Friedrich von Hochberg

 

Fritz był ulubionym szwagrem Daisy i jej najlepszym przyjacielem. Nazywała go „Miracle Man”, a on ją „Princess Caprice”. Zawsze wysłuchiwał jej żalów, znajdował słowa otuchy, spełniał jej zachcianki i robił wszystko, by ją zadowolić. „Byłabyś szczęśliwa, gdyby wszyscy mężczyźni, których w życiu spotkałaś (oprócz męża) na twój kaprys zmieniali swoje plany, zaniedbywali obowiązki i innych ludzi, byleby ciebie zadowolić” – pisał do Daisy w liście. A w innym miejscu dodawał: „Powinnaś dostać klapsa w ładny tyłek. Oczywiście byłabyś wściekła i oburzona. Jesteś  pieszczochem i kocham cię. Przyjadę.” (tłum. © B.J-C)

Fritz z muzeum

Choroba

Friedrich Maximilian (3 V 1868–16 IX 1921) był najmłodszym synem księcia Hansa Heinricha XI von Pless i jego żony Marii de domo Kleist.  Jako jedyny z czwórki dzieci książęcej pary urodził się w Książu i tam został ochrzczony. Jego ojcem chrzestnym był następca tronu Fryderyk Wilhelm, a w uroczystości wziął również udział król Wilhelm I.

Fritz od dzieciństwa chorował na gruźlicę kości, dlatego większą część roku mieszkał poza domem w cieplejszym klimacie. Na początku lat 90. ojciec wybudował dla niego wspaniałą willę „Montalto” niedaleko Florencji. Do domu w Pszczynie przyjeżdżał latem, a po świętach Bożego Narodzenia znowu wracał do Włoch.

Montalto

Zdjęcie http://theesotericcuriosa.blogspot.com/2013/02/thursday-to-monday-la-dolce-vita.html

Według relacji Anny von Hochberg, jego przyrodniej siostry, „Fritz bardzo cierpiał. Często leżał przykuty do łóżka i tylko kiedy czuł się nieco lepiej, jeździł na wózku inwalidzkim…” Rodzina nie ustawała w poszukiwaniu najskuteczniejszych lekarstw i terapii, aż wreszcie „W Paryżu znaleziono lekarza o nazwisku Marmorek […] Wynalazł on surowicę przeciw gruźlicy kości i Fritz był nią regularnie leczony. Na początku czuł się jeszcze gorzej, ale potem nastąpiła zdumiewająca poprawa i rany się goiły, a po upływie 3-4 miesięcy odzyskał zdrowie. To był naprawdę cud, gdyż wszyscy inni lekarze już zrezygnowali z leczenia” – cieszyła się Anna.

Czy może się zatem dziwić, że po takich przejściach Fritz czerpał z życia pełnymi garściami?

Na tle rodziny Hochbergów wypadał jako osoba nietuzinkowa i ekscentryczna – był podróżnikiem, kolekcjonerem dzieł sztuki,  utalentowanym malarzem i, według niektórych źródeł, ambasadorem cesarskich Niemiec na dworze cesarza Japonii.  W swych Wspomnieniach Anna przytacza słowa ojca o Fritzu: „bądź dla niego dobra, ten biedak różni się od innych”.

Fritz był człowiekiem obdarzonym wieloma zdolnościami, miał duszę artysty i talent plastyczny. W 1902 r. namalował obraz ołtarzowy przedstawiający zmartwychwstanie Chrystusa oraz apostołów Piotra i Jana. Ofiarował go do poświęconego w 1902 r. kościoła św. Trójcy w Anhalt (polski Hołdunów, dziś część Lędzin), któremu księżna Matylda wraz z córką Anną  podarowały z kolei cenne naczynia liturgiczne. Kościół rozebrano w 1955 r. z powodu szkód górniczych, jednak obraz zachował się do dziś i obecnie znajduje się w bocznej kaplicy nowego kościoła wybudowanego w 1986 r.  (Dzieje parafii opisał A. Malina, Ewangelickie tradycje Hołdunowa, DWiK „Didache”, Katowice 1994)

Obraz ołtarzowy namalowany przez Fritza Hochberga

Obraz ołtarzowy namalowany przez Fritza Hochberga

Dziękuję księdzu Adamowi Malinie za zrobienie zdjęcia

Małżeństwo

W 1905 r. Fritz poślubił Elizę Karolinę Roche,  córkę zmarłego Edmunda Burke Roche, barona Fermoy, i Elizy Caroline. Świadkami tego wydarzenia byli bracia Fritza – Hans Heinrich XV von Pless i Conrad von Hochberg.

Jego przyrodnia siostra Anna tak skomentowała ten fakt: „na jego nieszczęście przyszła mu do głowy wyjątkowo głupia myśl, żeby się ożenić i do tego jeszcze z Angielką o dziesięć albo więcej lat starszą od siebie.  Mój biedny ojciec miał teraz dwie angielskie synowe, z których nie był tak na sto procent zadowolony – i nie mógł być, ponieważ niejedno się zmieniło”.  Natomiast Daisy napisała, że „to wydarzenie wszystkich  nas ucieszyło, gdyż Nancy (tak nazywano żonę Fritza) była czarującą Irlandką”. Mieli z Fritzem wspólne zainteresowania, „on uwielbiał Anglię i polowania, ona, jak przystało osobie pochodzącej z rodziny słynnych myśliwych, była zapaloną amazonką”. Daisy pisała: „Oboje nie byli już dziećmi i wszyscy mieliśmy nadzieję, że znajdą w tym związku szczęście”.

Niestety tak się nie stało. Od stycznia 1907 r. żyli w separacji – on wpierw wyjechał do Włoch, później do Azji, a ona wróciła do Anglii. „Z pewnością nikt z tych dwojga nie był bez winy. Fritz okazał się bardziej zwariowany, ale Nancy też była trudna. Jednak trzeba i można jej przyznać, że zawsze zachowywała się przyzwoicie” – zauważała Anna.

Nancy po powrocie do Anglii mieszkała  w prestiżowych dzielnicach Londynu, jak Belgrave i Mayfair. Jej nazwisko pojawiało się w prasowych rubrykach  kronik towarzyskich. Szczególnie często odnotowywano jej obecność w dobroczynnych przedsięwzięciach na irlandzkie cele.

Do wybuchu II wojny zarząd dóbr książęcych wypłacał Nancy dożywotnią rentę w wysokości 1500 funtów, a od  1933 r. – 1375 funtów. W 1925 r. Nancy wystąpiła o naturalizację – gdyż po zamążpójściu przyjęła obywatelstwo niemieckie – i ją uzyskała. Zmarła w 1940 r. w Londynie.

 Eliza Caroline von Hochberg z domu Burke Roche ur. 17. 10. 1857 r. w Trabulgan w hrabstwie Cork, zmarła 8. 11. 1940 r. w Londynie.

Eliza Caroline von Hochberg z domu Burke Roche ur. 17. 10. 1857 r. w Trabulgan w hrabstwie Cork, zmarła 8. 11. 1940 r. w Londynie.

„Nancy była bardzo wysoka, o ostrych rysach twarzy, miała cienkie wargi i wielki, trochę zgięty nos” – opisała bratową Anna.

Miłośnik życia i podróżnik

Podobno przed ślubem szwagra Daisy napisała do przyjaciółki Nancy: „Fritz może uczynić kobietę bardzo szczęśliwą lub równie nieszczęśliwą. Potrafi być aniołem lub diabłem, bo jest mężczyzną o zmiennych uczuciach.  Pełen radości życia, uwielbia malowniczość i piękno w ludziach i rzeczach. Wierzy w życie pozagrobowe, kocha zwierzęta i sądzi, że mają one duszę. Jest pochłonięty sobą i swoją miłości do  sztuki. Chciałby malować swoje życie – tak, jak kto inny  maluje obraz – i oprawić je w złotą ramkę towarzystwa kobiety, która będzie tak samo pojmowała i czuła rzeczy jak on”.

Wszyscy podkreślają, że Fritz był wielkim miłośnikiem psów różnych ras. W Montalto trzymał ich całą sforę, w tym 4-5 dużych irlandzkich wilczurów. Anna wymieniła niektóre  ich imiona:  Dandy, Diamond i Molly.

Fritz blog

Po sprzedaży willi Montalto, w 1899 r.  Fritz dostał od ojca dobra Halbau (Iłowa) koło Żagania.  Wybudował tam dla psów tor wyścigów oraz założył cmentarz z licznymi epitafiami.

Fritz przebudował zresztą cały pałac w Iłowej według własnych pomysłów i zebrał tam wspaniałą kolekcję dzieł sztuki z całego świata. Iłowa stała się miejscem odwiedzanym przez znane osobistości. Fritz gościł tu również kilkakrotnie swą bratową Daisy.

Również iłowiecki park były powodem dumy hrabiego. Zainspirowany podróżami do Azji wprowadził do wystroju pałacu i układu parku elementy sztuki orientalnej.  (O klasie parku najlepiej świadczy fakt, że stał się on inspiracją do powstania Ogrodu Japońskiego w Parku Szczytnickim we Wrocławiu   – zaprojektowanego przez hrabiego Hochberga. Więcej na ten temat można przeczytać w innym miejscu mojego blogu, w artykule Szlakiem Hochbergów)

Iłowa pałac różany

Fritz dużo podróżował, zauroczył go Daleki Wschód. W 1896 r. wybrał się do Indii w towarzystwie brata Hansa i jego żony Daisy. Dzięki ich pozycji drzwi domów hinduskich władców stały otworem, co ułatwiało też organizację polowań na grubego zwierza.

W 1907 r. Fritz rozpoczął trwającą ponad rok podróż na wschód. Trasa tego wojażu była następująca:  Australia – Nowa Zelandia – Nowa Gwinea – Filipiny – Hongkong – Macao – Canton – Singapore – Birma – Kaszmir – Ladakh – Japonia. Do  Europy Fritz wrócił w listopadzie 1908 r. Wrażenia z wojaży opisał w  książce An eastern voyage: a journal of the travels of Count Fritz Hochberg through the British empire in the East and Japan (1910). Dwutomowe dzieło, pięknie ilustrowane przez samego autora, jest nadal wznawiane i z przyjemnością może być czytane przez współczesnego czytelnika.

An eastern voyage: a journal of the travels of Count Fritz Hochberg through the British empire in the East and Japan (1910).

An eastern voyage: a journal of the travels of Count Fritz Hochberg through the British empire in the East and Japan (1910).

W Japonii Fritz spędził dwa miesiące i zakochał się w tym kraju. Po powrocie do Niemiec sprezentował Imperial Museum of Kyoto (obecnie Kyoto National Museum) przykłady renomowanej niemieckiej sztuki zdobniczej – miśnieńskiej i berlińskiej porcelany.

W Kyoto National Museum od stycznia do marca 2008 r. była otwarta wystawa „Japan Encounter with European Ceramics: dreaming of Meissen, Sevres, and Minton” (Japońskie spotkanie z europejską ceramiką: sen o Miśni, Sevres i Minton)  upamiętniająca 150 rocznicę podpisania Traktatu o Wzajemnych Stosunkach i Handlu między Japonią i Europą. Podarowane przez hrabiego Hochberga eksponaty można zobaczyć na: http://www.kyohaku.go.jp/eng/tokubetsu/080105/tokubetsu.html

W broszurce poświęconej wystawie napisano: „Nawet po stu latach ten hojny dar ponad czterdziestu dzieł pokazuje  szczodrość niemieckiego arystokraty, który odwiedził Japonię”.

Daleki wschód był dla Fritza inspirujący i tak bardzo atrakcyjny, że w swoich posiadłościach wprowadzał wystrój orientalny i zgromadził piękną kolekcję dzieł sztuki Wschodu oraz egzotycznych roślin.  Przez jakiś czas pozwalał sobie nawet na japońskich służących. „Dziwacznie wyglądali w wyidealizowanych wiejskich willach, które Fritz wynajmował w ukochanym New Forest” – pisała Daisy.  Na dodatek Fritz ubrał  ich we wspaniałe ciemnoczerwone i srebrne liberie Hochbergów. „Ich drobne nogi gubiły się w pluszowych bryczesach i białych pończochach”. Zdaniem Daisy „schludne pokojówki lepiej pasowałyby do takich domów”.

Posiadłość w Anglii

Fritz przez wiele lat mieszkał w Anglii. Po śmierci ojca w 1907 r. otrzymał w spadku 10 mln marek, w tym majątek Iłowa. Był nawet gotów sprzedać Iłową, by kupić posiadłość na wyspie. Z dokumentów archiwalnych dowiedziałam się, że szukał domu w New Forest, na najlepszych terenach łowieckich – bo Fritz dorastał przecież w świecie koni i polowań.

Rozważał kupno domku myśliwskiego Arnewood, należącego do ojca Daisy, sprawdzał też inne oferty. Ostatecznie zamieszkał w Great Bowden w hrabstwie Leicester.

Fritz letter

Nawiązałam kontakt z tamtejszym towarzystwem historycznym Great Bowden Historical Society i uzyskałam wiele ciekawych informacji. W książce Great Bowden: a village and its people, wydanej przez towarzystwo, hrabia Hochberg jest wspomniany kilkakrotnie, a jego dom pokazany na fotografii.

Welham Bush Farm

Welham Bush Farm

Posiadłość  Welham Bush Farm znajduje się przy Sutton Road i do 1914 r. była zajmowana przez Fritza Hochberga. Długi rząd stajni w podwórzu mieścił jego konie na polowania. Fritz często pojawiał się kronikach towarzyskich jako zdobywca nagród na wystawach hodowlanych bydła i koni.

Prezes towarzystwa dr Paul Harrison był  uprzejmy zrobić współczesne zdjęcie byłego domu Fritza i poinformować, że  jakiś czas temu  dom został wystawiony na sprzedaż. Po renowacji podzielono go na wiele mieszkań.

Welham Bush Farm obecnie

Welham Bush Farm obecnie

W wiosce zapamiętano niemieckiego szlachcica galopującego konno za psami na terenie posiadłości Mr. Fernie’s Country, będącej najtrudniejszym terenem polowań w hrabstwie Leicester, oraz za psami w rejonie Pytschley.

Wspominano też jego osobliwy sposób dosiadania konia bokiem. W gazecie „Sport im Bild” wyjaśniano ten nietypowy fakt: „W czasie długoletniej choroby Fritz przeszedł wiele ciężkich operacji, efektem czego było uszkodzenie mięśni prawej nogi i z tego powodu Graf miał problemy z utrzymaniem się w siodle. By nie rezygnować z ulubionej rozrywki, Fritz zamówił w Londynie specjalne siodło, na którym siadał bokiem. […] Ze względu na ciężar bocznego siodła i swoją wagę Graf Hochberg jest zmuszony dosiadać jednak koni zimnokrwistych, mogących unieść znaczny ten  ciężar”.

Sport im Bild Nr 11

Sport im Bild Nr 11

Zdjęcie Fritza w gazecie odszukał pan Wladislaw Hochberg. Bardzo się z tego cieszę, gdyż samej nie udało mi się znależć zdjęć hrabiego Hochberga.

Ta sama gazeta donosiła również: „Na zawody organizowane w marcu przez Związek Sportów Jeździeckich i Powożenia zostały ufundowane liczne nagrody, przekazane między innymi przez księcia Hansa Heinricha von Pleß, Herzoga Viktora von Ratibor, księcia Turn und Taxis, księcia Fryderyka von Schönburn-Waldenburg, przez grafową Wartensleben, a także przez innych dobrodziei związku.

Bogaty program wyścigów, mających odbyć się od 21 do 25 marca w berlińskim Sportpalast (Pałacu Sportów) przy ulicy Poczdamskiej, został dodatkowo powiększony o konkurencję zaprzęgów, która rozstrzygnie się w ostatnim dniu zawodów.”

Choć Fritza i jego brata Conny’ego  zwano English brothers, gdyż  obaj od wielu lat mieszkali w Anglii, na początku wojny musieli jednak opuścić Anglię.

O tym napiszę w kolejnym blogu.

Damy w automobilach

W drugiej połowie XIX pojawiło się wiele ważnych wynalazków, między którymi  był też silnik spalinowy,  skonstruowany w 1860 roku przez Etienne’a  Lenoira. Od tego momentu zaczął się rozwijać przemysł motoryzacyjny. Pierwsze samochody i motocykle zbudowali Gottlieb Daimler i Carl Benz. Niestety były one mało dostępne ze względu na wysoką cenę. Poza tym większość wykwintnego towarzystwa pogardzała tym najnowszym środkiem transportu, uważając, że jest stosowny jedynie dla utracjuszy. Na dodatek królowa Wiktoria określała samochody jako „straszliwe maszyny”, które „pachną nieprzyjemnie”.

Jeszcze w 1903 roku księżna Daisy of Pless nie została przyjęta przez cesarzową w Poczdamie, bo… przyjechała autem. Hrabina Brockdorff tłumaczyła wtedy, że Jej Wysokość nie chce, by cesarz widywał zbyt wiele samochodów, ponieważ sam mógłby takowego zapragnąć. Pięć lat później był posiadaczem wielu samochodów, a  jego żółte limuzyny zdobiono tarczami herbowymi  z orłami w koronach.

Aż do początku XX wieku w powozowniach książąt von Pless stały liczne powozy, wolanty i bryczki, do których zaprzęgano piękne konie.  W czasie oficjalnych wyjazdów korzystano z pozłacanego galowego powozu, w karmazynowo-niebieskim kolorze liberii Hochbergów – nim książęca para udawała się na dwór w Berlinie, a nawet przewoziła go na uroczystości do Londynu.

Kiedy Daisy wracała z dalszej podróży, zawsze czekał na nią na stacji paradny powóz z pocztylionami. Podczas przejażdżki towarzyszyła jej z kolei rota myśliwych i czwórka trębaczy.

powóz

Teść Daisy, choć nie był zwolennikiem nowoczesnych wynalazków, to jednak zrobił sobie prezent na siedemdziesiąte urodziny (1903 r.) i nabył luksusowy samochód „Benz-Manlicher”. Być może nie chciał być gorszy od ojca Daisy lub też wziął przykład z Christiana Crafta Hohenlohe ze Sławięcic, który „…pojawił się pojazdem zwanym automobilem. Podjechał nawet pod portal, ale do środka nie mógł wjechać ze względu na smród i możliwe zanieczyszczenie.” Najmłodsza córka księcia Hansa Heiricha XI, hrabianka Anna Hochberg, tak opisała pierwszy samochód, jaki pojawił się w Pszczynie: „Był to krótki i wysoki powóz otwarty, osobno kozioł, a z tyłu była umieszczona wyżej beczka z czterema bardzo małymi okrągłymi siedzeniami, na których można się było kołysać”.

Anna z matką dały się zaprosić na przejażdżkę, którą hrabianka później barwnie opisała: „Odpłynęliśmy jak gondolą w kierunku Żor, z zawrotną – w naszym mniemaniu – prędkością. Wywołaliśmy paniczny strach, wszystko uciekało przed nami, konie zupełnie ogłupiały, ludzie zresztą też. Wozy się wywracały, a ludzie klęczeli na poboczach i modlili się”.

Automobiliści nosili śmieszne kostiumy: gogle wielkie jak maski gazowe, a na nogach okrycie przypominające spódnicę, które pozwalało utrzymać nogi w cieple. Damy szyfonowymi szalami przytrzymywały płaskie kapelusze. Z tyłu samochodu przymocowane były usztywnione brezentowe żagle, które zabezpieczały przed kurzem. Dzisiaj to brzmi śmiesznie, ale na początku dwudziestego wieku takie kostiumy i wynalazki były bardzo potrzebne – szyb jeszcze nie wymyślono, nie było też bocznych drzwi zabezpieczających kierowcę przed przenikliwym zimnem. O asfaltowych nawierzchniach jeszcze nie słyszano, więc po długiej podróży włosy pań, ich brwi, a nawet rzęsy były białe od kurzu – mimo że kobiety w czasie podróży samochodem nosiły woalki na twarzy.

Zjazd automobilistów 1898 r.

Zjazd automobilistów 1898 r.

Istniała wówczas szansa jedna na dziesięć, by dojechać gdzieś na odległość 10 mil bez poważnej awarii. Wielu automobilistów zapominało też, że mogą po drodze natknąć się na wzgórza. Bak, zazwyczaj umieszczony pod siedzeniem, nie miał wtedy zastosowania, gdyż paliwo było dostarczane do gaźnika siłą ciężkości. Nierzadki był więc widok auta jadącego pod górę… tyłem.

Wkrótce samochodów było coraz więcej, w następnym roku „stary książę” kupił dwa kolejne auta dla rodziny.

Ks. Hans Heinrich XV na przejażdżce. Zdjęcie w Motoring Illustrated 07/07/1902

Ks. Hans Heinrich XV na przejażdżce. Zdjęcie w „Motoring Illustrated” 07/07/1902, wyszukane w angielskiej prasie przez Barbarę Borkowy

W większości arystokratycznych domów zwykle byłego stangreta pasowano na szofera.

Jeden z samochodów książąt Pless

Jeden z samochodów książąt Pless

Z czasem również panie zaczęły prowadzić samochody, co uwieczniano na fotografiach. Zapaloną automobilistką była matka Daisy.

Księżna Daisy za kierownicą,  Mrs Cornwallis-West, Jenny Churchill. Zdjęcie w The Car 27/08/1902, p. 19

Księżna Daisy za kierownicą, Mrs Cornwallis-West, Jenny Churchill. Zdjęcie w The Car 27/08/1902,  wyszukane w angielskiej prasie przez Barbarę Borkowy

Samochody stały się popularniejsze, odkąd Henry Ford w 1913 roku wprowadził masową produkcję swojego auta (model T). Obniżyło to cenę samochodu i więcej ludzi mogło go kupić.

Hansel i Sissy przed zamkiem w Pszczynie

Hansel i Sissy przed zamkiem w Pszczynie

Księżna Daisy w Kwaterze Głównej wojsk cesarskich w Pszczynie

„Wojna europejska z powodu morderstwa arcyksięcia? Nonsens!” – żachnął się ojciec księżnej Daisy of Pless, pułkownik Cornwallis-West, kiedy usłyszał, że 28 czerwca 1914 roku w Sarajewie serbski student Gawryło Princip dokonał zamachu na austriackiego następcę tronu. Jakże się mylił – wojna objęła nie tylko kontynent, ale cały świat.

Zamek w Pszczynie

Zamek w Pszczynie

W tej wojnie zamek w Pszczynie odegrał znaczącą rolę. Od jesieni 1914 roku do lutego 1917 roku (z krótkimi przerwami) w domu Daisy rezydował cesarz Wilhelm II. Książę Pless, pełniący funkcję oficera ordynacyjnego Wilhelma II, oddał zamek w Pszczynie i budynek Generalnej Dyrekcji Dóbr, zwany przez miejscowych Paleją (od Palais), na siedzibę Kwatery Głównej armii niemieckiej frontu wschodniego.

Ks. von Pless przed Kwaterą Główną w Pszczynie

Ks. von Pless przed Kwaterą Główną w Pszczynie

W Pszczynie kajzer wraz ze swoim sztabem podejmował ważne decyzje wojskowe i polityczne, tu prowadzono poufne rozmowy, mające zaważyć na porządku w Europie. Miejsce było dyskretne i jednocześnie dogodne dla sprzymierzeńców Niemiec: Austro-Węgier, Turcji i Bułgarii. Ponadto książę Pless – znakomity i hojny gospodarz – gwarantował odpowiednie przyjęcie gości, m.in. organizował dla nich polowania.

Cesarz Wilhelm II i jego oficer ordynacyjny ks. Hans Heinrich von Pless przed Bramą Wybrańców w Pszczynie

Cesarz Wilhelm II i jego oficer ordynacyjny         ks. Hans Heinrich von Pless przed Bramą Wybrańców w Pszczynie

Pewnie dlatego marszałek von Bülow tak po latach podsumował w Mémoires pobyt cesarza w Pszczynie: „W pszczyńskim zamku, urządzonym z azjatyckim przepychem, cesarz trwonił czas przez większą część wielkiej wojny, miast pokazać się walczącym na froncie”.

Zachwycony Hans Heinrich XV w listach do Daisy wymienił, jakie wspaniałe osobistości gościły w zamku, a więc cesarz austriacki Karol i arcyksiążę Fryderyk Habsburg, car bułgarski Ferdynand i następca tronu Borys, feldmarszałek Paul von Hindenburg, generalicja państw centralnych, premierzy i ministrowie.

sztab

W relacji ze spotkania w 1916 roku pisał: „Jesteśmy tutaj tak ściśnięci, że młodsi panowie muszą mieszkać w pociągu. Jest tu również cesarzowa, król bułgarski Ferdynand i następca tronu Borys, a dziś wieczorem przyjeżdża  Enver Pasza (turecki minister wojny). Nie wspominając już o tym, że ciągle tu przyjeżdżają wszyscy Austriacy z Cieszyna. Ledwie już trzymam się na nogach… Dziś wcześnie rano musiałem być z Bułgarami na ich mszy, a potem znowu o dziesiątej z naszą parą cesarską na nabożeństwie w kościele protestanckim. Następnie musiałem spacerować z królem bułgarskim po parku i rozmawiać z całą masą ludzi. Jutro rano muszę jechać z królem Ferdynandem do Żywca, gdyż chce odwiedzić arcyksięcia Karola Stefana Habsburga… Roboty mam po uszy”.

Mimo zapracowania książę Pless był zadowolony i czuł sie ważny: „…w ostatnich kilku tygodniach odwalono u nas w Pszczynie ładny kawał historii”.

Do zamku w Pszczynie zapraszani byli też bohaterowie wojenni, wśród nich Manfred baron von Richthofen, który miał na swoim koncie około 80 zestrzelonych samolotów. Z tej wizyty szczególnie zapadło mu w pamięci polowanie na żubra. (więcej o tym na blogu Barbary Borkowy www.daisypless.worpress.com. „Czerwony Baron i pszczyńskie żubry”).

A Daisy? Z chwilą wybuchu wojny stała się w Anglii podejrzaną Niemką, a w Niemczech obcą Engländerin. „Dla pruskiej opinii publicznej jesteś Angielką, – uświadamiał ją szwagier Fritz (Friedrich von Hochberg) – a obecnie Anglia jest gorsza niż wszyscy diabli razem wzięci”. „Siedź cicho! – radził – Nie ze strachu, ale z rozsądku. Prusacy poprą każdą akcję przeciwko Engländerin”- przestrzegał.

Daisy jednak zawsze była w centrum wydarzeń, a teraz o najważniejszych decyzjach miała się dowiadywać się od męża! Na domiar złego Daisy – księżna pszczyńska – nie miała wstępu do swojego domu w Pszczynie, bo tam zorganizowano tam Kwaterę Główną.

A jednak! W czerwcu 1915 roku Daisy otrzymała zaproszenie na dwugodzinną wizytę w Pszczynie. Miała zamiar odmówić, gdyż podróż z Książa i z powrotem zajmowała 14 godzin. „Przy całym szacunku, jaki żywię do cesarza, za bardzo się cenię i mam za dużo dumy, żeby uznać za honor pozwolenie na krótkie spotkanie z cesarzem” – zaprotestowała księżna. Otrzymała jednak „ładny” list od męża i pojechała, mając w głowie własny pomysł na tę wizytę. Nie zamierzała nocować w drodze powrotnej u Larischów w Solzie (Karvina w Czechach), skoro doprawdy najlepiej śpi się we własnym łóżku.

I oczywiście przeprowadziła wszystko po swojemu – zamiast dwóch, cesarz spędził na rozmowie z nią trzy godziny. Wilhelm skarżył się na artykuły, jakie zamieszczała na jego temat prasa angielska, a Daisy go uspakajała, że z listów matki wie, iż nie wszyscy w Anglii źle o nim myślą. „Gdybym mogła spędzić z nim trochę czasu sama, pocieszyłabym go. Jest taki smutny, bo czuje się zraniony przez kraj, który kocha – Anglię”. Tu Daisy mocno przesadziła!

Ku zdziwieniu męża nie był to koniec wizyty – za chwilę księżna dostała zaproszenie do apartamentów cesarza, który wręczył jej w prezencie urodzinowym małą broszkę. Daisy szybko się wycofała, jako że na stołach rozłożone były różne dokumenty, z pewnością bardzo poufne.

Po kolacji, którą zjadła w swoim pokoju, procesja gości przewinęła się przez jej bawialnię. „Wygląda na to – powiedziała – że tym razem kobieta ma jest mile widziana w Kwaterze Głównej”. Wszyscy się zgodzili z tym stwierdzeniem Daisy, a Daisy oczywiście spała tej nocy w swoim łóżku.

Następnego dnia mąż wyraził zdziwienie, jak jej się udało dostać zaproszenie do Pszczyny. „Przypomniałam cesarzowi obietnicę, którą złożył swej matce, że będzie dla mnie miły i zadba o mnie, gdy ludzie będą chcieli mnie skrzywdzić.  Po prostu napisałam do niego, że chcę przyjechać do Pszczyny”. A cesarz dotrzymał przyrzeczenia.

To nie był koniec pobytu księżnej w Pszczynie. Następnego dnia, w towarzystwie cesarskiego lekarza, pojechała do miejscowego szpitala, a później znowu rozmawiała z cesarzem i usłyszała komplement: „Sądzę, że dzisiaj skończyła pani 29 lat, a przynajmniej na tyle pani wygląda”. Miała 42 lata.

Daisy z mężem. 1915 r.

Daisy z mężem. Pszczyna 1915 r.

Daisy nie byłaby sobą, gdyby nie rozpowszechniła tej wiadomości. Niech wszyscy się dowiedzą, że nie wypadła z łask cesarza. Jej wrogowie byli wściekli, że została dopuszczona do „świętej” Kwatery Głównej, a przyjaciele się cieszyli – również dlatego, że mogli usłyszeć najnowsze wieści.

„To zabawne być zaproszonym do własnego domu – skomentował tę wizytę drugi syn cesarza Eithel Fritz. – Niemniej miło, że mogła pani wszystko zobaczyć i spotkać cesarza”.

Jeszcze dwa razy wzywano Daisy do Pszczyny. W lipcu 1915 roku jej mąż miał operację wyrostka robaczkowego. W podróży towarzyszył Daisy szwagier Fritz i ku ich zdziwieniu otwarto dla nich na stacji w Pszczynie pokój książęcy. „Opanowałam uśmiech, gdyż na tego rodzaju przesadną etykietę w czasie wojny nie byłam przygotowana… W imieniu Kwatery Głównej witał mnie generał von Plessen”. Oczywiście wiele razy rozmawiała z cesarzem, zabawiała też rozmową i panów ze sztabu. W dniu jej wyjazdu padał deszcz, co Daisy skomentowała w wysłanym telegramie. W odpowiedzi napisano: „Pszczyna płacze z powodu Pani wyjazdu. Mamy nadzieję, że Słoneczna Wysokość wkrótce powróci…”

Kolejny raz Daisy została wezwana do Pszczyny w sierpniu, by pełnić honory pani domu z okazji przyjazdu cesarzowej Wiktorii Augusty. Wówczas problemem numer jeden był brak długiej sukni. „Zostałam wezwana nagle i nie miałam czasu na pakowanie wytwornych toalet. A nawet gdybym je tu miała, to i tak bym ich nie założyła, gdyż na wsi nie noszę długich sukien” – tłumaczyła się Daisy. Obecni przy wymianie zdań panowie ze sztabu zaproponowali poratowanie sytuacji przez włożenie długich rękawiczek. „Wydało mi się to potwornie głupie, że w czasie wojny, w Kwaterze Głównej i przy takiej nic nieznaczącej okazji tyle było gadania na temat damskich toalet…”.

Cesarz i cesarzowa

Cesarz i cesarzowa

Nadal obowiązywały też wymogi etykiety, o czym księżna przekonała się w niedzielę w kościele. Marszałek dworu baron Reischach odsunął krzesło księżnej do tyłu, aby nie siedziała w jednym rzędzie z parą cesarską. „O, nie! – zbuntowała się Daisy – na moim miejscu, w moim kościele, będę siedziała obok cesarskiej pary, nie za nimi”. I… przysunęła krzesło z powrotem.

Cesarz, cesarzowa, ks. Pless w Pszczynie

W lipcu 1916 roku odbył się zjazd w Pszczynie. Cesarz Wilhelm, szef sztabu głównego marszałek Paul von Hindenburg oraz szef sztabu na front wschodni generał Erich Ludendorff i inni oficerowie ze sztabu spotkali się z bułgarskim następcą tronu, z głównodowodzącym jego wojsk oraz arcyksięciem Fryderykiem (austriacki głównodowodzący).

„W czasie kolacji, która była najbardziej historyczną kolacją, jaką kiedykolwiek spożywano w Pszczynie, usprawiedliwiano nieobecność generała Falkenhayna bólem zębów” – relacjonował żonie książę Pless.

Prawda była taka, że Falkenhayn był w niełasce po klęsce wojsk niemieckich pod Verdun. Wkrótce zastąpili go generałowie: Paul von Hindenburg i Erich Ludendorf. Obaj odgrywali wiodącą rolę w państwie, wywierali duży wpływ na polityczne i wojskowe decyzje cesarza oraz rządu. Ludendorff był orędownikiem wojny totalnej, występował na rzecz prowadzenia nieograniczonej wojny podwodnej. Za to miał być po zakończeniu wojny sądzony, ale zbiegł so Szwecji.

Przy tym stole w gabinecie cesarza w zamku pszczyńskim podejmowano ważne decyzje

Przy tym stole w gabinecie cesarza w zamku pszczyńskim podejmowano ważne decyzje

W styczniu 1917 roku wysłano z Pszczyny depeszę ówczesnego ministra spraw zagranicznych Arthura Zimmermanna. Jej ujawnienie, po przechwyceniu przez Brytyjczyków, spowodowało przyłączenie się Stanów Zjednoczonych do wojny po stronie Ententy. Więcej na ten temat można przeczytać w książce amerykańskiej pisarki Barbary Tuchman „Telegram Zimmermanna”.

Księżna Daisy pisze w pamiętnikach, że wszystko związane z Kwaterą Główną było objęte ścisłą tajemnicą. A tymczasem ona o najważniejszych decyzjach dowiadywała się od męża. Hans Heinrich szczegółowo ją o wszystkim informował, wymieniając nazwiska gości i podając rezultaty negocjacji, choć w opinii publicznej Daisy była angielskim szpiegiem!

Umiejscowienie Kwatery Głównej w Pszczynie wywierało też wpływ na życie mieszkańców miasta. Jak pisał Ludwik Musioł: „tysiące kabli z całej Europy oplatało swą siecią miasto. Szosy dojazdowe przepełnione były różnego rodzaju powozami. Było na co patrzeć i był to dla obywateli Pszczyny niezły zarobek”.

Niemieckie gazety nadały Pszczynie miano „Małego Berlina”.

Postscriptum

Nie ulega wątpliwości, że rodzina książęca z Pszczyny była zafascynowana cesarzem i dumna z wyboru swojego zamku na Kwaterę Główną wojsk niemieckich. Zrozumiałe jest również zadowolenie ówczesnych mieszkańców Pszczyny z pobytu dostojnych gości w ich mieście. Wątpliwości budzi natomiast współczesne popularyzowanie osoby cesarza i jego głównych sztabowców, a tak zrobiono w Muzeum Zamkowym w Pszczynie w maju 2012 roku podczas Nocy Muzeów. W programie wieczoru były m.in. „spotkania z dawnymi mieszkańcami zamku: księżną Daisy i jej dziećmi, „starym księciem” Hansem Heinrichem XI oraz cesarzem Wilhelmem II i towarzyszącymi mu generałami”.

Czy ktoś sobie wyobraża spotkanie z wielkim księciem Konstantym Pawłowiczem w Belwederze lub zwiedzanie Wawelu czy też Łazienek z generalnym gubernatorem Hansem Frankiem?

Czy przewodnicy powiedzieli gościom, zwiedzającym pszczyński zamek, że w wielkiej wojnie życie straciło ponad 8 mln żołnierzy, a razem z cywilami straty w ludności wyniosły około 12 mln osób i że odpowiedzialny za wybuch wojny był właśnie cesarz Wilhelm? Przecież on i jego generałowie postanowieniem traktatu wersalskiego mieli stanąć przed sądem za czyny przeciw prawu i zwyczajom wojennym. Na ekstradycję byłego cesarza, który w 1918 roku zbiegł do Holandii, nie zgodził się jednak tamtejszy rząd, a pozostali oskarżeni też uniknęli kary.

Zdjęcia pochodzą ze zbiorów autorki.

Pałac Hochbergów w Berlinie

„Dlaczego zatrzymujecie się w hotelu, a nie we własnym pałacu przy Wilhelmstrasse?” – zapytał kiedyś pewien starszy arystokrata Daisy bawiącą w Berlinie. Kiedy usłyszał, że książę Pless woli hotel, bo w pałacu nie ma łazienki, wykrzyknął zdziwiony: „Mein Gott! Czy on koniecznie musi się codziennie kąpać?”
Brak łazienek, który dla ludzi z kontynentu – jak mawiają Anglicy – nie stanowił problemu, dla młodych Plessów był poważnym mankamentem.

Posiadanie siedziby w stolicy stało się dla Hochbergów koniecznością, odkąd teść Daisy Hans Heinrich XI zaczął często bywać w Berlinie w związku z funkcjami pełnionymi na dworze cesarskim .
Pałac Hochbergów powstał pod koniec lat siedemdziesiątych XIX wieku,                 w reprezentacyjnym miejscu stolicy, przy Wilhelmstrasse. Zbudował go Hans  Heinrich XI według projektów Hipolita Alexandra Destailleura, tego samego francuskiego architekta, który projektował przebudowę rezydencji w Pszczynie.

Anna von Hochberg. "Wiener Salonblatt". Österr.-Ungar. Adelsorgan. Wien, (37. Jahrgang, Nr 48.) 1.XII.1906, s. 1.

Anna von Hochberg.
„Wiener Salonblatt”. Österr.-Ungar. Adelsorgan. Wien, (37. Jahrgang, Nr 48.) 1.XII.1906, s. 1.

Według Anny Hochberg, najmłodszej córki księcia von Pless: „Był to piękny i duży dom miejski, zwany kiedyś pałacem”. Na zapleczu było małe podwórze obsadzone drzewami, z niego dojście do stajni przy ul. Vossa. Po drugiej stronie znajdowała się bawarska ambasada, a obok mieścił się pałac kanclerza Rzeszy. Rezydencję zbudowano w stylu francuskiego renesansu. Była to masywna budowla, kryta dachówką, a że miała bardzo wysokie kominy, berlińczycy nazywali ją akademią kominową (Schornsteinakademia).

Pałac Hochbergów, zwany akademią kominową.

Pałac Hochbergów, zwany akademią kominową.

Wnętrza miały bogaty wielkopański wystrój: na sufitach była piękna sztukateria i malowidła, ściany pokrywała boazeria i gobeliny, a wszystko bogato ozdobiono złoceniami. W budynku zainstalowano centralne ogrzewanie, a ponadto w każdym pokoju znajdował się marmurowy kominek. Tylko łazienek nie było! Całą posesję od ulicy Wilhelma odgradzały dwa żelazne, artystycznie zdobione portale, z latarnią na każdym z nich. Portale były połączone żelaznymi kratami, które – po sprzedaży pałacu w 1907 roku – zostały ustawione w Książu przed wejściami do parku. Dziś można je zobaczyć przed wejściem na teren palmiarni.

Brama przed wejściem do palmiarni w Wałbrzychu

Brama przed wejściem do palmiarni w Wałbrzychu

Dzięki ujmującym cechom charakteru teść Daisy był popularny i mile widziany w towarzystwie, sam też prowadził własny salon w Berlinie, a w sezonie urządzał bale i rauty. Odkąd w 1896 roku został kanclerzem kapituły Orderu Czarnego Orła, co roku w marcu organizował w berlińskim pałacu bal rycerski kapituły. To  honorowe stanowisko podniosło też rangę księcia w hierarchii dworskiej. Odtąd przysługiwało mu prawo zajmowania na uroczystościach dworskich miejsca przed adiutantami, tuż obok tronu cesarza, po jego lewej stronie.
„Wielkim wydarzeniem była też odbywająca się u nas Kapituła Orderu św. Huberta – wspominała Anna, – w niej zawsze uczestniczył cesarz, a my z matką mogłyśmy go powitać w chwili jego przybycia”. Książę Pless piastował bowiem również wysoką godność Wielkiego Łowczego.

Hans Heinrich XI von Pless

Hans Heinrich XI von Pless

„Odbywaliśmy codziennie spacery albo ul. Vossa w dół do ul. Königgrätz i do zwierzyńca, albo wzdłuż ul. Wilhelma do Alei Lipowej i zwierzyńca. Przy pięknej pogodzie często wychodziliśmy na ulicę przyglądać się galowym powozom przejeżdżającym ul. Wilhelma w dół do Alei Lipowej i zamku. Każda ambasada i każdy książę mieli swoje powozy galowe”.
W Alei Lipowej swój dom miała szwagierka Daisy Ida Luisa (Lulu). Kiedy jej mąż ks. Fridrich Herman Solm-Baruth został szambelanem dworu cesarskiego, oni też organizowali bale w Berlinie.

Zamek królewski w Berlinie

Zamek królewski w Berlinie

Vater lubił się pokazywać na ulicach Berlina z urodziwą synową. Tylko że Daisy nie chciała się stosować do obowiązujących konwenansów nosić i czarnych sukienek poza domem: „..nie jestem w żałobie” – protestowała. A pobłażliwy Vater to tolerował i zabierał ją na przechadzki przyodzianą w kolorowe stroje.

Berlin, Wilhelmplatz. 1901 r.

Berlin, Wilhelmplatz. 1901 r.

W 1907 roku, po śmierci Hansa Heinricha XI, mąż Daisy sprzedał pałac tajnemu radcy budowlanemu Heimowi z Berlina za 2 350 000 marek. Pieniądze uzyskane ze sprzedaży podzielono między spadkobierców. Po 1919 roku berliński pałac Hochbergów stał się siedzibą prezydenta Rzeszy.

Kaplica Hochberga we Wrocławiu

Głośno jest od kilku lat o renowacji kaplicy Hochberga w kościele pw. św. Wincentego i św. Jakuba we Wrocławiu przy Placu biskupa Nankiera 15A. Dzięki funduszom unijnym, wsparciu Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego oraz Gminy Wrocław i innych sponsorów remont zabytkowej kaplicy ma się zakończyć w 2013 roku.

Znawcy podkreślają, jak wyjątkowy jest to zabytek.  Bogaty wystrój wnętrza autorstwa znamienitych artystów przyciągał uwagę tak zwiedzających, jak i historyków sztuki. Przewodnik wręcz nazywa kaplicę „klejnotem barokowej sztuki sakralnej”.

Kościół został ufundowany przez Henryka Pobożnego w XII wieku dla franciszkanów i był – z krótkimi przerwami w XVI w. –  świątynią rzymskokatolicką. fot. Jagusch.

         Kto jednak zna choć trochę historię starej śląskiej arystokracji, musi zapytać, jak to się stało, że perłę katolickiej architektury barokowej ufundował jeden z Hochbergów? Byli oni przecież gorliwymi protestantami, którzy w XVI w. przyjęli naukę Lutra.

Otóż kaplicę zbudowano na polecenie Ferdynanda von Hochberg , ówczesnego opata norbertanów, który stał się katolikiem głównie za sprawą powikłanych losów swych przodków.

Ojciec opata, Maximilian von Hochberg(1644-1700), był  synem Hansa Heinricha I z Książa. Studia rozpoczął na uniwersytecie w Tübintgen, a następnie wbrew woli rodziców przeniósł się do Padwy. Jak pisał biograf rodziny Carl Weigelt, Maximilianwrócił z ponurych murów Padwy z wyraźną odrazą do religii swojej rodziny. Nie uszło uwagi ojca, że syn po powrocie często spotykał się z katolikami, a trzymał daleko od ewangelików” (tłum.© Bronisława Jeske-Cybulska).

Dlatego też z niechęcią obserwował skłonność Maximiliana do hrabiny Eleonory Eusebii von Oppersdorf, córki starosty von Oppersdorf von Troppau, który w czasach kontrreformacji wielce się zasłużył w tępieniu wyznawców nauki Lutra. Obawiał się, że syn zmieni wyznanie. Zgodził się jednak na ślub z Eleonorą w 1671 r. w Opawie, kiedy syn przyrzekł, że: „jak długo będzie żył, swojemu Bogu będzie wierny, zaś żaden z poddanych nie zazna krzywdy” (tłum.© Bronisława Jeske-Cybulska).

Maximilian nie dotrzymał przyrzeczenia. Dwa lata po ślubie przeszedł do kościoła katolickiego. Stało się to w Wiedniu w klasztorze St Udalricum. Według Weigelta: „Zmiana konfesji była złamaniem słowa danego ojcu i tak samo w małżeństwie Maximiliana brakowało zaufania. Z roku na rok było ono coraz bardziej nieszczęśliwe” (tłum. © Bronisława Jeske-Cybulska).Według opinii współczesnych oraz przekazów pisemnych, wina leżała po stronie hrabiego Maximiliana. Niesłuszne zarzuty wobec Eleonory, niczym nieuzasadnione podejrzenia o niewierność, niegodne traktowanie żony, które wynikało z tego, że nie była ona majętna, wreszcie gwałtowność męża spowodowały, że 21 maja 1685 r. hrabina uciekła z Mieroszowa.

Biskup wrocławski hrabia Friedrich von Hessen usiłował małżonków pogodzić i ponownie zjednoczyć. Nie udało mu się to jednak, a proces alimentacyjny po raz kolejny pokazał Maximiliana w odrażającym świetle. Nawet 300 guldenów, które zobowiązał się dawać żonie, nie zapłacił ani razu. Eleonora bez środków do życia mieszkała najpierw w klasztorze św. Ducha w Raciborzu, potem u swego brata w Wiedniu. Tam po 20 latach zmarła (30 VIII 1691 r.). Maximilian zaś ożenił się powtórnie z hrabiną Hedwig Christine, córką hrabiego Christopha von Almesloe.

W 1666.r. ojciec przekazał Maximilianowi zarząd nad Mieroszowem, ale syn nie radził sobie z obowiązkami. Był przy tym panem surowym, a na dodatek kłótliwym. Poddani tak bardzo go nienawidzili, że jeszcze 30 lat po jego śmierci – a zmarł 15 VI 1700 r. we Wrocławiu – cieszyli się, że ktoś inny przejął rządy w Mieroszowie.

Dwaj synowie Maximiliana i EleonoryFranz Ferdynand Anton (1674-1729) i Maximilian Leopold (1673-1750) -„wybrali karierę duchowną”. „Pobożność matki miała wpływ na wybór zawodu obu synów” – pisze Weigelt. Ten pobożny protestant, nadworny pastor Hochbergów i kaznodzieja (późniejszy superintendent ewangelicki w Pszczynie) pociechę znajdował w stwierdzeniu, że „…i w katolickim kościele nazwisko hrabiów von Hochberg jest w wysokim poszanowaniu i ma niezaprzeczalne uznanie”. (tłum. © Bronisława Jeske-Cybulska)

Bracia studiowali w Pradze teologię.  Franz mieszkał tam w domu adwokata konsystorskiego, „z czego można wnioskować, że jego wychowanie będzie katolickie.” (Weigelt). Obaj wstąpili do zakonu norbertanów (premonstratensów) we Wrocławiu. Ojciec był temu przeciwny z powodu ich młodego wieku, a także „urodzenia, któremu bardziej przystoi szpada niż habit”.  Franz Ferdynand przyjął święcenia kapłańskie w 1699 r. i od 1710 r. był proboszczem w Kostomłotach (Kostenblut). Maximilian został wyświęcony w 1700 r., a sześć lat później objął parafię w Hundsfeld (Psie Pole).

I tu drogi braci się rozeszły.

Franz Ferdynand zaczął się wspinać po szczeblach duchownej kariery  –  w 1720 r. został wybrany opatem norbertanów i prałatem przy kościele św. Wincentego we Wrocławiu. Wg Weigelta  „został też w 1729 r. tajnym radcą cesarza, co było w historii kościoła mniej znane, niż jego nazwisko”.

Tymczasem jego brat Maximilian zrezygnował z funkcji proboszcza i przeniósł się na dwór poselski króla Jana Sobieskiego, gdzie został prałatem. Jednak już w 1713 r. zwolniono go, a „upodobanie do stanu duchownego na zawsze mu minęło”.          Najpierw starał się o unieważnienie swojej profesji, gdyż przede wszystkim zależało mu na odzyskaniu (zwrocie) ojcowskiego dziedzictwa – 25 000 guldenów, które zapłacił zakonowi norbertanów, gdy do niego wstępował. Nawet na dworze wiedeńskim zabiegał o zwrot pieniędzy. Kiedy nic nie wskórał, wrócił do Wrocławia z jeszcze większymi długami.

Jego postępowanie spotkało się z dezaprobatą nie tylko z powodu pretensji do majątku zakonnego, ale też z powodu sposobu życia. Przed karą kościelną, która mu groziła, zbiegł do Fürstenbergu w Brunszwiku. Tam znalazł stanowisko książęcego starosty (Amtshauptmann), ale uprzednio zmienił wyznanie – został ewangelikiem. Ponieważ nie wystarczało mu szczupłe wynagrodzenie, jakie otrzymywał, zwrócił się o wsparcie do swoich krewnych i je uzyskał.

W 1726 r. ożenił się z Katherine Juliane, wdową von Oppen, z domu baronówną von Maxen. Małżeństwo nie polepszyło jego stanu majątkowego. Dopiero powtórny ożenek z hrabiną Rzeszy  Marią Anną Crescentią von Rindsmaul w 1741 r. poprawił jego sytuację materialną. Dzięki bogatej żonie koniec życia hrabiego nabrał blichtru, a 66-letni wówczas Maximilian uzyskał to, na czym mu zależało: honory i hołdy oraz uznanie i poważanie w kraju brunszwickim.

Cieszył się tym osiem lat, zmarł 11 III 1750 r. w Brunszwiku w wieku 77 lat. Był ostatnim z bocznej linii Hochbergów na Mieroszowie. Na mocy dawnych ustaleń zarząd nad Mieroszowem przypadł bratankowi ich ojca Conradowi Ernstowi z Książa.

„Jego życie było niestabilne i niespokojne. Swojemu ojcu przysporzył tylu zmartwień, ile ten wcześniej swojemu” (Weigelt). Zaszkodził też  trochę w karierze swemu bratu: Maximilian wystąpił z kościoła katolickiego w tym samym roku, kiedy Ferdynand został prałatem.

fot. repr. Karl Masner und Hans Seger (Hrsg.): Jahrbuch des Schlesischen Museums für Kunstgewerbe und Altertümer (= Schlesiens Vorzeit in Bild und Schrift. Neue Folge). Kommissionsverlag von Eduard Trewendts Nachfolger Berlin-Steglitz, Breslau 1912, Band 6, s. 175

Franz Ferdynand Hochberg zajmował wysokie stanowiska kościelne, dobrze też zarządzał majątkiem zakonu i miał zmysł do interesów. Dzięki jego staraniom klasztor odzyskał kaplicę Jedenastu Tysięcy Dziewic na Ołbinie, założył studium zakonne i z sukcesem zakończył spór o zwierzchnictwo nad klasztorem w Czarnowąsach. Zarzucano mu jednak, że bardziej dbał o reprezentację niż o dyscyplinę klasztorną.

Pochodzący z hrabiowskiej rodziny opat przygotował dla siebie godne miejsce wiecznego spoczynku w krypcie kaplicy, którą ufundował przy południowej nawie kościoła św. Wincentego. Zbudowano ją w latach 1723-1727 na miejscu rozebranej wcześniej kaplicy gotyckiej, według projektu architekta Christopha Hacknera. Otrzymała wezwanie Matki Boskiej Bolesnej, a swą obecną nazwę zawdzięcza fundatorowi.

Do ozdobienia kaplicy Ferdynand zatrudnił znakomitych artystów. W Archiwum Państwowym we Wrocławiu zachowały się umowy z większością wykonawców, którzy pracowali przy jej wyposażaniu i zdobieniu.

Z przewodnika (Dreifaltigkeitsverlag München 42, 1937. Führer Nr. NO 3/4) dowiadujemy się, że dekorację sztukatorską wyróżniały cztery monumentalne figury aniołów podtrzymujących sklepienie kaplicy. Rzeźby we wnętrzu były dziełem znakomitych rzeźbiarzy Johanna Georga Urbańskiego oraz Johanna Albrechta Siegwitza.

Bogatą rzeźbiarską, sztukatorską i marmoryzatorską dekorację wnętrza kaplicy dopełniał cykl fresków, którymi ozdobione zostały sklepienia – dwie boczne półkopuły oraz centralna kopuła z latarnią. Tematyka malowideł skupiała się wokół bolesnych wydarzeń z życia Marii, związanych z dzieciństwem i męką Jej Syna, które ukazane zostały w bocznych półkopułach kaplicy. Dopełnienie tych scen stanowiły freski w centralnej kopule, gdzie ukazani byli aniołowie z narzędziami Męki Pańskiej, oraz małe malowidło na sklepieniu latarni, ukazujące serce Marii przebite siedmioma mieczami. Autorem fresków latarni i kopuły był Wenzel Lorenz Reiner, postać niezwykle ważna dla czeskiego malarstwa doby baroku, a w szczególności dla malarstwa freskowego.

Na ścianie południowej ustawiono marmurowy ołtarz.  W centralnej części umieszczono medalion z późnogotycką pietą – śląska robota w drzewie z około 1450 r. Po bokach figury rodziców Maryi – św. Anny i św. Hieronima (Urbansky, 1727 r. stiuk). Kamienne ozdoby z warsztatu Jana Adama Kharingera. W reliefie tabernakulum mały Jezus, Bóg Ojciec w luźnych szatach i Gołąb Ducha św. Mosiężne gwiazdy w kolorowych flizach marmurowych.

Za arcydzieło sztuki kowalskiej uznawana jest widoczna na zdjęciu barokowa krata. Ślusarz Jakub Mayer wykonał ją w formie portalu i wypełnił arabeskami z iluzjonistycznymi skrótami.

Dzieła Siegwitza ustawiono również na zewnątrz kaplicy, na gzymsie poniżej kopuły. Od strony wschodniej – św. Barbary i św. Nepomucena, na narożu południowo-zachodnim – św. Karola Boromeusza. Nie zachowała się czwarta z figur, przedstawiająca św. Jadwigę. Figury świętych były doskonale widoczne z poziomu jednego z najbardziej uczęszczanych traktów miasta, łączącego wyspy Piaskową i Tumską z rynkiem.

Kaplica została ukończona cztery lata przed śmiercią opata. Herb na płytę krypty zaprojektował Johann Georg Urbansky.

Franz Ferdynand von Hochberg zmarł w 1729 r. w wieku 55 lat. Został pochowany w kaplicy prałatów, którą sam kazał wybudować w kościele św. Wincentego.

Wspomina się go „jako pobożnego kapłana z duchem i charakterem wybitnego męża”.

Obecnie kościół św. Wincentego i św. Jakuba jest własnością Kościoła Greckokatolickiego. W 1997 r. podczas Kongresu Eucharystycznego Ojciec Święty Jan Paweł II przekazał świątynię, jako Dar Kongresowy, na katedrę nowo powstałej Eparchii Wrocławsko-Gdańskiej. Otrzymała wezwanie  Podwyższenia Krzyża Pańskiego.

W dawnym klasztorze norbertanów dzisiaj mieści się Instytut Filologii Polskiej Uniwersytetu Wrocławskiego.

Małżeński romans księcia pszczyńskiego

Wystawny, pełen blichtru, czasem ekstrawagancki styl życia elit arystokratycznych był łakomym kąskiem dla prasy. W gronie celebrytów niepoślednią rolę odgrywali Daisy i Hans Heinrich von Pless.
Mówiąc kolokwialnie, dziennikarze deptali rodzinie książęcej po piętach. W gazetach niemieckich, angielskich i amerykańskich omawiane były szczegóły z życia popularnej pary. Wielkie zainteresowanie wzbudzało ich życie prywatne, szczególnie w powojennych latach, kiedy małżeństwo Plessów się rozpadało.
Niesmakiem i wręcz oburzeniem darzę osoby, które po zakończeniu miłosnej sprawy, opluwają wstecz eks-partnera i to co było. Tak zrobił mąż Daisy, a można o tym przeczytać w artykule „Małżeński romans księcia pszczyńskiego”, który ukazał się w gazecie „Friedländer Wochenblatt” z 1.12.1923 r.

Gwoli wyjaśnienia, wyrokiem sądu w Berlinie małżeństwo Hansa Heinricha XV i Marii Teresy von Pless zostało rozwiązane 25 października 1922 roku z winy księcia. Jako przyczynę rozwodu podano „rozłam małżeństwa”. Tak więc informacje w artykule były spóźnione.

Hans Heinrich XV von Pless

„Książę pszczyński Hans Heinrich XV, bogaty magnat górnośląski, którego dobra, na skutek nowego ustalenia granic, leżą częściowo w Polsce, a częściowo w Niemczech jest żonaty od ponad 30 lat z lady Mary West z domu Earl Delawarre.
Małżeństwo to jest od dłuższego czasu nieszczęśliwe, a w szczególności księżna musiała wiele wycierpieć w czasie wojny z powodu swojego angielskiego pochodzenia.
Książę von Pless, obecnie 62-letni, pomimo swego dojrzałego wieku, zakochał się i, jak donoszą z Pszczyny, gotów jest usunąć wszystkie przeszkody na drodze i ożenić się ze swoją wybranką, hrabiną Dietrichstein z Wiednia.
Zwykły rozwód, który łatwo byłoby uzyskać przed sądem we Wrocławiu, nie wystarcza.
Hrabina bowiem pochodzi z surowej katolickiej rodziny i nawet jeśli książę będzie rozwiedziony zgodnie z prawem, hrabina nie będzie mogła oddać mu ręki tak długo, jak żyje księżna jego żona. Dlatego książę wniósł do papieża skargę o unieważnienie małżeństwa.
Ponieważ kościół katolicki nie uznaje rozwodów, ani powodów do rozwodu, książę musi poszukać powodów uznających jego małżeństwo za nieważne. Takie poszukiwania książę przedsięwziął. Jego prawnicy wysunęli twierdzenie, że książę poślubił lady Mary [późniejszą księżnę Daisy] nie ze swej woli, ale pod wpływem psychicznego i fizycznego szantażu.
Książę chce udowodnić, że ojciec jego późniejszej żony zmusił go pistoletem do małżeństwa, posądzając go o uwiedzenie córki.
Na skutek tego posądzenia (o uwiedzenie), książę postanowił uratować honor dziewczyny i ożenił się z nią. Książę znalazł świadków, którzy to potwierdzili pod przysięgą przed duchownym sądem w Rzymie.
Rodzina pięknej hrabiny zdenerwowała się spowodowanym przez księcia skandalem i odmówiła zgody na związek młodej dziewczyny ze starym żonatym mężczyzną i wysłała ją do sanatorium, gdzie była surowo strzeżona przed księciem”.

Kilka lat później Hans Heinrich von Pless znalazł nową kandydatkę na żonę.
W styczniu 1925 roku 64-letni książę poślubił 27-letnią Hiszpankę.

Para młoda książę Hans Heinrich XV von Pless i markiza Clotilde de Silva y Gonzales de Candamo po ceremonii zaślubin.

Szlakiem Hochbergów

Hochbergowie przez siedemset lat mieszkali na Śląsku. Już  w XIII wieku należeli do czołowych możnych rodów księstwa świdnicko-jaworskim. W XV wieku ród podzielił się na linie: szlachecką z Dobrocina  (niem. Güttmannsdorf  koło Dzierżoniowa), hrabiowską z Książa (Fürstenstein) koło Wałbrzycha i Roztoki (Rohnstock).

Przez lata przedstawiciele rodziny obrośli w majątki – czy to drogą kupna, nadania, czy ożenku.  Pobudowali w nich rezydencje, a architekci zieleni  projektowali dla nich ogrody i parki krajobrazowe. Co z tego pozostało do naszych czasów i w jakim jest stanie?

Proponuję wędrówkę szlakiem Hochbergów.

Książ

Najlepiej znanym miejscem związanym z Hochbergami jest zamek Książ. Patrząc na niego z lotu ptaka, zrozumiemy, dlaczego nazywany był Książęcą Górą (Fürstenberg), a później Książęcym Kamieniem (Fürstenstein). Usytuowany na wysokim skalistym urwisku zamek, z trzech stron otoczony jarem, góruje majestatycznie nad całą okolicą. Leży w północnej części Wałbrzycha nad doliną Pełcznicy, na terenie Książańskiego Parku Krajobrazowego.

Zamek Książ przed przebudową

W 1509 roku rycerz Conrad von Hochberg kupił majątek Książ i od tego czasu zamek stał się na ponad 400 lat rodową siedzibą Hochbergów.

Uwaga zwiedzających skupia się głównie na zamku – największym na Śląsku, a trzecim pod względem kubatury, po Malborku i Wawelu, w Polsce. Książ nazywany był zamkiem z bajki, perłą Śląska. Do dziś przykuwa uwagę gości swym ogromem i bogactwem pomysłów architektonicznych.

Zamek, zbudowany  w XIII wieku przez księcia świdnickiego Bolka I, był wielokrotnie przebudowywany. Obecny wygląd zawdzięcza Hansowi Heinrichowi XV Hochbergowi von Pless, który w latach 1907–1923  przeprowadził wielką rozbudowę rezydencji.

Zamek Książ. Widok od strony Pełcznicy.

W czasie II wojny światowej zaczęła się dewastacja posiadłości. Paramilitarna organizacja Todt prowadziła prace adaptacyjne na zamku, co doprowadziło do zniszczenia wielu komnat i wywiezienia większości zamkowego wyposażenia. Pod zamkiem drążono tunele, podobno na siedzibę tajnej fabryki broni. Istnieją też przypuszczenia, że na zamku miała być kwatera Hitlera.

Po drugiej wojnie światowej dzieło zniszczenia kontynuowały stacjonujące w zamku wojska radzieckie i nie tylko. Dzisiaj niewielka część zespołu pałacowego jest udostępniona zwiedzającym.

Najbardziej znaną mieszkanką Książa była żona Hansa Heinricha XV von Pless, księżna Maria Teresa Oliwia, zwana Daisy. Została pochowana w Mauzoleum rodzinnym Hochbergów, usytuowanym niedaleko parkingu. W XVIII w. był to pawilon letni, rodzaj arkadii zbudowany dla uciech dworskich. W 1883 r. przeznaczono go na Mauzoleum rodzinne dziedziców Książa.

Krypta jest pusta. Po zdewastowaniu jej w 1945 roku przez żołnierzy sowieckich, szczątki zmarłych pochowano na cmentarzu. Mimo to wielu nadal poszukuje trumny księżnej Daisy w danym Mauzoleum. (szerzej na ten temat  w artykule „Gdzie jest pochowana Księżna Daisy”).

Wyjeżdżając z książańskiego parku warto wstąpić do palmiarni. Jadąc z zamku do centrum Wałbrzycha  napotkamy ją po lewej stronie drogi na terenie wioski Lubiechów. Zbudował ją książę Hans Heinrich XV na początku ubiegłego wieku.

Palmiarnia. Pocztówki z początku XX w. (kolekcja autorki)

Wałbrzych

W Wałbrzychu przy ulicy Zamkowej znajduje się pałac, zwany czasem zamkiem.

W 1738 roku kupił go od CzettricówConrad Ernst Maksymilian Hochberg. Pod koniec XIX wieku mieścił się w nim zarząd dóbr Hochbergów.

Zamek Czettritzów

Obecnie w dawnym pałacu Hochbergów ma swoją siedzibę Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa im. Angelusa Silesiusa.

W zamku ma siedzibę Państwowa Wyższa Szkoła zawodowa

W parku otaczającym pałac znajdują się dwie wille. W starszej z nich (z 1905 r.) przy ul. Moniuszki 43 (dawniej Friedlanderstrasse) zamieszkała w czasie wojny księżna Daisy i w tym domu zmarła 29 czerwca 1943 roku. (szerzej na ten temat  w artykule  „Kto przeniósł Daisy do Wałbrzycha”). Obydwie wille wymagają szybkiego remontu.

Willa, w której mieszkała księżna Daisy w czasie II wojny

Sąsiednia willa

W 2007 roku na dziedzińcu pałacowym wzniesiono postument upamiętniający księżną.


Przed laty wielką atrakcją Wałbrzycha była Lisia Sztolnia, uruchomiona w 1794 roku u zbiegu dzisiejszych ulic M. Reja i Kolejowej.  Miejsce wylotu dawnej sztolni upamiętnia kamień z wykutym rysunkiem młotka i perlika.

Wejście do Lisiej Sztolni – z lewej strony widoczna tablica upamiętniająca oficjalne otwarcie sztolni (1794r.)

Już w XIX wieku była popularnym celem wycieczek wczasowiczów i kuracjuszy z pobliskich uzdrowisk w Szczawnie Zdroju (Salzbrunn) i Starym Zdroju (Altwasser).

Sztolnię zwiedzili w 1800 r. goście hrabiego Hansa Heinricha VI von Hochberga z Książa. Byli wśród nich król Prus Fryderyk Wilhelm III z żoną Luizą, ambasador Stanów Zjednoczonych w Berlinie John Quincy Adams – późniejszy prezydent , małżonka cara Mikołaja I  (1838 r.), a także księżna Izabela Czartoryska, która opisała wygląd sztolni oraz sposób jej zwiedzania w pamiętnikach Dyliżansem po Dolnym Śląsku.

W drugiej połowie XIX wieku, w związku z eksploatacją kolejnych, głębszych pokładów węgla, sztolnię zlikwidowano.

W niedalekim sąsiedztwie Lisiej Sztolni, po drugiej stronie ulicy, nad wejściem do budynku przy ulicy Chrobrego 45, można zobaczyć starą płaskorzeźbę przedstawiającą łódź załadowaną węglem, pchaną przez górnika.

Portal – wejście do zabytkowego budynku przy ul. Chrobrego 45.

Obecnie „Lisia sztolnia” jest zamknięta dla turystów z powodu wody gromadzącej się w niższych odcinkach sztolni. Zbudowane kilka lat temu prowizoryczne wejście i placyk zarosły gęstymi krzakami.

Roztoka

Drugim dużym majątkiem Hochbergów była Roztoka, oddalona jedynie 15 kilometrów od Jawora, 10 km od powiatowej Świdnicy  i 50 km od Wrocławia, stolicy województwa. Była w rękach rodziny od 1497 r. do końca drugiej wojny światowej.

Siedziba rodu mieściła się w renesansowo-barokowym, trzykondygnacyjny pałacu z XVI w., rozbudowanym i powiększonym w XVII i XIX w., będącym jednym z najpiękniejszych pałaców na Śląsku.

Pocztówki z początku XX w.

Główne wejście ujmuje barokowy portal, a nad nim jest podwójny herb – jeden Hansa Heinricha III von Hochberg, drugi jego żony Anny Elisabeth z domu Zedlitz.

Niestety po wojnie pałac został kompletnie splądrowany, co wartościowsze rzeczy rozgrabione lub wywiezione przez radzieckich żołnierzy i innych amatorów cudzej własności.

Przez kilkanaście powojennych lat pałac użytkowała kopalnia węgla z Rudy Śląskiej. Przez cztery lata mieściła się w pałacu siedziba Ochotniczego Hufca Pracy, potem był tu hotel robotniczy Zakładów Kuzienniczych z Jawora, aż wreszcie pałac został sprzedany w prywatne ręce. Dziś, choć zabezpieczony i pilnowany, chyli się ku ruinie, park zarasta chwastami, zniknęła Favorita, a barokowe ogrody zdziczały.

W sąsiedztwie pałacu, na terenie PGR, znajdują się liczne opuszczone zabudowania w stylu barokowym, pochodzące z XVIII w. Są to dwie oficyny, dwie oranżerie, stajnia i dwie wozownie.

Krasków

Krasków – niewielka wieś sołecka, położona na Równinie Świdnickiej nad rzeką Bystrzycą, w gmienie Marcinowice  – był na przełomie wieków XVII i XVIII własnością Hochbergów.

Posiadłość w Kraskowie wniosła w 1699 r. w wianie Hansowi Heinrichowi III von Hochberg, z linii rodziny na Roztoce, Anna Elisabeth córka Juliusza Zedlitza.  Po jej śmierci syn Hans Heinrich IV, sprzedał Krasków kuzynowi matki, Hansowi Albrechtowi baronowi von Zedlitz und Leipe.

Na terenie posiadłości nie ma śladów bytności Hochbergów w Kraskowie.

Portal wejściowy z kariatydami podtrzymującymi balkon i kartusz z napisem „Deo Familiae Posterisque Sacratum Hoc extruxit Aedificium David Sigmundus Comes a Zedlitz ad 1746 d 18 Octobris”. (Tę budowlę uświęconą wzniósł David Zygmunt hrabia Zeidlitz dnia 18 października 1746 ku czci Boga i potomności)

Iłowa

Kolejny ślad Hochbergów znajdujemy w Iłowej w województwie lubuskim, mieście położonym na Nizinie Śląskiej wśród Borów Dolnośląskich, nad dopływami Bobru: Czerną Małą , Czerną Wielką i Czernicą.

Pocztówka z początku XX w.

Właścicielem Iłowyzostał w 1902 roku Friedrich Maximilian von Hochberg, czwarte dziecko księcia Hansa Heinricha XI von Pless i jego żony Marii de domo Kleist.

Zainspirowany podróżami do Azji Fritz wprowadził do wystroju pałacu w Iłowej elementy sztuki orientalnej. Zebrał wspaniałą kolekcję dzieł sztuki z całego świata. Niestety nic z jego zbiorów nie przetrwało.

Po wojnie zaczęła się stopniowa degradacja tego obiektu.  Obecnie w pałacu mieści się zespół szkół ponadgimnazjalnych.

Zegar słoneczny z południowej strony pałacu. Nad nim napis: „Czas przemija a przyjaźń pozostaje”.

Park w stylu francuskim i angielskim, rozciągający się wokół rezydencji, założyli Promnitzowie, poprzedni właściciele Iłowej, a Fritz – ogród w stylu japońskim, w którym zasadzone zostały egzotyczne drzewa i krzewy z Dalekiego Wschodu, oraz połączono małymi mostkami rozgałęzienia rzeki Czernej.

Iłowa ogród różany

Jak ceniona była znajomość japońskiej sztuki ogrodowej Fritza Hochberga świadczy fakt, że zlecono mu zaprojektowanie Ogrodu Japońskiego, który powstał w Parku Szczytnickim we Wrocławiu  w 1913 roku na wystawę światową.

Obecnie park w Iłowej należy do gminy. Jeśli ktoś chciałby mieć wyobrażenie o dawnym parku, za przewodnik może posłużyć książka  Mieczysława Czekalskiego Park Dworski w Iłowej. Do dzisiaj rosną tu liczne okazy wielowiekowych drzew, krzewów ozdobnych i rododendronów.

Kliczków

Jadąc z Bolesławca w kierunku Gozdnicy, po 12 kilometrach dojeżdża się do rzeki Kwisy, nad którą położona jest wieś i zamek Kliczków (niem. Klitschdorf ).

Panią została Ida Louise(Ludwika) von Hochberg, która 10.09.1881 poślubiła w Książu Friedricha Hermana Johann Georga hr. zu Solms-Baruth z Kliczkowa, królewsko-pruskiego rotmistrza, rycerza zakonu Joannitów. Po śmierci ojca w 1906 r. hrabia odziedziczył tytuł księcia. Rządził ponad 40 lat.

Ida Luise Solms-Baruth de domo Hochberg i Friedrich Herman zu Solms-Baruth

W latach 1881-1883 pałac w Kliczkowie został gruntownie przebudowany przez architektów Henryka Kaysera i Karola von Grossheima – budowli nadano eklektyczny charakter. Książe zlecił wtedy słynnemu planiście zieleni, Edwardowi Petzoldowi, zaprojektowanie parku przy pałacu.

Zamek Kliczków na pocz. XX wieku

Ida Luise, zwana w rodzinie Lulu, była córką księcia Hansa Heinricha XI  von Pless i Marie baronówny von Kleist. Była ulubioną szwagierką księżnej Daisy.

Lulu weszła do rodziny,  z którą Hochbergów łączyło zamiłowanie do polowań, stąd częste  wzajemnie zaproszenia na łowy.  Pod koniec lipca na jej urodziny (29. 07.)  zjeżdżała do Kliczkowa cała rodzina Hochbergów.Od 1903 roku podróżowano autem. Pierwszy samochód, luksusowy „Benz-Manlicher”, książę von Pless kupił sobie w prezencie na siedemdziesiąte urodziny.

Kliczków był popularnym miejsce spotkań i rozrywek elity arystokracji niemieckiej.  Książę Friedrich był znanym myśliwym i wielkim opiekunem zwierząt. Na organizowane przez niego polowania wielokrotnie przyjeżdżali do Kliczkowa członkowie dworu, wśród nich sam cesarz Wilhelm II (w 1890 r., 1897 r., 1906 r. i 1911 r.) i pruski następca tronu. Cesarskie polowania upamiętniają pomniki w lasach, m.in. zachowany obok leśniczówki Marianówka, gdzie odbyło się ostatnie polowanie cesarza w 1911 r.

Osobliwością Kliczkowa, wymienianą przez niemal wszystkie przewodniki, jest dawny cmentarz koni wierzchowych, prawdopodobnie jedyny taki w Polsce. Na terenie zaniedbanego parku do naszych czasów zachowały się jedynie dwa nagrobki, dziś już bardzo zniszczone. Podobno pozostałych użyto do budowy okolicznych domostw.  Przed laty w tym miejscu grzebano również ulubione psy księcia.

Na jednej z ocalałych płyt wciąż widoczna jest inskrypcja z imieniem konia i datą jego śmierci: Juno, 1938. Poniżej wyżłobiono: Johann, Friedrich, Georg i Hermann – prawdopodobnie imiona czterech synów książęcej pary.

Po śmierci Hansa Heinricha XI von Pless jego córka ufundowała w Kliczkowie tablicę pamiątkową z popiersiem ojca. Uszkodzona tablica zachowała się do dziś, stoi oparta o mur przy kościele pw. Trzech Króli, niedaleko pałacu.

Na tablicy napis:Hans Heinrich Herzog von Pless XI (1833-1907.
Bakuje owalnego medalionu z herbem.

Kres panowania rodu zu Solms-Baruth w Kliczkowie położyła II wojna światowa. W 1944 r., po zamachu na Hitlera, ówcześni właściciele, posądzeni o kontakty ze spiskowcami, zostali aresztowani, a cały ich majątek skonfiskowano.

Po zakończeniu działań wojennych kliczkowski pałac, podobnie jak inne obiekty tego typu na Dolnym Śląsku, został doszczętnie rozgrabiony przez żołnierzy sowieckich i szabrowników podążających za frontem.

Następnie swoją siedzibę miało tu Nadleśnictwo w Bolesławcu i Ludowe Wojsko Polskie. Pałac niszczał w zastraszającym tempie – zapadły się dachy, wilgoć nadwerężyła mury, uszkodziła posadzki i malowidła, zawaliła się Galeria Oficjalistów oraz częściowo Ujeżdżalnia. Nie powiodła się próba restauracji zabytku podjęta w latach siedemdziesiątych przez Politechnikę Wrocławską.

Po tych właścicielach zostały pamiątki w postaci napisów na murach.

cześć przodownikom pracy!

Dopiero w latach dziewięćdziesiątych  dzięki nowemu właścicielowi, wrocławskiej firmie Integer S.A., obiekt  został poddany kompleksowym pracom budowlano-konserwatorskim, które przywróciły dawną świetność zamku. Powstało tu centrum szkoleniowo-wypoczynkowe.

Współczesne zdjęcia pałacu w Kliczkowie

Gogołów

W Gogołowie na Równinie Świdnickiej po rodzinie Hochbergów zachował się zespół dworski z XVI/XIX w., składający się z dworu, folwarku oraz niewielkiego parku krajobrazowego. Ocalały z drugiej wojny światowej, dziś chyli się ku ruinie.

Pierwszym właścicielem dóbr z tej rodziny miał być Joachim von Hochberg, syn Georga z Roztoki, wnuk Konrada I z Książa. Według Romana Sękowskiego (R. Sękowski, Herbarz szlachty śląskiej, Informator genealogiczno-heraldyczny, tom III H-K, Katowice 2003, s. 144) Hochbergowie dzierżyli Gogołów od 23 września 1679 r. Kolejnymi właścicielami byli: Ernst Friedrich von Hoberg (1733), a następnie Hochbergowie z linii Buczek (Buchwald): szambelan Hans Christoph von Hoberg auf Buchwald (1785), szambelan Gottlob Hans Christoph von Hoberg (1827), Erdmann baron von Hohberg-Buchwald (1872), kpt. Hans Erdmann von Hohberg, rycerz zakonu joannitów, członek związku szlachty niemieckiej (1894). W 1909 r. właścicielem dworu i majątku został jego syn, także Hans Erdmann, podporucznik pułku huzarów Zietena w Rathenow. Ostatnim właścicielem, do 1909 roku, był Oswald von Hochberg und Buchwald, do którego należał także majątek Boleścin i Marcinowiczki .

Pierwotnym założeniem był zameczek myśliwski książąt świdnickich. Renesansowy dwór powstał w 1538 r. Dzisiejszy kształt uzyskał najprawdopodobniej w okresie rozbudowy w 1572 roku i w I połowie XVIII w. Gruntowną modernizację dworu przeprowadził Hans Erdmann w 1894 roku, przebudowując głównie wnętrza.

Dwór w Gogołowie (zbiory autorki)

Dwór powstał na planie prostokąta, jest trzytraktowy, posiada dwie kondygnacje i kryty jest dachem łamanym, na elewacji widoczne są jeszcze fragmenty dekoracji.

 

Na jednej ze ścian znajduje się kamienna tablica z herbami rodzin von Hochberg i von Luttwitz oraz inskrypcja: G. v. H. u. B. 1827 [Gottlob von Hohberg und Buchwald 1827]. Ówczesny właściciel majątku Gottlob Hans Christoph żonaty był z Henriette Charlotte Euphrosine z domu von Luttwitz.

Od frontu znajduje się dobudowany ganek wejściowy z trzema oknami. Pod środkowym oknem frontowego ganku znajduje się niewielka tablica kamienna z baronowską koroną, pod nią inicjały H.E.H. (Hans Erdmann Hohberg), a jeszcze niżej data 1872.

Ganek

Nad gankiem, w naczółku, umieszczony jest kartusz z herbem rodziny von Hohberg.

Na pierwszym piętrze elewacji frontowej dworu znajduje się neorenesansowy balkon z kamienną balustradą tralkową i wazonami w narożach – jest w fatalnym stanie.

Po wojnie do dworu i zabudowań gospodarczych wprowadziło się Państwowe Gospodarstwo Rolne. Zaniedbane obiekty powoli niszczały.  W 1982 roku spłonęła więźba dachowa.

Obecnie opuszczony, zabezpieczony prowizorycznie zabytek czeka na ratunek.  Stan obecny rodzi bezpośrednie zagrożenie dla zdrowia i życia osób w jego pobliżu.

Ciechanowice

W XVI wieku Hochbergowie byli właścicielami Ciechanowic (niem. Rudelsdorf, późniejRudelstadt), wsi położonej w dolinie Bobru, na pograniczu Gór Kaczawskich i Rudaw Janowickich, w gminie Marciszów.

Rozwój wsi w XVI i XVII wieku wiązał się z wydobyciem miedzi, srebra i ołowiu, do dziś są tu ślady wyrobisk.

W kościele parafialnym św. Augustyna znajduje się piękny renesansowy nagrobek Christopha von Hubergk (Hochberg), zmarłego 1553 roku,

Christoph von Hubergk,zmarł w 1553 roku

oraz dwa inne nagrobki Susanny i Heinricha (zm. 1557) von Reichenbach.

We wnętrzu  kościoła wart zobaczenia jest też gotycki wspornik z XIV wieku, polichromia ołtarza głównego z 1600 roku, dzieło P. Meynera, ambona polichromowana z 1603 roku oraz barokowa rzeźba św. Jana Nepomucena z 1720 roku.

Renesansowy pałac we wsi powstał w XVI wieku, nie wiadomo jednak, czy należał do Hochberga.

Sokołowsko

Sokołowsko (niem. Görbersdorf) koło Mieroszowa było wsią służebną, należącą do  pobliskiego warownego zamku Radosno. Nazwę wziął on od Doliny Radości, nad którą góruje.
Rozwój okolicy był związany z Hochbergami, którzy kupili te tereny. W Sokołowsku ukrył się przed Szwedami właściciel Książa Hans Heinrich Hochberg wraz z rodziną w niespokojnych czasach wojny trzydziestoletniej.

W połowie XIX wieku Sokołowsko odkryła Maria von Colomb, siostrzenica feldmarszałka Blüchera, i postanowiła stworzyć tu uzdrowisko. W wykupionych od Hochbergów młynach otworzyła zakład leczenia zimną wodą. W latach 1861-62 otworzono nowe, ogromne sanatorium, utrzymane w stylu mauretańskim, nazwane później „Grunwald”.

W Sokołowsku, podobnie jak w Szczawnie, bywali słynni ludzie, m. in. Tytus Chałubiński z ciężko chorym na gruźlicę synem Franciszkiem i jeden z najwybitniejszych malarzy śląskich, prof. Johann Maksymilian Avenarius, który pozostawił po sobie malowidła w kościele i sanatorium.  Przez kilka powojennych lat  mieszkał w uzdrowisku reżyser Krzysztof Kieślowski w związku z chorobą ojca.

W pierwszych latach powojennych Polski Ludowej uzdrowisko podupadło. Próbował go ratować od 1956 roku zasłużony dla Sokołowska dr Stanisław Domin. Udało mu się odremontować sanatorium „Orzeł Biały” i „Chrobry” oraz  inne budynki uzdrowiska. Nie zdołano uratować potężnego „Grunwaldu”, który z roku na rok coraz bardziej niszczał.

Współczesne zdjęcia sanatorium.

Po Hochbergach nie zachowały się żadne pamiątki.

Myślibórz

Na terenie Parku Krajobrazowego Chełmy, kilka kilometrów na południowy zachód od Jawora,  położona jest wieś Myślibórz (niem. Moisdorf). W latach 1746-1774 Myślibórz Górny należał do Karoline von Hohberg.

W Myśliborzu znajduje się pałac neogotycki, dwukondygnacyjny z dwoma wieżami i tarasami, wybudowany w latach 1859-61 dla rodziny Prittwitzów według projektu K. Wolfa. Na jednej ze ścian od strony drogi umieszczony jest herb rodziny Prittwitzów i data budowy pałacu. Herbu Hochbergów nie ma.

Właścicielem pałacu był Wilhelm von Prittwitz und Gaffron, a po nim wdowa Leocadie, de domo baronówna von Hohberg und Buchwald z Prusic koło Jawora.

Ich potomkowie dzierżyli majątek do końca lat dwudziestych XX wieku. W 1927 r. pałac kupił prezydent Katowic, Antoni Zimmermann. Jego żona Doris de domo Roche zapisała się w pamięci jako pierwsza kobieta-kierowca, która przejechała nowo wybudowaną autostradą berlińską w 1933 r.

Po wojnie pałac popadł w ruinę. Od 1997 roku, dzięki prywatnemu właścicielowi, powoli odzyskuje dawną świetność.

Współczesne zdjęcie pałacu w Myśliborzu

Gniewków

W Gniewkowie (niem. Girlachsdorf), wsi w gminie Dobromierz,  na przykościelnym cmentarzu znajduje się nagrobek  zarządcy (?)hrabiego Hochberga w dobrach w Gniewkowie (Girlachsdorf), Nieder und Ober Polkau (Bolkowice) i Ossenbarh (?), który urodził się 19 stycznia 1797 r., zmarł 22 lutego 1841 r. Żył 44 lata 1 miesiąc i 3 dni.

Ernst Gottfried
Pathe (?)
Reichsgräfl.  Hochberg
Würtschafts  Andmann
der Güter Girlachsdorf
Ober  u. Nieder Polkau
und Ossenbahr.
Er wurde geboren
am 19 Januar 1797
und starb
22 Februar 1841
alt  44 Jahre 1 M. 3 Tg.

W ścianach kościoła i w murze otaczającym dziedziniec,  zachowało  się  dziewięć renesansowych i barokowych płyt nagrobnych z lat 1560 – 1625, należących do członków rodzin von Reibnitz i von.

Z roku na rok coraz trudniej odczytać napisy na płytach.

Tak też zaciera się pamięć o rodzinach onegdaj żyjących i gospodarujących na Śląsku. Wielka kariera śląskich rodów szlacheckich skończyła się po II wojnie światowej, kiedy Polska Ludowa wykreśliła arystokratów z podręczników historii. Jednak tak jak z historii Polski a nawet Europy nie da się wykreślić takich nazwisk jak Czartoryscy, Ossolińscy, Potoccy czy Radziwiłłowie Tarnowscy, tak w przypadku Śląska do takich nazwisk należą: Czetric, Donnersmarck, Hochberg, Hohenlohe, Reibnitz , Schaffgotsch, Tiele-Winckler i Zedlitz.

Ciąg dalszy naszej wycieczki śladami Hochbergów nastąpi…

Autorem współczesnych zdjęć jest Damian Mącznik.