę. Daisy szybko się wycofała, jako że na stołach rozłożone były różne dokumenty, z pewnością bardzo poufne.

Po kolacji, którą zjadła w swoim pokoju, procesja gości przewinęła się przez jej bawialnię. „Wygląda na to – powiedziała – że tym razem kobieta ma jest mile widziana w Kwaterze Głównej”. Wszyscy się zgodzili z tym stwierdzeniem Daisy, a Daisy oczywiście spała tej nocy w swoim łóżku.

Następnego dnia mąż wyraził zdziwienie, jak jej się udało dostać zaproszenie do Pszczyny. „Przypomniałam cesarzowi obietnicę, którą złożył swej matce, że będzie dla mnie miły i zadba o mnie, gdy ludzie będą chcieli mnie skrzywdzić.  Po prostu napisałam do niego, że chcę przyjechać do Pszczyny”. A cesarz dotrzymał przyrzeczenia.

To nie był koniec pobytu księżnej w Pszczynie. Następnego dnia, w towarzystwie cesarskiego lekarza, pojechała do miejscowego szpitala, a później znowu rozmawiała z cesarzem i usłyszała komplement: „Sądzę, że dzisiaj skończyła pani 29 lat, a przynajmniej na tyle pani wygląda”. Miała 42 lata.

Daisy z mężem. 1915 r.

Daisy z mężem. Pszczyna 1915 r.

Daisy nie byłaby sobą, gdyby nie rozpowszechniła tej wiadomości. Niech wszyscy się dowiedzą, że nie wypadła z łask cesarza. Jej wrogowie byli wściekli, że została dopuszczona do „świętej” Kwatery Głównej, a przyjaciele się cieszyli – również dlatego, że mogli usłyszeć najnowsze wieści.

„To zabawne być zaproszonym do własnego domu – skomentował tę wizytę drugi syn cesarza Eithel Fritz. – Niemniej miło, że mogła pani wszystko zobaczyć i spotkać cesarza”.

Jeszcze dwa razy wzywano Daisy do Pszczyny. W lipcu 1915 roku jej mąż miał operację wyrostka robaczkowego. W podróży towarzyszył Daisy szwagier Fritz i ku ich zdziwieniu otwarto dla nich na stacji w Pszczynie pokój książęcy. „Opanowałam uśmiech, gdyż na tego rodzaju przesadną etykietę w czasie wojny nie byłam przygotowana… W imieniu Kwatery Głównej witał mnie generał von Plessen”. Oczywiście wiele razy rozmawiała z cesarzem, zabawiała też rozmową i panów ze sztabu. W dniu jej wyjazdu padał deszcz, co Daisy skomentowała w wysłanym telegramie. W odpowiedzi napisano: „Pszczyna płacze z powodu Pani wyjazdu. Mamy nadzieję, że Słoneczna Wysokość wkrótce powróci…”

Kolejny raz Daisy została wezwana do Pszczyny w sierpniu, by pełnić honory pani domu z okazji przyjazdu cesarzowej Wiktorii Augusty. Wówczas problemem numer jeden był brak długiej sukni. „Zostałam wezwana nagle i nie miałam czasu na pakowanie wytwornych toalet. A nawet gdybym je tu miała, to i tak bym ich nie założyła, gdyż na wsi nie noszę długich sukien” – tłumaczyła się Daisy. Obecni przy wymianie zdań panowie ze sztabu zaproponowali poratowanie sytuacji przez włożenie długich rękawiczek. „Wydało mi się to potwornie głupie, że w czasie wojny, w Kwaterze Głównej i przy takiej nic nieznaczącej okazji tyle było gadania na temat damskich toalet…”.

Cesarz i cesarzowa

Cesarz i cesarzowa

Nadal obowiązywały też wymogi etykiety, o czym księżna przekonała się w niedzielę w kościele. Marszałek dworu baron Reischach odsunął krzesło księżnej do tyłu, aby nie siedziała w jednym rzędzie z parą cesarską. „O, nie! – zbuntowała się Daisy – na moim miejscu, w moim kościele, będę siedziała obok cesarskiej pary, nie za nimi”. I… przysunęła krzesło z powrotem.

Cesarz, cesarzowa, ks. Pless w Pszczynie

W lipcu 1916 roku odbył się zjazd w Pszczynie. Cesarz Wilhelm, szef sztabu głównego marszałek Paul von Hindenburg oraz szef sztabu na front wschodni generał Erich Ludendorff i inni oficerowie ze sztabu spotkali się z bułgarskim następcą tronu, z głównodowodzącym jego wojsk oraz arcyksięciem Fryderykiem (austriacki głównodowodzący).

„W czasie kolacji, która była najbardziej historyczną kolacją, jaką kiedykolwiek spożywano w Pszczynie, usprawiedliwiano nieobecność generała Falkenhayna bólem zębów” – relacjonował żonie książę Pless.

Prawda była taka, że Falkenhayn był w niełasce po klęsce wojsk niemieckich pod Verdun. Wkrótce zastąpili go generałowie: Paul von Hindenburg i Erich Ludendorf. Obaj odgrywali wiodącą rolę w państwie, wywierali duży wpływ na polityczne i wojskowe decyzje cesarza oraz rządu. Ludendorff był orędownikiem wojny totalnej, występował na rzecz prowadzenia nieograniczonej wojny podwodnej. Za to miał być po zakończeniu wojny sądzony, ale zbiegł so Szwecji.

Przy tym stole w gabinecie cesarza w zamku pszczyńskim podejmowano ważne decyzje

Przy tym stole w gabinecie cesarza w zamku pszczyńskim podejmowano ważne decyzje

W styczniu 1917 roku wysłano z Pszczyny depeszę ówczesnego ministra spraw zagranicznych Arthura Zimmermanna. Jej ujawnienie, po przechwyceniu przez Brytyjczyków, spowodowało przyłączenie się Stanów Zjednoczonych do wojny po stronie Ententy. Więcej na ten temat można przeczytać w książce amerykańskiej pisarki Barbary Tuchman „Telegram Zimmermanna”.

Księżna Daisy pisze w pamiętnikach, że wszystko związane z Kwaterą Główną było objęte ścisłą tajemnicą. A tymczasem ona o najważniejszych decyzjach dowiadywała się od męża. Hans Heinrich szczegółowo ją o wszystkim informował, wymieniając nazwiska gości i podając rezultaty negocjacji, choć w opinii publicznej Daisy była angielskim szpiegiem!

Umiejscowienie Kwatery Głównej w Pszczynie wywierało też wpływ na życie mieszkańców miasta. Jak pisał Ludwik Musioł: „tysiące kabli z całej Europy oplatało swą siecią miasto. Szosy dojazdowe przepełnione były różnego rodzaju powozami. Było na co patrzeć i był to dla obywateli Pszczyny niezły zarobek”.

Niemieckie gazety nadały Pszczynie miano „Małego Berlina”.

Postscriptum

Nie ulega wątpliwości, że rodzina książęca z Pszczyny była zafascynowana cesarzem i dumna z wyboru swojego zamku na Kwaterę Główną wojsk niemieckich. Zrozumiałe jest również zadowolenie ówczesnych mieszkańców Pszczyny z pobytu dostojnych gości w ich mieście. Wątpliwości budzi natomiast współczesne popularyzowanie osoby cesarza i jego głównych sztabowców, a tak zrobiono w Muzeum Zamkowym w Pszczynie w maju 2012 roku podczas Nocy Muzeów. W programie wieczoru były m.in. „spotkania z dawnymi mieszkańcami zamku: księżną Daisy i jej dziećmi, „starym księciem” Hansem Heinrichem XI oraz cesarzem Wilhelmem II i towarzyszącymi mu generałami”.

Czy ktoś sobie wyobraża spotkanie z wielkim księciem Konstantym Pawłowiczem w Belwederze lub zwiedzanie Wawelu czy też Łazienek z generalnym gubernatorem Hansem Frankiem?

Czy przewodnicy powiedzieli gościom, zwiedzającym pszczyński zamek, że w wielkiej wojnie życie straciło ponad 8 mln żołnierzy, a razem z cywilami straty w ludności wyniosły około 12 mln osób i że odpowiedzialny za wybuch wojny był właśnie cesarz Wilhelm? Przecież on i jego generałowie postanowieniem traktatu wersalskiego mieli stanąć przed sądem za czyny przeciw prawu i zwyczajom wojennym. Na ekstradycję byłego cesarza, który w 1918 roku zbiegł do Holandii, nie zgodził się jednak tamtejszy rząd, a pozostali oskarżeni też uniknęli kary.

Zdjęcia pochodzą ze zbiorów autorki.

Reklamy

Duchy w Książu

Duchy w Książu

Wszystkie stare zamczyska nawiedzają duchy.

Nie inaczej było w Książu – dwie zjawy pojawiały się w zamku i dwie na tarasach. Księżnej Daisy szczególnie dał się we znaki garbaty Janek, który straszył w jej sypialni, próbując nad ranem rozpalać ogień w kominku. Pierwszy raz, kiedy męża nie było w domu, obudził Daisy hałas czyniony przez jakąś postać, starającą się rozniecić ogień. Upuszczała ona pogrzebacz, szczypce, ale kominek pozostał nierozpalony.

Działo się to krótko po ślubie Daisy i Hansa. Księżna nie umiała jeszcze wtedy mówić po niemiecku, więc się nie odzywała.Po powrocie do zamku książę Hans Heinrich XV próbował ustalić, kto zakłócił poranek jego małżonce, ale nikt ze służby się nie przyznał. Kiedy to samo powtórzyło się jeszcze dwukrotnie, przerażona księżna przeniosła się do nowej sypialni, a w dawnej urządziła pokój gościnny.

W trakcie późniejszej przebudowy odkryto, kto straszył Daisy w Książu. „Wyobraź sobie, że kiedy kopali pod starą sypialnią mamy, znaleźli wielki szkielet mężczyzny. Musiał być zamordowany, bo pochowano go w kawałkach w różnych miejscach. Nie dziwota, że przychodził cię straszyć, kiedy używałaś matki pokoje”- pisał do Daisy jej szwagier Fritz (Friedrich Hochberg).

Synowi Daisy wujek Fritz, który widział tego ducha wiele razy, opowiadał: „Janka interesowały śluby, pogrzeby, wszystko związane z rodziną”.

Nieszczęśnikowi urządzono pogrzeb. Ta część zamku, gdzie szkielet znaleziono, nie była dotykana od czasów reformacji. Przyjęto więc, że Janek był katolikiem i w tym obrządku go pochowano. Po pogrzebie zjawa przestała straszyć.

Szczególnie nawiedzany przez duchy był pokój łączący się z wieżą warowną, zbudowaną w XIII wieku. Goście mogli w nim przeżyć prawdziwe załamanie nerwowe. Niektórzy przyznawali, że budzili się zlani potem ze strachu, ale nic nie mogli zobaczyć. Inni twierdzili, że widzieli zjawę zbliżającą się do nich.

W pokoju tym zamieszkał kiedyś brat Daisy, George, w czasie swojej wizyty w Książu. „Jak tylko wszedłem do pokoju, w którym umieściła mnie siostra, wyczułem złowieszczą atmosferę – coś niewytłumaczalnego. W nocy obudziło mnie rytmiczne stukanie w okno: rat-a-tat-tat-tat-tat. Uznałem, że otwarła się okiennica, zapaliłem więc świecę (było to zanim wprowadzono elektryczność), otwarłem okno i stwierdziłem, że z okiennicą wszystko było w porządku. Wróciłem do łóżka i już prawie zasypiałem, kiedy stukanie się powtórzyło. Gdy zapaliłem świecę, wszystko się uspokoiło. Bertie Paget miał pokój niedaleko mnie. Przypomniałem sobie, że tam jest sofa i postanowiłem przespać się u niego. Wszystko było lepsze niż pozostanie w tym pokoju. Ponownie zapaliłem świecę, pozbierałem pościel i skiero­wałem się do wyjścia. Wtedy odezwało się stukanie do drzwi. Uciekłem.

Następnego ranka, kiedy nalegałem na zmianę pokoju, Daisy koniecznie chciała wiedzieć, dlaczego. Widząc błysk w jej oczach, zmusiłem ją do przyznania, że celowo umieściła mnie w rzadko używanym pokoju, w którym straszy – chciała sprawdzić, czy i ja coś odczuję. Powiedziałem jej, że to był kiepski żart”.

Sprawa wyjaśniła się podczas przebudowy zamku. Wówczas robotnicy przypadkowo odsłonili małą alkowę, a w niej zobaczyli zgarbiony szkielet. Nieszczęśnika pewnie zamurowano żywcem, bo w średniowieczu wierzono, że to sprawi, iż wieża będzie nie do zdobycia.

Trzeciego ducha często widywano na tarasach. Wiadomo o nim tylko tyle, że czasem doprowadzał psy do szaleństwa. Jego szkielet też znaleziono i pochowano.

     A czwarty prawdopodobnie ciągle się wędruje brzegami Pełcznicy, otaczającej zamkowe wzgórza. Według     legendy jest to duch myśliwego z psami, Strażnik Przyrody, który strzeże tego miejsca.

  Jak powiadali dawni mieszkańcy zamku i pobliskich okolic, w najstarszej, wzniesionej jeszcze przez księcia  Bolka części warowni, a niekiedy i w parku nad brzegami rzeki, pojawia się, zwykle gdy księżyc zdąża do pełni, zjawa niskiego (według innych potężnie zbudowanego) brodatego mężczyzny w zielonym myśliwskim stroju, noszonym w wiekach średnich. Odgłos jego kroków słyszała niejednokrotnie zamkowa służba, a niektórzy książęcy goście, zażywający w parku wieczornej przechadzki, spotykali go w alejach schodzących ku rzece.

Czasem widmowy myśliwy prowadził na smyczy jednego lub dwa psy nieznanej już dziś rasy. Jeśli usłyszycie stłumiony dźwięk myśliwskiego rogu będzie znaczyło, że Strażnik Przyrody czuwa.

Duchy krążące po Książu opisuje dokładnie Hansel, syn Daisy. On sam wprawdzie żadnego nie widział, ale uważa je za sensowne wytłumaczenie niektórych zdarzeń, dziejących się na zamku…

Inni opowiadają o Czarnej Damie, która pojawiała się dzień przed ważnymi, tragicznymi dla właścicieli zamku wydarzeniami. Hochbergowie nie mieszkają już w zamku, więc i dama przestała się pokazywać.

Jedynie duch księżnej Daisy podobno błąka się nocą po zamkowych komnatach. Niektórzy słyszeli jak Biała Dama brzęczy kluczami, inni stłumiony jej śpiew. Według internautów czeka aż ktoś znajdzie jej grób i pozwoli  jej duszy zaznać spokoju.

Kto przeniósł Daisy z Książa do Wałbrzycha

Kto przeniósł Daisy z Książa do Wałbrzycha

29 czerwca 1943 roku o godzinie 19.30 w domu przy Friedlanderstrasse 43 w Wałbrzychu zmarła księżna pszczyńska Maria Teresa Olivia von Pless, żona onegdaj jednego z najbogatszych magnatów śląskich. Dlaczego w Wałbrzychu, w willi pana von Pohla w parku zamku wałbrzyskiego (ulica ta została później przemianowana na ulicę Moniuszki, ale zachowano oryginalną, przedwojenną numerację budynków), a nie w którejś rezydencji książęcej?

W 1923 roku nastąpił rozwód książęcego stadła. Księżna Daisy, jak powszechnie nazywano małżonkę księcia von Pless, zachowała tytuł, ale jej miejsce pani na Książu i Pszczynie zajęła młodsza wybranka księcia Hansa Heinricha XV, hiszpańska arystokratka Clotilda de Silva y Gonzalez de Candamo.

Po rozwodzie Daisy zamieszkała we Francji, w willi Les Marguerites w La Napoule, a potem w rezydencji przy Ismaningerstrasse 95 w Monachium.

W 1935 roku księżna Daisy pojawiła się znowu w Książu. „Pisałam, że już nic niespodziewanego mi się nie przydarzy. A jednak! – tak kończy się ostatnia książka księżnej Daisy What I left unsaid. – Wracam do Książa, do domu, który nierozsądnie i niepotrzebnie opuściłam dwanaście lat temu, do miejsca, do którego należą moje dzieci. Chociaż staliśmy się sobie obcy, w końcu się spotkamy w ciszy i zrozumieniu”.

Był kwiecień 1935 roku, kiedy Daisy zamieszkała ponownie w Książu – jednak nie w zamku, lecz w oficynie budynku bramnego.

Po lewej stronie oficyna, w której mieszkała księżna Daisy. Pocztówka sprzed przebudowy zamku.

Utrzymanie rezydencji okazało się bardzo kosztowne. Z powodu kłopotów finansowych książę von Pless zmuszony był przerwać przebudowę rezydencji i otworzyć podwoje zamku dla szerokiego ruchu turystycznego. Zamiast gościć w zamku trzech cesarzy, musiał tolerować ciekawskich, którzy przychodzili oglądać apartamenty książęce i rozsiadali się w ogrodach.

„Pomyśleć, że zamek, który był naszym domem, jest teraz po prostu muzeum – dumała Daisy. Obcy ludzie chodzą po naszych pokojach, śmieją się, dotykają naszych prywatnych rzeczy. Tu, gdzie przeżywaliśmy tyle radości i smutków. Niewielu ludzi lubi zwiedzać muzeum, a jeszcze mniej mieszkać w nim…”.

Turyści zwiedzający Książ w 1939 r.

Postępowała degradacja rezydencji w Książu. Były mąż Daisy Hans Heinrich XV kazał wyprzedawać meble i srebro, a część wyposażenia wywieziono do Pszczyny. „Biedny stary Tommy (tak Daisy w dobrych małżeńskich czasach nazywała męża) – pisała księżna – nie powodzi mu się zbyt dobrze…”. Słynną stadninę wykupił rząd niemiecki, zlicytowano uzdrowisko Bad Salzbrunn (Szczawno).

Utrzymanie rodziny księcia i jego rezydencji w Książu przejęły prawie całkowicie dobra pszczyńskie. On sam w marcu 1936 r. opuścił Niemcy i osiadł z młodszymi synami na stałe w Pszczynie. Do kroku tego skłonił go nie tylko brak środków do życia w Niemczech i kontrolujący go wierzyciele, ale także wyraźna niechęć do nazizmu, ekscesów antyżydowskich oraz zamiar osobistego rozwiązania spraw majątkowych w Polsce.

W lutym 1937 roku wprowadzono zarząd przymusowy w Książu (na czele z Henrykiem XXXIV księciem von Reuss) z powodu fatalnego zarządzania majątkiem. Książę von Pless nie mógł wrócić do Niemiec.

Życie Daisy toczyło się w Książu spokojnie w otoczeniu przyjaznego grona życzliwych ludzi. Odwiedzali ją synowie i nieliczne już grono dawnych znajomych.

O jej wygody dbała Dolly (Dorothy Crowther) – drobna, sympatyczna Walijka, wcześniej pokojówka jej matki, później jej towarzyszka. Dwór księżnej Daisy był skromny: oprócz Dolly – pokojówka, pielęgniarka i kucharka.

 Księżna Daisy i Dolly

 Niewiele rozrywek dostępnych było skazanej przez paraliż na łóżko i wózek inwalidzki księżnej. Latem Dolly sadzała ją wygodnie na tarasie, czasem wybierały się na przejażdżkę samochodem. Towarzystwa dotrzymywał Daisy zabawny piesek Stern.

       

W powszechnej opinii panuje przekonanie, że władze niemieckie wyrzuciły księżnę Daisy z Książa w 1941 roku. Kto pierwszy wypuścił tę wiadomość, trudno teraz stwierdzić. Na wszystkich portalach, w artykułach i książkach czytamy taką informację. Nikt natomiast nie podaje jej źródła.  My także jej nie sprawdziłyśmy. „Pewnego wiosennego poranka, podobno z osobistego rozkazu Hitlera, księżnę pszczyńską zmuszono do opuszczenia zamku”, napisałyśmy w książce „Księżna Daisy. Pani na Książu i Pszczynie”, wyd. Kamilia.

  Zdjęcie współczesne willi w Wałbrzychu. Autor: Damian Mącznik

Życie garstki osób opiekujących się Daisy koncentrowało się na konieczności przeżycia i na codziennej krzątaninie. W sprawach gospodarstwa domowego pomagał Dolly Richard Knorn, zarządca dóbr w Książu (przedtem sekretarz starego księcia), który zajmował się też ich finansami.
Od niego też pochodzi wiadomość o przenosinach księżnej Daisy – z pewnością ostatniej osoby z rodziny Hochbergów, która mieszkała w Książu – do Wałbrzycha. Nie wiem, czy Richard Knorn jest wiarygodnym świadkiem, ale wedle jego relacji księżna Daisy zamieszkała w Wałbrzychu przy Friedlanderstrasse 43 tuż po wybuchu wojny. Tylko kiedy to było? Na początku wojny czy w 1941 roku? Niestety, nie znamy odpowiedzi na to pytanie.

Przeprowadzka miała nastąpić z inicjatywy najstarszego syna księżnej Hansa Heinricha XVII. Hansel, który od 1932 roku coraz więcej pomieszkiwał w Anglii, a do Niemiec przyjeżdżał głównie w interesach i by spotkać się z matką, podczas ostatniej wizyty na Śląsku wyznaczył wrocławskiego prawnika swym pełnomocnikiem i zapewnił matce wypłatę renty w wysokości RM 2500 oraz darmowe zakwaterowanie.

 „Uczyniono wszystko, by ta przeprowadzka była jak najmniej uciążliwa. Księżna Daisy otrzymywała należne dochody z Pszczyny, jak również dodatkowe pożywienie. Starano się zapewnić jej również rozrywkę” – zapewniał Knorn.

Pani Dorota Stempowska, wówczas mała dziewczynka mieszkająca z rodzicami na terenie Książa, była świadkiem tej przeprowadzki.Z kopalni nadjechał ambulans, do którego wniesiono na noszach księżnę Daisy. Okoliczni mieszkańcy zebrali się, aby urządzić księżnej skromne pożegnanie. Dzieci obdarowały ją kwiatami – nagietkami, które rosły na placu zamkowym”.

Nikt nie mówi, że przeprowadzka odbyła się pod przymusem. Również Daisy. W listach do syna dziękowała mu za dom, który jej stworzył „…bardzo lubię mój nowy dom, w którym mnie umieściłeś”.  Pisała: „Hansel darling, niczym się nie martw. Jesteśmy tu już półtora roku i wszystko jest perfekt, tak jak sobie życzyłeś. Jestem z ciebie dumna”. To potwierdza relację Knorna i równocześnie zaprzecza opiniom, że przenosiny odbyły się pod presją i bez zgody księżnej. Pisała ona też, że nie czują się z Dolly samotne mając swoje towarzystwo, że oczekują końca wojny i ponownego spotkania z Hanslem.

Jak wiemy, do tego spotkania nie doszło – Daisy nie doczekała końca wojny. Dzień po swoich siedemdziesiątych urodzinach przeniosła się do lepszego świata.

Alte Burg Fürstenstein – Stary Książ

Alte Burg Fürstenstein – Stary Książ

Działo się to w czasach, gdy oświeconą i racjonalną Europę zaczęły opanowywać  uczucia. Nadchodził romantyzm. Francja ośmieliła się zgilotynować swego namaszczonego przez Boga władcę, a młodzi popełniali samobójstwa po lekturze „Cierpień młodego Wertera”.

Moda na romantyzm udzieliła się również kolejnemu właścicielowi Książa,  Hansowi Heinrichowi VI von Hochberg.

Nowe ruiny

W epoce, w której uczuciowi młodzieńcy dumali na ruinach dawnych zamczysk o swej ukochanej bądź rycerskich przodkach, władca Książa postanowił wybudować na stromym urwisku, na lewym brzegu Pełcznicy w odległości około 800 m od Książa romantyczne ruiny, nazwane Stary Książ (Alte Burg Fürstenstein).  Sztuczne ruiny powstawały od 1794 do 1797 roku w miejscu, w którym prawdopodobnie istniał średniowieczny warowny zamek piastowskiego księcia Bolka I.

Według Carla Weigelta, Reichsgraf Hans Heinrich VI von Hochberg kazał odbudować ruiny zamku „Vorstinburg”, aby „osobliwie i uroczyście urządzić pobyt pary królewskiej króla Prus Fryderyka Wilhelma III i królowej Luizy w Książu”.

Dyrektor budowy romantycznego zamczyska, którym mianowano Christiana Wilhelma Tischbeina, dysponował starymi rysunkami, które posłużyły do odbudowy warowni. Wprowadził również stylizację na modne wówczas ruiny gotyckich zamków. „Przywrócono do użytku fosę, most i bramy zamku, na starych resztkach muru wybudowano całkiem nowy budynek z salą rycerską, komnatami, kaplicą, główną wieżą zamku i wszystkim, co do średniowiecznego zamku należało”.

Do warowni dochodziło się drewnianym mostem zwisającym nad urwiskiem, dalej szło się przez bramę z dwiema wieżyczkami prowadzącą na dziedziniec. W pomieszczeniach zamku urządzono kilka sal, m.in. salę reprezentacyjna, sądową i sypialnie. Pod kaplicą połączoną z głównym budynkiem krużgankami znajdował się loch, pochodzący jeszcze ze średniowiecznej warowni. Podczas rozbudowy użyto wielu oryginalnych elementów renesansowych i barokowych, pochodzących z innych zrujnowanych budowli. We wnętrzach umieszczono galerię obrazów, cenne zbiory broni i meble przeniesione z Książa. Budziły one powszechne zainteresowanie, a nawet zachwyt osób odwiedzających zamek.

Na połaci lasu przed mostem zwodzonym Tischbein założył plac turniejowy, tor „kłucia”, a wokół niego siedmiopoziomowy amfiteatr i trybuny dla kilku tysięcy ludzi, które już wkrótce miały się stać miejscem niezwykłych widowisk – odbudowany zamek służył bowiem właścicielom Książa do przyjmowania znamienitych gości i organizowania przyjęć oraz zabaw.

Z zamkowych tarasów do Starego Zamku prowadził system romantycznych kładek i mostków, co znacznie ułatwiało komunikację między dwoma należącymi do Hochbergów obiektami.

Królewski turniej

Jak już wspomniałam wcześniej, pierwszymi gośćmi owej rozmyślnej ruiny był król Fryderyk Wilhelm III i królowa Luiza.  Z okazji ich pobytu w Książu 19 sierpnia 1800 roku urządzono słynny w całej Europie turniej rycerski. Na dziedzińcu zamkowym para królewska spotkała się z kwiatem arystokracji śląskiej.

Popisy rycerzy w strojach rycerskich z XIV wieku oglądało około 1000 osób, wśród których był John Quincy Adams, poseł amerykański przy dworze królewskim w Berlinie, późniejszy prezydent USA. Przy dźwiękach fanfar królowa obdarowała zwycięzców złotymi i srebrnymi medalami z wizerunkami pary królewskiej.

Rycerskie widowisko uwieńczone zostało balem maskowym.

„… za wstępem 10 fenigów”

W połowie XIX wieku stary zamek przekształcił się w obiekt turystyczny. Na parterze znajdowała się restauracja, kuchnia i sale noclegowe, a latem ustawiano na dziedzińcu stoły. Gospoda stylizowana na wiejską, słynna była ze smacznej maślanki i doskonałego świeżego chleba. Przez Stary Książ przechodziła zagospodarowana trasa turystyczna ze Świebodzic do Szczawna Zdroju, a  po drodze znajdowały się punkty widokowe z granitowymi ławami i kilka gospód. Był to bowiem czas, kiedy coraz popularniejsze stawały się miejscowe uzdrowiska, a dzięki rozwojowi kolei żelaznych okolice te stały się popularnym miejscem górskich wycieczek. Przez długi czas Stary Książ pełnił więc na tym turystycznym szlaku rolę muzeum, którego wnętrza były wyjątkowo bogato wyposażone, a oprowadzał po nich – początkowo za napiwek, a potem za niewielką opłatą – kasztelan, o czym możemy przeczytać w starych przewodnikach (Griebens Reiseführer Band 18, Das Riesengebirge 1913-1914, Berlin Albert Goldschmidt, s. 26):

Książ i okolica godne zwiedzania. W leśnym wąwozie ponad koroną drzew można zobaczyć blanki i wieżyczki zamku warownego na wysokości 406 m n.p.m., 80 m nad ziemią. Budowla przypomina dawno miniony czas, choć została wybudowana dopiero w 1797 r. przez hrabiego Hansa Heinricha VI von Hochberga, w miejscu, gdzie prawdopodobnie przedtem stał kasztel (gród warowny). Przodkowie księcia Pless zakupili Książ w 1509 r. i zamieszkali w nowym zamku.
19 VIII 1800 na placu turniejowym przed zamkiem odbył się turniej śląskiej
szlachty przed królem Fryderykiem Wilhelmem III i królową Luisą. Używane
wówczas uzbrojenie i flagi można jeszcze dzisiaj tutaj zobaczyć
.”

Dalej w przewodniku znajdujemy zwięzły, wręcz telegraficzny opis tego, co  można w zamku ujrzeć  oraz ile to jest warte:

Przekracza się most zwodzony i wchodzi na plac zamkowy. Godne obejrzenia
wnętrza, oprowadzanie za wstępem 10 fenigów. Znajdują się tu portrety rodziny Hochberg, Stolberg i Bibran, w przedsionku stara broń, zbroje, w pokoju kredensowym liczne puchary. Wszystko jest oryginalne, nie są to żadne repliki. Żyrandol z rogów jeleni, kosztowna chińska porcelana, łóżko polowe Fryderyka Wielkiego, wystrzelona z łuku w sufit przez Baszkira w 1813 roku strzała.

Godny obejrzenia jest w kaplicy obraz ołtarzowy von Tischbeina (św.
Anna naucza swojego wnuka Jezusa). Z wieży roztacza się piękny widok.
Wracamy na teren parku (na ziemię Książ), idąc wzdłuż rzeczki Hellebach
(nazwanej później Polsnitz od wsi Polsnitz /dzisiejsza Pełcznica/) po pół godzinie dochodzimy do wyjścia, gdzie przedtem stała gospoda pod 800-letnim cisem. Stąd prowadzi szeroka aleja do góry, obok ogrodnictwa, do nowego zamku (392 m) w parku. Imponująca budowla pięciopiętrowa, jest teraz w trakcie rozbudowy. Wejście tylko w czasie nieobecności obecnie mieszkającego tu księcia von Pless, za specjalną zgodą radcy stanu Keindorffa w zamku Wałbrzych.

Portier mieszka w budynku bramnym z dwoma wieżami zwanym „Baracke.
Od zamku rozciąga się zadbany park z licznymi interesującymi punktami widokowymi: Riesengrab, Luisen i Charlottenplatz, gdzie
–zwiedzanie jest dozwolone. Niskie kamienie z opisami wskazują kierunek zwiedzania„.

Jak widać, przewodnik daje też wiele praktycznych wskazówek zwiedzającym, aby nie błąkali się bez celu po romantycznych ruinach i ich okolicach oraz aby zachwycili się tym, czy się należało zachwycić.

Kieszonkowe od księcia

Rodzina książęca również robiła wycieczki do starego zamku. Najmłodsza córka księcia Hansa Heinricha XI, Anna von Hochberg, wspomina:

„Co roku odbywaliśmy spacer do starego zamczyska. A po drodze zawsze kupowaliśmy i zajadali miętowe ciastka w małych, powleczonych na czerwono drewnianych pudełkach, co w czasie upału przynosiło ulgę… W starym zamku najpierw zawsze robiliśmy obchód, obejrzeliśmy wszystko, a na koniec w wieży częstowano nas czekoladą i ciastem. Drobne upominki z wycieczki odgrywały również ważną rolę. W związku z tym otrzymywaliśmy trochę pieniędzy na ich zakup”.

Anna nie wspomina, ile ona i jej brat Wilusch dostawali pieniędzy na swoje przyjemności. Wiadomo jednak, że w Szczawnie ojciec, książę Hans Heinrich XI von Hochberg, dawał im po 3 marki na zakupy…

Do dziś ze Starego Książa pozostały jedynie ruiny ruin – pod koniec II wojny światowej Stary Książ został spalony, a kolejne dziesięciolecia tylko dopełniły zniszczeń.

Czy Daisy mogła pomóc więźniom?

Stanisław Michalik w artykule „O księżniczce, która ośmieliła się być piękną i mądrą” pisał: „Pod koniec wojny, zgodnie ze swoim antywojennym nastawieniem starała się pomagać więźniom obozu koncentracyjnego Gross-Rosen dostarczając im paczki żywnościowe.”

Wzruszająca, ale mało prawdopodobna jest ta opowieść o pomocy księżnej Daisy udzielanej więźniom obozu koncentracyjnego Gross-Rosen, pracującym przy przebudowie Książa.

W 1941 roku zamek Książ, znany niegdyś jako „perła Śląska”, był  zadłużony na 7,8 miliona marek i został skonfiskowany przez władze niemieckie ze względu na zdradę ojczyzny (pan na Książu, Hans Heinrich XVII, wyjechał do Anglii, do kraju wroga). Odpowiedzialny za te działania był sekretarz stanu Meissner.

Posiadłość książąt Pless została podporządkowana Gauleiterowi (naczelnik okręgu wg NSDAP) Karlowi Hanke, ale później została przydzielona dyrekcji Kolei Państwowej z Wrocławia. Po burzliwym konflikcie z sekretarzem stanu i organizacją Todt dyrekcja kolei musiała wkrótce opuścić swe biura.

W 1943 roku pojawiła się w zamku paramilitarna organizacja Todt z tysiącem ludzi, ponieważ nieruchomość miała być przebudowana na rezydencję Adolfa Hitlera. Prawie wszyscy wcześniejsi mieszkańcy zostali wysiedleni. Ingerencje w substancję budowlaną zamku były głębokie. Nowe meble, ponad 300 sypialni i całe wyposażenie zamku Bellevue z Berlina magazynowano tu do momentu zakończenia prac budowlanych w Salzbrunn (Szczawno Zdrój). Jednocześnie pod zamkiem budowano system podziemnych korytarzy, a na placu zamkowym wydrążono szyb (6 m średnicy, 50 m głęboki). Liczba jeńców i pracowników zatrudnionych przy budowie  wzrosła do 2000, potem doszło do nich kolejnych 1000 osób.

W drążonych w skale podziemiach pracowali i umierali więźniowie z obozu koncentracyjnego (KZ) Gross-Rosen oraz należącego do niego obozu zewnętrznego (AL) Riese  (kryptonim największego projektu górniczo-budowlanego hitlerowskich Niemiec, trwającego w Górach Sowich oraz na zamku Książ i pod nim w latach 19431945). Na czas trwania prac wielu z nich zostało internowanych do obozu, którego resztki można znaleźć w okolicy dzisiejszego parkingu przed murami zamku. O nieludzkim traktowaniu więźniów napisał Günther Grundmann (Erlebter Jahre Widerschein. Bergstadtverlag Wilhelm Gottl. Korn, München 1972 [tlw. Autobiografie, sonst Bericht von Schlösserbesuchen während der Zeit als niederschles. Provinzialkonservator].

Czy Daisy była w stanie przyjść z pomocą więźniom?

Raczej nie. Sparaliżowana księżna poruszała się wyłącznie na wózku inwalidzkim, sama potrzebowała pomocy na każdym kroku. To jej opiekunka Dolly musiałaby zająć się pakowaniem paczek i ich dostarczeniem. Znając realia wojenne, było to zadanie co najmniej trudne, jeśli nie niewykonalne.  Dolly była cudzoziemką i każdego dnia musiała meldować się na policji.

Wiadomo ponadto, że sama księżna miała problemy z aprowizacją. Z folwarku nie nadsyłano należnych księżnej racji żywnościowych, nie dbała o to intendentura zarządu kopalń. Podobno Paul Fichte, dawny kamerdyner męża Daisy, który sam siebie mianował ostatnim kasztelanem zamku Książ, podkradał im racje żywnościowe. To wszystko oburzało dawnych poddanych Daisy, którzy widzieli, jak Dolly krążyła po folwarcznych gospodarstwach w poszukiwaniu jedzenia. W miarę możliwości pomagała synowa Daisy, Katarzyna, żona Hansa Heinricha XVII, posyłając z Pszczyny do Wałbrzycha upolowaną zwierzynę, a także bażanty, które hodowała w parku pszczyńskim i z upodobaniem do nich strzelała z okna… (J. Polak, Ostatnie lata rezydencji pszczyńskiej 1939–1945).

Trzeba też pamiętać, że Daisy mieszkała nie na terenie posiadłości, lecz w Wałbrzychu. Jak niby miała dostarczyć do Książa paczki dla więźniów? Nie była ulubienicą nowych władz, więc na ich przychylność nie mogła liczyć. Dyrekcja zarządu dóbr książęcych podlegała nowym właścicielom i zapewne niespiesznie podstawiała samochód do dyspozycji księżnej.

Zdaje sie więc niemal pewne, że jest to tylko jedna z wielu legend, w jakie z latami obrastały losy  Daisy.